Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Ładne słowo konfraternia

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Etymologicznie słowo "korporacja" pochodzi z języka łacińskiego i w przełożeniu na polski oznacza "wynikający z połączenia części związek". Gdyby posługiwać się zapożyczeniem z innych języków, chociażby niemieckiego, można by związki nazywać gildiami. Powstające w Polsce w średniowieczu, na wzór gildii niemieckich, związki kupców i rzemieślników po polsku nazwano cechami. Gildie (początkowo po spolszczeniu: gieldy), a później - zupełnie po naszemu - cechy, miały za cel ochronę interesów poszczególnych grup zawodowych. Bardziej solidarne wewnętrznie cechy postronni określali jako współbractwa. Gdyby posługiwać się zapożyczeniem z łaciny, współbractwo nazwalibyśmy konfraternią. Nieprzypadkowo zatoczyłem takie lingwistyczne koło, by ostatecznie postawić kilka pytań. Czy pojęcie samorządu jest bliższe związkowi w znaczeniu korporacji, czy bardziej konfraterni? Czy któreś z tych określeń jest dla samorządu pejoratywne? Może zaś któreś z nich nobilitujące? Czy lepiej po prostu mówić po polsku i nazywać rzecz po imieniu?

Zgadzam się z przeważająca częścią wywodów tych, którzy upatrują w nazywaniu samorządów zawodowych korporacjami brzydkich intencji. Jakież to jednak mogą być te złe intencje i do czego konkretnego mogłyby zmierzać w przypadku samorządów prawniczych, chociażby radcowskiego czy adwokackiego? Mniemam, że większość posługujących się słowami obcojęzycznymi analizy ich znaczenia nie dokonuje, po prostu tak mówi, bo taka moda lub tak kazali...

Pejoratywizując - przynajmniej w ich zamyśle - samorządność zawodową, nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób mogą przyczyniać się do niszczenia idei społeczeństwa obywatelskiego. Takie zaś - w ramach tworzonych przez ustawodawcę - potrafi samodzielnie się organizować w celu rozwiązywania specyficznych i niełatwych często problemów poszczególnych środowisk. Takie też społeczeństwo staje się mocnym partnerem państwa, wyręczając je niejednokrotnie, bez sięgania do kasy państwowego budżetu, w realizacji wielu funkcji właśnie państwu przypisanych. Dlatego też - pomimo wypowiedzi niektórych prominentnych przedstawicieli obecnej legislatywy i egzekutywy - mam nadzieję, że w ramach "dobrej zmiany" władze nie planują i nie wykonają zamachu na prawniczą samorządność zawodową ani na żadną konstytucyjnie wpisaną w nasz ustrój samorządność.

Nadzieje te opieram na dwóch przesłankach. Pierwsza to pragmatyzm władzy. Ma ona już i tak bardzo szerokie spektrum zadeklarowanych publicznie reform i racjonalizm nie wskazywałby na celowość jego rozszerzania, kosztem efektywności realizacyjnej, a jedynie dla efektowności zapowiedzi. Dlatego nie zaliczam się - mam nadzieję, że nie naiwnie - do grona tych co głoszą, że nieuchronnie i wkrótce władza zabierze się i do nas (czytaj: samorządy prawnicze), nie wskazując jednak, na czym to zabranie się miałoby polegać. Pomijam w tym miejscu sygnalizowaną już przez Ministerstwo Sprawiedliwości pod obecnym kierownictwem obniżkę dopiero co zwaloryzowanych stawek wynagrodzeń z tytułu kosztów zastępstwa procesowego. To niewątpliwie sprawa dla środowiska bardzo ważna z punktu widzenia ekonomicznego, ale niemająca charakteru ustrojowego. Szanuję więc obawy o stabilność samorządów, ale rewolucyjna wyobraźnia, której mnie w tym zakresie być może brakuje, może okazać się wywoływaniem, a nawet drażnieniem wilka.

Podobnie rzecz się może mieć z nawoływaniem do budowania barykad przeciwko - nie do końca zidentyfikowanym - nieprzyjaciołom. W mojej opinii ma to służyć przede wszystkim zaspokojeniu celebryckich ambicji nawołujących. Zachowań rozważnych, którym osobiście hołduję, nie należy natomiast utożsamiać z biernością i kapitulanctwem. Czynienie pod adresem kierownictwa samorządu takich zarzutów (nawet enigmatycznie) jest oparte jedynie na umyślnym - a może tylko nieumyślnym - ignorowaniu faktów.

Druga przesłanka mojej nadziei to pragmatyzm wspólnot, jakie tworzą samorządy adwokatów i radców prawnych. Na ten składać się muszą - a jestem przekonany, że w zdecydowanej większości się składają - zachowania członków ustawowych organów tych wspólnot, tak na szczeblach lokalnych, jak i krajowym, wybieranych właśnie na kolejną kadencję. W zachowaniach tych nie powinny dominować emocje. Odwrotnie: mają to być spokój oraz umiejętność mnożenia zdobyczy i umacniania społecznego autorytetu zawodów. Takie zachowania są w interesie całych samorządowych wspólnot, a nie tylko osób aspirujących do sprawowania w nich funkcji reprezentacyjno-władczych. Wtedy wspólnoty prawnicze nie tylko będą skutecznie chronić siebie, ale także jeszcze lepiej realizować misję, jaką jest świadczenie pomocy innym, działanie w interesie publicznym.

Wracam na koniec do otwierającej ten felieton gry lingwistycznej. Z obcojęzycznych określeń tam przytoczonych, za najbardziej adekwatne dla samorządu zawodowego uważam słowo "konfraternia" - po polsku współbractwo. Ktoś zapyta dlaczego? Przyjaciół się wybiera, braci niekoniecznie; ale lepiej się żyje w dobrej rodzinie, szczególnie jeśli jest ona liczna i wielopokoleniowa, jak choćby samorząd radcowski. Sąsiedzi takiej rodziny wskazują ją jako wzór, a o dobry wizerunek "korporantów" (przepraszam za brzydkie słowo) współbraci wszak chodzi. ©?

@RY1@i02/2016/123/i02.2016.123.183000800.802.jpg@RY2@

prof. Dariusz Sałajewski

 prezes Krajowej Rady Radców Prawnych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.