Mentalność służebną mieli sędziowie w czasach PRL
Krystian Markiewicz: Uważam, że osoby, które startują w wyborach do KRS, w sposób oczywisty łamią statut stowarzyszenia
Jutro rozpoczyna się zjazd delegatów Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". To dobry czas na podsumowania. Jak pan ocenia zeszłoroczną działalność organizacji?
Dużym sukcesem są na pewno działania stowarzyszenia, dzięki którym ludzie zrozumieli, jak ważne są wolne sądy. Nigdy w historii Polski nie było sytuacji, żeby setki tysięcy ludzi, tak jak miało to miejsce w lipcu zeszłego roku, wychodziły na ulice, mówiąc: "wolne sądy, nasze sądy". I to była akcja zainicjowana właśnie przez nasze stowarzyszenie. Równie ważna była aktywność stowarzyszenia w środowisku sędziowskim. I nie mówię tutaj tylko o wydawaniu uchwał i stanowisk w istotnych dla sądów kwestiach. Zainicjowaliśmy bowiem także powstanie Forum Współpracy Sędziów, które ma pełnić funkcję ogólnopolskiego organu samorządowego. Było to konieczne, ponieważ ustawodawca zdecydował o usunięciu z naszego prawa tego typu organu. Nie można zapominać, że byliśmy również inicjatorami spotkania, które doprowadziło do zażegnania kryzysu związanego z asesorami sądowymi. No i oczywiście sukcesem było zorganizowanie Kongresu Prawników Polskich. To było bardzo ważne wydarzenie, ponieważ udało się zaktywizować wspólne działanie z adwokatami, radcami prawnymi i innymi prawnikami.
A plany Iustitii na przyszłość?
Chciałbym, aby nasze dotychczasowe działania były kontynuowane. Żeby stowarzyszenie nie zamykało się tylko w swoim gronie, lecz wychodziło także do tych sędziów, którzy nie są naszymi członkami. Powinniśmy rozpocząć pracę w terenie. Jeździć do sędziów i spotykać się z nimi w ich sądach. Musimy mówić jasno, że sądy nie są własnością ani polityków, ani prawników. One są wspólną wartością wszystkich ludzi. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że odpowiedzialność za te sądy spada jednak na sędziów. Ta świadomość się już budzi i uważam to za jeden z największych sukcesów zeszłego roku. To był przełomowy czas.
Mówi pan o wetach prezydenckich, lipcowych protestach i zmianie mentalności obywateli i samych sędziów. Tymczasem prezydenckie projekty okazały się być niewiele lepsze od tych zawetowanych, a listopadowe protesty nie były już tak liczne. W takich warunkach jednak chyba nie można mówić o samych sukcesach.
Nie ma nic dziwnego w tym, że w listopadzie mniej osób wyszło na ulice, aby bronić sądów. Ten zapał w lipcu był większy, ponieważ wówczas była jeszcze nadzieja, że prezydent zrobi coś sensownego i przedstawi projekty, które pozwolą zachować wolne sądy. Stało się inaczej. To jednak wcale nie oznacza, że ci ludzie, którzy wówczas protestowali, zapomnieli, po co wychodzili na ulice ze świeczkami. I chodzi teraz o to, żeby umieć to wykorzystać, zagospodarować tę świadomość, która się wówczas zrodziła. Nie możemy pozwolić, żeby ta świeczka nadziei została w łatwy sposób zdmuchnięta.
Wasze argumenty najwyraźniej nie trafiają nawet do samych sędziów. Mimo apeli znaleźli się przecież tacy, którzy obejmują stanowiska prezesowskie i startują do KRS.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że nasza działalność przyniosła efekt również w środowisku sędziowskim. Proszę zauważyć, że tych sędziów, którzy popierają to, co obecna władza robi z sądami, jest garstka. Szacuję, że to jakieś 3-4 proc. środowiska.
Jak pan to wyliczył?
Zsumowałem pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości, nowo powołanych prezesów, sędziów startujących w wyborach do KRS, a także członków ich rodzin plus jeszcze niewielką liczbę sędziów, którzy naprawdę wierzą w te zmiany. I wyszło mi, że to jest margines.
Nowi prezesi tłumaczą, że przyjmują stanowiska, gdyż mają taki obowiązek. Ten argument pana nie przekonuje?
Ja bym chciał, aby te osoby pokazały konkretnie, z jakiego przepisu czy to ustawy, czy konstytucji, a może fragmentu ślubowania, wynika obowiązek przyjmowania tego typu stanowisk. Gdy podejmowałem decyzję o byciu sędzią, moim celem było wymierzanie sprawiedliwości, a nie pełnienie funkcji urzędniczych. Gdybym miał takie ambicje, pewnie od razu starałbym się o pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości. To właściwsza ścieżka do uzyskania stanowiska urzędniczego.
Powiedział pan, że to przede wszystkim sędziowie są odpowiedzialni za sądy. Wzięcie na siebie ciężaru administrowania sądem to nie jest przejaw takiej odpowiedzialności?
Naszą odpowiedzialnością jest wydawanie jak najlepszych orzeczeń i walka dla wszystkich ludzi o niezależność sądów. Tego najwyraźniej nie rozumieją osoby, które zdecydowały się przyjmować te funkcje z nadania politycznego. Przecież ich kandydatury nie są w żaden sposób konsultowane z lokalnym środowiskiem, nie są nawet temu środowisku prezentowane.
To dlaczego pana zdaniem decydują się na to?
To jest zapewne kwestia mentalności. To są być może takie osoby, o których mówił swego czasu Stanisław Piotrowicz. Jego zdaniem, a zapewne jest to zdanie całego rządu, sędziowie powinni mieć mentalność służebną. Ja tymczasem uważam, podobnie jak sędzia Stanisław Zabłocki, że taką mentalność sędziowie mieli już w czasach PRL i były to karykatury sędziego. I to się bardzo źle dla nas wszystkich skończyło.
Prawda jednak jest taka, że ktoś tymi sądami musi zarządzać.
Owszem. Tyle tylko, że obecnie jest to na takiej zasadzie, jakby ktoś się włamał do czyjegoś domu i później, mówiąc, że bez tego nieruchomość popadnie w ruinę, zaczął nią administrować. My nie chcemy przechodzić do porządku dziennego nad tym, co zrobiono z sądami. Nie chcemy brać udziału w przyklepywaniu niekonstytucyjnych zmian i tym samym zamienianiu świątyni sprawiedliwości w magazyn bezprawia.
Podczas zjazdu ma być rozpatrywane odwołanie wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka od decyzji o usunięciu go ze stowarzyszenia. Klamka w tej sprawie już zapadła?
Pan wiceminister jest twarzą zmian, które w przekonaniu nie tylko naszym, lecz także większości prawników, konstytucjonalistów czy organizacji międzynarodowych, uderzają w podstawy niezależności sądów, w fundamenty demokratycznego państwa prawa. Decyzja zostanie jednak podjęta przez ok. 150 delegatów z całej Polski. I w tej grupie będą też osoby, które kibicują obecnej władzy. Zatem odwołanie to będzie rozpatrywane w sposób jak najbardziej demokratyczny. Zjazd delegatów to najwyższa władza naszego stowarzyszenia.
Zapewnia pan, że chce wysłuchać wszystkich głosów, że jest możliwość swobodnej wymiany myśli. Tymczasem sędziom, którzy mają inny pogląd, grozi się dyscyplinarkami czy też wykluczeniem ze stowarzyszenia. Gdzie ta wolność?
Tutaj trzeba rozróżnić dwie kwestie. Co innego spierać się o pewne tematy, a co innego podejmować działania, które są oczywiście sprzeczne z ogólnie przyjętymi zasadami. Stowarzyszenie ma przecież swój statut, zjazd delegatów przyjął pewne uchwały. I dopóki te dokumenty nie zostaną zmienione dopóty, nie można, będąc nadal członkiem stowarzyszenia, robić czegoś, co jest z nimi sprzeczne. To tak jak z grą w piłkę - nikt oprócz bramkarza nie łapie piłki ręką, bo ma świadomość, że zostanie usunięty z boiska i osłabi swoją drużynę, pomagając jednocześnie innej. Bywa, że jest to przypadek, bywa jednak, że jest to działanie zamierzone.
To oznacza, że osoby, które współpracują z władzami, będą wykluczane ze stowarzyszenia?
Przygotowana została propozycja zmiany statutu stowarzyszenia, dzięki której będzie można odpowiednio zareagować wobec osób, które łamią zasady. Chodzi o wprowadzenie możliwości zawieszania w prawach członka. Do tej pory nie było to możliwe, bo też stowarzyszenie nie musiało się z tego typu problemami mierzyć. Statut działał na zasadzie zerojedynkowej - albo ktoś jest członkiem, albo jest ze stowarzyszenia wyrzucany. Jako zarząd doszliśmy do wniosku, że potrzebne są jeszcze inne formy reakcji.
Chodzi o bat na prezesów sądów i kandydatów na członków KRS?
Tego nie mówimy. Chodzi o osoby, które łamią statut. Jeżeli jednak pyta pani o moje przekonanie, to ja jako Krystian Markiewicz, uważam, że niewątpliwie osoby, które startują do KRS w sposób oczywisty łamią statut stowarzyszenia. Jednak ani ode mnie, ani od zarządu, na którego czele mam zaszczyt stać, nie będzie zależało to, czy ktoś zostanie zawieszony czy wyrzucony. Ostateczna decyzja będzie w gestii tego najbardziej demokratycznego organu Iustitii, czyli zebrania delegatów.
@RY1@i02/2018/028/i02.2018.028.18300060a.801.jpg@RY2@
fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta
prof. UŚ Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"
Rozmawiała Małgorzata Kryszkiewicz
Cała rozmowa na gazetaprawna.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu