Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sędzia totalny

Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Jacek Gudowski , sędzia SN, obchodzi właśnie 45-lecie swojej pracy. I choć jego dorobek zawodowy jest naprawdę imponujący, on sam woli pozostawać w cieniu. Jak sam mówi, nie ma parcia na mikrofon, na szkło i nie lubi być w centrum uwagi

Zokazji jubileuszu 2 grudnia odbyła się w Sądzie Najwyższym uroczystość wręczenia Jackowi Gudowskiemu księgi jubileuszowej pt. "Sine ira et studio" (z Tacyta: bez gniewu i upodobania). W jej przygotowaniu uczestniczyło stu autorów, współpracowników i przyjaciół sędziego.

Tymczasem, jak twierdzi sam jubilat, wszystko w jego życiu zawodowym działo się przez przypadek. Jako stojący na progu dorosłości młody człowiek ani myślał zostawać prawnikiem. Być może nie przyszło mu to do głowy dlatego, że nikt w jego rodzinie prawem się nie parał. - Jako człowiek o umyśle stanowiącym harmonijne zespolenie pierwiastków humanistycznych i ścisłych wahałem się między geologią a etnografią. I, jeżeli chodzi o ten drugi kierunek, to przyznaję, że brałem go po uwagę głównie dlatego, że urzekła mnie jego nazwa - śmieje się sędzia Gudowski.

Jakież więc było jego zdziwienie, gdy po złożeniu papierów na etnografię otrzymał z Uniwersytetu Jagiellońskiego korespondencję zwrotną, z której wynikało, że został zakwalifikowany... na wydział prawa.

- W tamtych czasach na wszystkie humanistyczne kierunki studiów zdawano egzaminy z tych samych przedmiotów - historii, geografii i języka obcego. Postanowiłem to nieporozumienie wyjaśnić. Pani z dziekanatu, z którą rozmawiałem, przyznała, że można to jeszcze odkręcić. Zaznaczyła jednak, że będzie z tym sporo zamieszania. Machnąłem więc ręką - opowiada sędzia.

Po wielu latach doszedł do wniosku, że to całe zamieszanie mogło nie być tylko i wyłącznie zrządzeniem losu. - Przypuszczam, że losowi mógł dopomóc mój ojciec, który nie do końca akceptował ówczesne wybory swojego syna. Oczywiście nigdy o to nie zapytałem. Bo i po co? Przecież to pewne, że zaprzeczyłby - opowiada Jacek Gudowski.

Osobą, która wywarła ogromne piętno na jego życiu zawodowym, był sędzia Jan Niejadlik. To on w czasie aplikacji, która odbywała się w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie, odkrył przed Gudowskim piękno cywilistyki, a zwłaszcza prawa procesowego cywilnego. I to o nim sędzia mówi jako o swoim nauczycielu i mistrzu.

Ale w trakcie aplikacji sędzia Gudowski nie skupiał się jedynie na zgłębianiu meandrów kodeksu cywilnego.- Zachęcano nas do działania na różnych polach - sądowa kuratela społeczna dla nieletnich, pomoc prawna w poradni społeczno-wychowawczej, obozy dla trudnej młodzieży - ale także nie sprzeciwiano się zorganizowaniu kabaretu aplikantów, który w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie miał bogatą tradycję - tak wspólnie spędzone lata młodości wspomina adwokat Andrzej Sopata.

Narodził się kabaret "Dochowaniec", który był parodią programu telewizyjnego. Kuplety tworzone przez cały jego zespół opisywały ówczesną sądową rzeczywistość, a bohaterami byli nie tylko sami aplikanci, ale również ich patroni, prezesi czy też wykładowcy. Wszyscy z nieukrywanym rozbawieniem odebrali ten program przedstawiony w pomysłowych dekoracjach, oprawiony muzycznie. Przedsięwzięcie ujawniło więc dodatkowe zdolności Jacka Gudowskiego. To on bowiem był także jego reżyserem i scenografem. - Jacek jest obdarzony wieloma talentami, ma m.in. rozmaite zdolności artystyczne, więc może gdyby nie prawo, zostałby twórcą - zastanawia się adwokat Sopata.

Po drodze do Sądu Najwyższego Jacek Gudowski przeszedł wszystkie szczeble kariery. Zaczynał więc jako asesor w Sądzie Powiatowym w Bochni. I, jak zaznacza, było to dla niego bardzo ważne doświadczenie.

- Uważam, że wszyscy młodzi sędziowie powinni mieć za sobą pracę w małym sądzie. Dzięki temu mają szanse dobrze poznać charakter pracy sędziego i przekonać się, że zawód ten opiera się przede wszystkim na indywidualizmie, ale także na ścisłej współpracy z innymi - twierdzi Jacek Gudowski.

"Przez pierwsze miesiące rozpoznawał sprawy cywilne i karne, ale dość szybko zrezygnowano z jego udziału w sprawach karnych, bo - według instancji rewizyjnej wymierzane przez niego kary były »nader symboliczne« oraz rozmijały się z modną wówczas ideą »rozwarstwiania przestępczości«" - piszą o tamtych latach pracy sędziego Gudowskiego w księdze jubileuszowej profesorowie Tadeusz Ereciński, Paweł Grzegorczyk i Karol Weitz.

Do Sądu Wojewódzkiego w Tarnowie trafił w wieku 30 lat, co oznaczało, że był wówczas najmłodszym w Polsce sędzią tego szczebla. Jednak Jacek Gudowski, jak przystało na krakusa z krwi i kości, starał się o powrót do Krakowa. Dopiął swego w 1987 r.

W 1990 r. został wybrany do pierwszego, historycznego składu Krajowej Rady Sądownictwa, którą współtworzył. W tym samym roku został również powołany do Sądu Najwyższego. A miał wówczas zaledwie 40 lat. Wspólnie z sędzią Józefem Iwulskim oraz Andrzejem Piaskowskim, stworzył koncepcję informatycznego systemu "Supremus", obsługującego orzecznictwo i biurowość Sądu Najwyższego. Choć projekt powstał na początku lat 90. i był wówczas przedsięwzięciem prawdziwie pionierskim, system do dziś jest wykorzystywany i wciąż udoskonalany.

Zdolności informatyczne oraz artystyczne sędzia Gudowski łączy w swoim hobby. Jest bowiem zapalonym fotografem, który nie wstydzi się przyznać, że korzysta z możliwości, jakie daje Photoshop. Przed laty - kiedy to nie było takie łatwe jak dzisiaj - wiele podróżował, dokumentując miejsca, które odwiedzał.

Kontrapunktem dla informatycznych zainteresowań jubilata jest zamiłowanie do starych książek. Ma bogaty zbiór książek prawniczych i roczników czasopism; wciąż myszkuje po antykwariatach i portalach internetowych, trudno jednak mu kupić coś ciekawego, bo prawie wszystko już ma.

Kolejną wielką pasją Jacka Gudowskiego jest, a właściwie był teatr. - Za młodu pisywałem nawet recenzje sztuk teatralnych - wspomina. Przyznaje jednak, że ostatnimi czasy magia sceny oddziałuje na niego nieco mniej. - Dostrzegam głównie takie szczegóły, jak oczko w rajstopach aktorki czy kaszel za kulisami. No i czar pryska - kwituje z nieskrywanym żalem sędzia. Woli więc siedzieć w domu i z perwersyjną przyjemnością oglądać w kółko polskie filmy z okresu PRL.

Jacek Gudowski jest jednak przede wszystkim sędzią. W zbiorze urzędowym Sądu Najwyższego opublikowano ponad trzysta orzeczeń wydanych z jego udziałem jako sprawozdawcy i autora uzasadnienia, w tym prawie 150 uchwał, także w składach powiększonych. Przez wiele lat był członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego. W poświęconej mu księdze napisano, że łączy wszechstronną wiedzę teoretyczną z ogromnym doświadczeniem i wyczuciem praktyki. Zapewnia mu to miejsce wśród najznamienitszych polskich współczesnych procesualistów.

"Pozostał skromny i koleżeński. Może być wzorem. Swoją pracą i jej wynikami ustawił jednak poprzeczkę tak wysoko, że naśladownictwo nie będzie łatwe" - tak w księdze jubileuszowej pisze o nim mec. Sopata. "Jest wzorem często trudnym do naśladowania" - dodają profesorowie Ereciński, Grzegorczyk i Weitz. Przyjaciele i współpracownicy darzą go sympatią również za ogromne poczucie humoru oraz niepospolity dzisiaj takt.

Do Sądu Wojewódzkiego w Tarnowie trafił, mając 30 lat, co oznaczało, że był wówczas najmłodszym w Polsce sędzią sądu takiego szczebla

@RY1@i02/2016/249/i02.2016.249.07000050a.801.jpg@RY2@

fot. Archiwum SN

Małgorzata Kryszkiewicz

malgorzata.kryszkiewicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.