Kontakty z podejrzliwością w tle
Nawet grzecznościowa rozmowa o pogodzie z czekającym na rozprawę adwokatem może sędziemu przysporzyć kłopotów. Ustalenia w gabinecie prezesa sądu, tak często pokazywane w amerykańskich filmach, to już zupełna abstrakcja. Co jest z nami nie tak?
@RY1@i02/2016/103/i02.2016.103.070000600.808.jpg@RY2@
MAT. PRASOWE
Rafał Puchalski sędzia
Wymiar sprawiedliwości nie jest forum wymiany myśli prawniczej, są to raczej mury i zakazy. W tym zakazy kontaktowania się sędziów z pełnomocnikami i obrońcami. Czy jest to sędziom na rękę czy też takie formalne relacje są na nich wymuszane?
Kodeks etyki sędziowskiej nakazuje sędziom unikać sytuacji, które wywoływałyby uzasadnione wątpliwości co do ich bezstronności. Rygor ten powoduje,
że środowisko sędziowskie od wielu już lat żyje w szklanej wieży i stara się za wszelką cenę unikać jakichkolwiek kontaktów z pełnomocnikami stron. Sędziowie, chcąc wystrzec się coraz częstszych zarzutów dotyczących ich bezstronności w danej sprawie, zostają zmuszani właśnie do takich zachowań. W krajach, w których szacunek do sędziego i prawa są filarem demokracji, byłoby to zupełnie niezrozumiałe. W Polsce od początków transformacji kolejne rządy nie zrobiły jednak nic, co można by uznać za przejaw troski o wymiar sprawiedliwości. Powszechne stały się za to próby publicznej dyskredytacji sędziów, otwarte podważanie orzeczeń sądowych oraz nierzetelne i jednostronne relacje procesów w mediach, zwłaszcza gdy dotyczą one osób ze świecznika. Ze smutkiem stwierdzam, że wszystkie te zjawiska mają wspólny mianownik. Jest nim przekonanie, że na treść rozstrzygnięcia sądowego wpływ mają czynniki pozaprawne. I to jest właśnie jedna z przyczyn, dla których sędzia stara się unikać nawet zwykłych rozmów z przypadkowo spotkanymi pełnomocnikami stron. Znam przykłady postępowań dyscyplinarnych wszczynanych tylko na podstawie zdjęcia z komórki, na którym sędzia był akurat w towarzystwie mechanika. Jak się okazało, osoba ta była jednocześnie stroną postępowania. Ich znajomość nie miała przy tym żadnego wpływu na orzeczenie. Co więcej, było ono niekorzystne dla mechanika. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Wystarczyła zjadliwa skarga i maszyna postępowania dyscyplinarnego ruszyła.
Czy pełnomocnicy powinni mieć możliwość wchodzenia do gabinetu sędziego, czy byłoby to zbyt ryzykowne?
W krajach o normalnym poziomie świadomości prawnej stron, z ugruntowanym szacunkiem do sądów i ich orzeczeń, takie zwykłe relacje są utrzymywane i nikt z tego powodu nie czyni nikomu zarzutu. Wejście do pokoju sędziego nie jest samo w sobie czymś niewłaściwym, jednak z uwagi na nasze uwarunkowania społeczne powinno być rzadkością. Fundacja Court Watch Polska, realizując projekt "Obywatelski monitoring sądów rejonowych i okręgowych 2011/2012", ustaliła, że w 86 proc. sądów zdarza się, że prokurator przebywa w sali podczas przerwy w rozprawie. Sytuacja, w której oskarżony wchodząc na salę rozpraw, widzi, że sędzia rozmawia z prokuratorem, nie jest zrozumiała. Adwokaci są wtedy w niezręcznej sytuacji, bo muszą tłumaczyć swojemu klientowi, że nie ma to wpływu na jego sprawę. Zainteresowanych jednak nie zawsze to przekonuje, a często wręcz burzy im wizerunek wymiaru sprawiedliwości. Podobnie wygląda sytuacja, w której pełnomocnik wchodzi do gabinetu sędziego i zapyta o przysłowiową godzinę. Zwykła rozmowa, a odbiór i komentarze osób oczekujących na korytarzu są jednoznaczne. Prezesi sądów bardzo często są zmuszeni tłumaczyć skarżącym, że nie ma w takich relacjach niczego złego. Jednak rzadko kiedy udaje im się osiągnąć skutek.
Czym tłumaczyć negatywne reakcje ludzi?
Jedyną właściwą odpowiedzią jest stwierdzenie, że jako społeczeństwo jesteśmy niedojrzali i funkcjonujemy w świecie permanentnej nieufności do innych.
Wróćmy na chwilę do gabinetu sędziego. W amerykańskich filmach prawniczych często widzimy, jak sędzia wzywa do swojego pokoju pełnomocnika i z nim dyskutuje. Czy taki styl pracy sędziego mógłby funkcjonować w polskich sądach?
Takie relacje wynikają z organizacji postępowania sądowego, jego przyspieszenia i celowości składanych wniosków dowodowych. Współpraca polskich sędziów z pełnomocnikami niewątpliwie byłaby pożądana, ale jej realizacja z góry skazana jest na niepowodzenie. Przeszkodą nie będą tu przepisy proceduralne czy stanowiska pełnomocników, lecz strony postępowań. Jestem przekonany, że taka rozmowa skutkowałaby w wielu wypadkach co najmniej skargą do prezesa, a nie wykluczałbym nawet zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Nasze społeczeństwo ma po prostu taką mentalność i trzeba wielu lat edukacji, uświadomienia prawnego oraz budowania pozytywnego wizerunku sędziów, żeby ten amerykański scenariusz był w Polsce możliwy do realizacji.
Pan też unika pełnomocników i obrońców?
Z przykrością muszę stwierdzić, że tak. Oczywiście z uwagi na niewielką jednostkę, w której pracuję, jest to bardzo utrudnione. Na szczęście pełnomocnicy doskonale się orientują, z jakimi problemami mają do czynienia sędziowie i nie naciskają na kontakty z nami.
Wymiar sprawiedliwości nie traci na tym?
W mojej ocenie odizolowanie sędziów nie służy dobru wymiaru sprawiedliwości. Mam całkowicie odmienne zdanie niż niektórzy moi starsi koledzy, którzy uważają, że sąd powinien wypowiadać się tylko w wyroku i uzasadnieniu. To właśnie takie pojmowanie wymierzania sprawiedliwości jest jedną z przyczyn problemów, o których dzisiaj rozmawiamy. Sędziowie jako środowisko znajdują się w skansenie medialnym, nie umieją zrozumiale przedstawiać swoich racji, wytłumaczyć, na czym polega rola sądu. Wierzę głęboko, że przyjdzie czas, w którym dyskusja z pełnomocnikiem strony o przepisach czy ich stosowaniu nie będzie podstawą do złożenia wniosku o wyłączenie sędziego. Że dociekliwość sędziego będzie świadczyła o jego zaangażowaniu, a nie działaniu na podstawie pobudek pozamerytorycznych.
@RY1@i02/2016/103/i02.2016.103.070000600.809.jpg@RY2@
MAT. PRASOWE
Bartłomiej Przymusiński sędzia
Zaufanie do sądów jest warunkiem skuteczności ich działania. Wymaga ono przy tym przekonania, że sędziowie są bezstronni i niezawiśli. Bez tego ich służba traci sens. Sędzia nie może ulegać podszeptom znajomych, rodziny czy przełożonych, musi sprawę rozstrzygać we własnym sumieniu, w pełni samodzielnie. Wymaga to także wysłuchania stron, czemu służy rozprawa sądowa. Nie bez powodu w wielu krajach przewidziano na okoliczność rozprawy togi, a w niektórych nawet peruki. Z chwilą przywdziania togi sędzia czy adwokat prezentują się stronom i publiczności jako uczestnicy aktu wymierzania sprawiedliwości, oderwani od swych osobistych uwarunkowań, słabości czy zależności. Zarówno sędzia, jak i prokurator, adwokat czy radca prawny, służą sprawiedliwości, a różni ich jedynie zadanie, jakie im w tym procesie wyznaczono. Każdy zawód prawniczy opiera się na własnych normach etycznych, które łączy jedna wspólna cecha: unikanie sytuacji, w której wypełnianie przypisanej im roli kolidowałoby z ich własnym, prywatnym interesem. Uważam, że profesjonalny pełnomocnik zawsze powinien wyraźnie postawić granicę między sprawą klienta a własną rolą w procesie i nie utożsamiać się z interesem osoby, którą reprezentuje. Nie może więc też ulegać wszystkim jej sugestiom i powinien działać zgodnie z zasadami etycznymi wykonywanego zawodu. Jesteśmy fachowcami, którzy powinni potrafić oddzielić to, co dzieje się na sali sądowej i znajduje odzwierciedlenie w aktach, od tego, co nie stanowi przedmiotu procesu. Ubolewam nad tym, że normalne odruchy, takie jak zamienienie na korytarzu kilku słów ze stałym i fachowym uczestnikiem sądowych posiedzeń, bywają źródłem podejrzeń czy zarzutów wobec sędziego. Zdarza się (choć rzadko) i tak, że sędzia wchodzący na salę rozpraw unika nawet zwykłego "dzień dobry" kierowanego wobec oczekujących. Aż dziwne, że nie jest na salę wprowadzany specjalnym tunelem. Jest to - w mojej ocenie - niestety pozostałość kilkudziesięciu lat utrwalania sowieckiego modelu państwa, w którym podejrzliwość wobec każdego przedstawiciela klasy inteligenckiej traktowano jako zaletę. System był w końcu doskonały, a za wszelkie patologie odpowiadały poszczególne jednostki. Taki model społeczeństwa przyczynia się do degeneracji wspólnoty, promuje postawy bierne, chodzenie ze spuszczonym oczami, w których czai się lęk przed posądzeniem o słabość. Właśnie po to wybiera się na sędziów osoby o nieposzlakowanej opinii, dające rękojmię należytego wykonywania zawodu, żeby można było im zaufać. Sędzia ma dużo do stracenia w przypadku przekroczenia cienkiej granicy, za którą zwykła ludzka życzliwość czy zasady dobrego wychowania zamieniają się w wątpliwe etycznie relacje. Jednak czas uświadomić osobom nieznającym kulis procesów sądowych, że to, iż pełnomocnik jest dobrym kolegą sędziego, nie oznacza wcale, że może on też liczyć na lepsze traktowanie. Dla mnie jako sędziego ważne jest wydanie sprawiedliwego orzeczenia, zgodnego z moim sumieniem. Nie wolno sędziemu rozstrzygać sprawy, w której chodzi o osobisty interes jego bliskiego znajomego. Ale już sprawa, w której sędzia jest dobrym znajomym pełnomocnika jest zupełnie inna. Każdy z nich ma do wypełnienia w procesie swoją rolę. Nie bez powodu pełnomocnik nie odpowiada za wynik sprawy, lecz za dochowanie staranności. Jeżeli sobie to uświadomimy, to przestaniemy czynić sędziom zarzuty z rozmowy poza salą rozpraw z profesjonalnym pełnomocnikiem. Ale żeby to zrozumieć trzeba zostawić sowiecką podejrzliwość wobec ludzi i wybrać zaufanie do człowieka. I mówić o tym głośno.
@RY1@i02/2016/103/i02.2016.103.070000600.810.jpg@RY2@
RAFAŁ GUZ/PAP
dr Sebastian Ładoś sędzia
W niektórych systemach prawnych występują tzw. posiedzenia gabinetowe z udziałem sędziego. Najczęściej mają one na celu przygotowanie rozprawy, wstępne omówienie sprawy z udziałem stron (przedstawicieli procesowych), ustalenie, jakie dowody zostaną dostarczone przez strony, a jakie ma zebrać sąd itp. W amerykańskim procesie karnym funkcjonuje posiedzenie niejawne w gabinecie sędziego (in chambers), w trakcie którego sędzia może wydawać stronom instrukcje dotyczące postępowania. W postępowaniu cywilnym występuje faza przygotowawcza (pretrial conference), która służy przyspieszeniu postępowania (zwłaszcza rozprawy) i zmniejszeniu kosztów. W polskim procesie karnym i cywilnym posiedzenia gabinetowe nie występują. Jedynym forum, na którym sąd bezpośrednio komunikuje się ze stronami, jest rozprawa bądź posiedzenie. One mają zaś charakter formalny. Ustawy procesowe nie dopuszczają nieformalnych konsultacji ze stronami, nawet jeśli miałyby one przyspieszyć proces. Tym trudniej byłoby zaakceptować występujące w innych systemach (np. w prawie amerykańskim) konsultacje tylko z jedną ze stron (ex parte communications). W naszym systemie tego rodzaju postępowanie byłoby postrzegane jako przejaw faworyzowania jednej ze stron procesu. Amerykański sposób procedowania był zresztą jednym z argumentów o niedopuszczalności ekstradycji Romana Polańskiego do USA stwierdzonej przez Sąd Okręgowy w Krakowie. Sąd uznał, że niejawne posiedzenia gabinetowe naruszają standard rzetelnego procesu gwarantowany w art. 6 europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.
Warto zauważyć, że w wyniku nowelizacji wprowadzono do kodeksu postępowania karnego szczegółowe zasady wyznaczenia tzw. posiedzenia organizacyjnego, które ma na celu właściwe przygotowanie rozprawy głównej (art. 349 k.p.k.). W posiedzeniu tym co do zasady bierze udział oskarżyciel publiczny i przedstawiciele procesowi stron. W jego trakcie mogą być przedstawiane stanowiska co do przebiegu rozprawy oraz kolejności przeprowadzanych dowodów, a także zgłaszone wnioski dowodowe. W przeciwieństwie do posiedzeń gabinetowych posiedzenie organizacyjne w naszym systemie ma charakter sformalizowany. Jest to posiedzenie sądu, a nie sędziego, a jego termin musi być wyznaczony z odpowiednim wyprzedzeniem. Przedstawiciel procesowy każdej ze stron powinien mieć zagwarantowane prawo udziału w tym posiedzeniu (m.in. poprzez stosowne zawiadomienie).
Z powodu ukształtowanej w ten sposób tradycji procesowej w naszym systemie praktyka sądowa jest niechętna podejmowaniu jakichkolwiek nieformalnych konsultacji ze stronami, poza oficjalnym forum przewidzianym przez procedury sądowe. Gwarantuje jednak równość stron i jawność wewnętrzną postępowania, tj. realną możliwość udziału każdej strony w czynności podejmowanej przez sąd.
@RY1@i02/2016/103/i02.2016.103.070000600.811.jpg@RY2@
MAT. PRASOWE
Radosław Baszuk adwokat
Relacje sędziów z profesjonalnymi pełnomocnikami wyglądają co najmniej dziwnie. Co jest największym problemem?
Obawiam się, że jest nim przede wszystkim obniżone poczucie własnej wartości i godności w obu naszych grupach zawodowych. Zachowujemy się tak, jakbyśmy sami uwierzyli, że jeżeli zamienimy kilka zdań poza salą rozpraw, będzie to wyglądało, jakbyśmy ustalali treść wyroku albo dopuszczali się innego, równie niecnego postępku. Dlatego postępujemy, jakbyśmy się bali samych siebie, nie ufali sobie wzajemnie, a nawet nie wierzyli w zdrowy rozsądek i poczucie przyzwoitości drugiego człowieka. Szkoda. To jednak wycinek głębszego problemu. Brak jest stałych, regularnych kanałów komunikacji pomiędzy naszymi środowiskami. Nie wymieniamy doświadczeń, nie artykułujemy wobec siebie swoich oczekiwań, nie szukamy możliwych pól współpracy.
O wejściu do gabinetu sędziego można zapomnieć. To normalne?
To nienormalne i szkodliwe. Wielu sytuacji, które mogą zakłócić sprawny tok procesu, moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy się lepiej komunikowali i ufali sobie w relacjach służbowych. Nasze zawody są powiązane i w wielu wypadkach, bez szkody dla wymiaru sprawiedliwości oraz interesu procesowego klientów, możemy sobie wzajemnie pomagać. Muszę jednak podkreślić, że są i tacy sędziowie, którzy nawet dzisiaj chcą i potrafią rozmawiać z adwokatami w takich sytuacjach. Akurat ich pozycji zawodowej, charakteru i odwagi nikt nie kwestionuje.
Te relacje kiedyś były jednak inne.
To co się stało?
Na pewno na pogorszenie naszych stosunków wpływ miało zwiększenie liczby adwokatów, a przez to większa anonimowość w sądzie. Ale też nie przeceniałbym znaczenia tego czynnika. Bo przecież nie z tego powodu sędziowie przestali bywać w bufecie sądowym. Od czasu do czasu odżywają przecież nawet absurdalne pomysły stworzenia wydzielonych korytarzy tylko dla sędziów. Największy problem, o czym już mówiłem, to obniżenie poczucia własnej wartości w obu naszych grupach zawodowych oraz negatywne zjawisko odgradzania się sędziów od społeczeństwa.
Jak temu przeciwdziałać?
Proces przywracania prawidłowych relacji będzie na pewno długi i niełatwy. Po prostu trzeba zacząć ze sobą rozmawiać. Na konferencjach czy sympozjach wychodzi nam to całkiem dobrze. Ale spotykamy się już wyłącznie przy takich okazjach. Może pora przenieść te doświadczenia na poziom kontaktów środowiskowych, kontaktów pomiędzy władzami sądów a organami samorządu adwokackiego, a wreszcie na bezpośrednie relacje zawodowe. Nie jesteśmy wrogami, nam wszystkim chodzi o rzetelny i sprawny proces sądowy. Może rozumiemy te wartości nieco inaczej, ale tylko rozmawiając ze sobą lepiej zrozumiemy swoje racje i ograniczenia.
Zdarzają się panu sytuacje, w których widzi pan potrzebę skonsultowania jakiejś kwestii z sędzią, a nie ma jak się do niego dostać?
Owszem, zdarzają się. Choć oczywiście z uwagi na obecny stan relacji pomiędzy naszymi grupami zawodowymi staram się sprowadzać je do niezbędnego, absolutnie koniecznego minimum. To konsekwencja nie najlepszych doświadczeń. Nie chcę narażać sędziów na nieprzyjemności, a siebie na traktowanie, jakiego nie uważałbym za właściwe.
@RY1@i02/2016/103/i02.2016.103.070000600.812.jpg@RY2@
Włodzimierz Chróścik radca prawny, dziekan OIRP w Warszawie
MAT. PRASOWE
W iele osób błędnie przyjmuje, że bezpośrednia rozmowa, a nawet zwykła wymiana uprzejmości między profesjonalnym pełnomocnikiem a sędzią negatywnie rzutuje na bezstronność sądu. Panuje bowiem przekonanie, że spotkanie poza salą rozpraw może zmienić ocenę sędziego co do zagadnienia będącego przedmiotem sporu. Stoi za tym założenie, że zarówno sędzia, jak i pełnomocnik czy obrońca są z gruntu nieuczciwi lub co najmniej niemoralni. Że nie przestrzegają zasad etyki zawodowej. A przecież właśnie po to mamy profesjonalnych pełnomocników, aby nie stawiać im a priori takiego zarzutu. Skoro państwo nadaje nam przymiot zawodu zaufania publicznego, to takim właśnie zaufaniem powinna być obdarzona zawodowa relacja sędziego z radcą prawnym lub adwokatem poza salą rozpraw. Niestety w naszych realiach i zwyczajach procesowych utrwaliła się odmienna praktyka. Sędziowie obwarowują się personelem, aby uniknąć kontaktu z profesjonalnymi pełnomocnikami. Pokutuje przekonanie (przypuszczam, że wyniesione z poprzedniego systemu), że jeżeli sędzia z radcą lub adwokatem rozmawiają poza salą rozpraw, to znaczy, że coś "kombinują", uzgadniają treść wyroku itp. Sytuację dodatkowo komplikuje osobista znajomość sędziego z pełnomocnikiem, a przecież zdarza się, że znamy się ze studiów, aplikacji czy z innych okazji. Nie mówiąc już o tym, że wielokrotnie widujemy się w sądach. Prawdziwi profesjonaliści potrafią jednak odróżniać relacje zawodowe od towarzyskich. Bezpośredni kontakt sędziego prowadzącego sprawę z pełnomocnikiem czy obrońcą jest jak najbardziej pożądany. Zresztą w innych krajach jest on powszechną praktyką. Nie trzeba sięgać daleko - w Niemczech w procesie cywilnym od początku mają miejsce konsultacje pomiędzy sędzią a profesjonalnymi pełnomocnikami. Oceniają oni wspólnie zgromadzony materiał dowodowy i jego luki, konstrukcję prawną roszczenia i inne zagadnienia istotne dla procesu. To bardzo usprawnia dalsze postępowanie, gdyż eliminuje np. konieczność przeprowadzania długotrwałych i kosztownych środków dowodowych, zbędnych dla rozstrzygnięcia sprawy. Takich kwestii nie można załatwić na sali sądowej, podczas formalnej rozprawy. Można to zrobić wyłącznie w gabinecie sędziego, w rzeczowej rozmowie między profesjonalistami. W Polsce taki model prowadzenia sporu funkcjonuje w arbitrażu i sądach polubownych. Atmosfera dyskusji i sposób działania arbitrów jest zupełnie inny niż w zwykłych sądach. Odformalizowany tryb rozwiązywania sporów może sprzyjać obniżeniu napięcia między stronami i skłaniać do poszukiwania rozwiązań kompromisowych. Moim zdaniem większa otwartość sądów na dialog wykraczający poza szablon pisma procesowego przyczyniłaby się do większej popularności polubownych form zakończenia postępowania. Jak poprawić relacje między sędziami a pełnomocnikami? Zacznijmy przede wszystkim od ich zbudowania, gdyż na razie one praktycznie nie istnieją. Jestem zdecydowanym zwolennikiem zmiany dotychczasowej praktyki. Samorządy zawodowe powinny uświadamiać społeczeństwu i ustawodawcy, że nie ma nic złego w zawodowym kontakcie sędziego z pełnomocnikiem czy obrońcą. Powinno to też znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie w przepisach proceduralnych. Warto przy tym korzystać z dobrych wzorów z całego świata, które dopuszczają - w sposób oficjalny i formalny - spotkania pełnomocników z sędziami.©?
Wierzę, że przyjdzie czas, w którym dyskusja z pełnomocnikiem strony o przepisach czy ich stosowaniu nie będzie podstawą do złożenia wniosku o wyłączenie sędziego. Że dociekliwość sędziego będzie świadczyła o jego zaangażowaniu, a nie działaniu na podstawie pobudek pozamerytorycznych
Nasze zawody są powiązane i w wielu wypadkach, bez szkody dla wymiaru sprawiedliwości oraz interesu procesowego klientów, możemy sobie wzajemnie pomagać
Zebrała i opracowała Ewa Maria Radlińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu