Skomplikowane przepisy wpędzają pracowników w szarą strefę
Wpiątek, 18 października, obchodzimy w Europie Dzień Walki z Handlem Ludźmi. To symboliczna data, która zwraca uwagę społeczeństwa na jeden z najpoważniejszych procederów współczesnego świata. Należy postawić pytanie: czy ustawodawca (albo po prostu – prawo) może (niechcący) sprzyjać handlowi ludzi? Oczywiście – tak. Zasada jest prosta – im bardziej skomplikowane są przepisy regulujące wjazd i pobyt na terytorium danego państwa oraz dostęp do legalnej pracy dla cudzoziemców, tym więcej pułapek można zastawić na potencjalną ofiarę handlu ludźmi. Jak grzyby po deszczu mnożą się wówczas rozmaite oferty obiecujące przeskoczenie kolejki do rozpatrzenia zezwolenia na pracę czy załatwienie prawa wjazdu i pobytu. Oczywiście takie kolejki muszą rzeczywiście istnieć. I na odwrót – gdy sprawy pobytu i pracy cudzoziemców są załatwiane w przyjaznych dla nich urzędach i w rozsądnym czasie, jeśli zasady są proste i komunikowane klarownie, to nie ma miejsca dla szemranych pośredników.
Z tego punktu widzenia opracowywany w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej projekt ustawy o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony deklarowana cyfryzacja postępowań może rzeczywiście przyspieszyć procedury, ale tylko dla tych cudzoziemców, których polskie firmy będą chciały zatrudnić na podstawie stosunku pracy. Z drugiej strony bowiem obowiązek zatrudnienia obcokrajowców wyłącznie na etatach spolaryzuje rynek pracy cudzoziemców. Jasne, część z nich doświadczy zatrudnienia pracowniczego, ale wszędzie tam, gdzie cudzoziemcy mogliby świadczyć usługi, albo popyt pozostanie niezaspokojony, albo zaspokoić go będzie trzeba w szarej strefie. A nie ma niczego bardziej sprzyjającego handlowi ludźmi niż delegalizacja sytuacji cudzoziemca. Nie tylko jego los zależy od pracodawcy, ale każda niesubordynacja, próba zmiany pracodawcy czy po prostu próba odejścia z pracy wiąże się z zagrożeniem deportacją połączoną z zakazem ponownego wjazdu, i to do całej strefy Schengen.
Czy zatrudnienie na czarno zamiast nielegalnej wkrótce umowy zlecenia będzie częstym zjawiskiem? Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że nie. Jednak przesłanie autorów projektu jest czytelne: eliminujemy możliwość zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych dlatego, że są nadużywane i nie potrafimy wyłapywać tych przypadków. Przy czym jedynym dowodem na to, że są nadużywane, jest… ich duży odsetek wśród cudzoziemców. Jakie są zatem szanse, że wykrywanie pracy na czarno pójdzie nam sprawniej, skoro nawet zatrudnienie, jeszcze przez jakiś czas legalne – na zlecenie – nie poddaje się skutecznej kontroli?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.