Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Najlepsza promocja nie zastąpi przepisów

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 68 minut

Nieżyciowe przepisy oraz brak przekonania o znaczeniu mediacji uczestników sporów i postępowań sądowych powodują, że ta instytucja nie funkcjonuje u nas prawidłowo. Tymczasem na Zachodzie jej skuteczność sięga nawet 80 proc.

Analizując wypowiedzi ekspertów na temat stanu mediacji w Polsce, można dojść do przekonania, że nie miała ona prawa zafunkcjonować prawidłowo w naszym porządku prawnym. Wpływ na taki obraz tej alternatywnej formy rozstrzygania sporów sądowych mają dwa czynniki: ludzki oraz ustrojowy.

- Mamy też za mało przepisów wprost zobowiązujących sąd do informowania stron o możliwościach, skutkach i zaletach mediacji - twierdzi Bartosz Frączyk, radca prawny i wspólnik w Kancelarii Frączyk & Frączyk w Krakowie. Jego zdaniem nałożenie na sądy takich zadań na pewno skutkowałoby wzrostem poziomu zaufania do mediacji.

Eksperci przychylnie wypowiadają się także na temat kampanii reklamowej resortu sprawiedliwości "Masz prawo do mediacji", która promuje nie tylko instytucję mediacji, ale i osobę mediatora.

- Jej niewątpliwa skuteczność w dotarciu z przekazem do obywateli i przedsiębiorców, to na pewno dobry krok w kierunku rozwoju tej instytucji - mówią. Ale od razu dodają: - Niestety, nawet najlepszy PR nie zmieni wadliwych przepisów.

Faktycznie analiza przepisów prowadzi do zatrważających wniosków. Przykładowo w postępowaniu karnym brakuje samoistnej podstawy do umorzenia postępowania z uwagi za pozytywnie zakończoną mediację i naprawienie szkody. Innym słowy, nawet gdy przeprowadzona mediacja odniesie sukces, smutnym obowiązkiem prokuratora w wielu sprawach będzie sporządzenie aktu oskarżenia. W takiej sytuacji nie trzeba szczegółowo tłumaczyć, jak ciężko jest przeprowadzić mediację w trakcie postępowania karnego. Wadliwa legislacja to też bolączka mediacji w procedurze cywilnej. W tym przypadku warto tylko wskazać, że na gruncie tego postępowania mediatorem może być każdy. Tymczasem mediacja to zajęcie nie dla każdego. Wymaga ono nie tylko specjalistycznej wiedzy, ale też odpowiednich predyspozycji. Nie może zatem dziwić brak przekonania do mediacji samych stron postępowania, a także sędziów.

W tym roku mija 13 lat od wprowadzenia mediacji do polskiego systemu prawa karnego, 10 lat jej istnienia w sprawach nieletnich i 6 lat w prawie cywilnym. Te lata to czas upowszechniania mediacji oraz wielu dyskusji w środowiskach prawników, mediatorów i innych specjalistów zajmujących się alternatywnymi metodami rozwiązywania konfliktów i sporów oceniających wprowadzone rozwiązania legislacyjne.

Płynie z nich jeden wniosek: czas na pilne zmiany. Jak wynika bowiem z niezliczonych badań i analiz, prawidłowo funkcjonująca instytucja mediacji może się przyczynić nie tylko do odciążenia i tak zakorkowanego sądownictwa powszechnego, lecz także do współpracy na rzecz dialogu samych skonfliktowanych stron. W tym kontekście nie można też zapominać, że nawet najgorsza ugoda jest dużo lepsza niż najlepszy wyroku sądu.

@RY1@i02/2011/226/i02.2011.226.070000400.803.jpg@RY2@

Materiały prasowe

Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Izby Radców Prawnych

Pięćset mediacji gospodarczych w porównaniu przeszło z milionem spraw wniesionych do sądów gospodarczych. Około 2 tys. mediacji cywilnych co stanowi niezauważalny promil wszystkich spraw cywilnych. Jest źle, żeby nie powiedzieć bardzo źle. Dziś nie ratuje tej sytuacji bardzo potrzebna kampania społeczna na temat mediacji Ministerstwa Sprawiedliwości.

Kiedy w 2005 roku wprowadzano mediacje cywilne do polskiego systemu prawnego, uważano widocznie, że wydarzy się cud: samo tylko wprowadzenie mediacji cywilnej spowoduje, że do mediatorów runą setki powodów i pozwanych. Stało się inaczej - klienci sądów, nie rozumiejąc mediacji, zwyczajnie jej nie kupili. I dziś mam odwagę powiedzieć - mimo że jestem żarliwym zwolennikiem mediacji: to jest porażka. Ale nie porażka mediacji - ta broni się sama. W sądach za granicą, w których mediacje z powodzeniem wprowadzono - jej skuteczność wynosi 75 - 90 proc. To klęska niektórych błędnych założeń i sposobu, w jaki ją wprowadzono do polskiego systemu prawnego.

Oczywiście można wskazywać na przyczyny socjologiczne i psychologiczne tego stanu rzeczy - i oczywiście wtedy być może wszystkim odpowiedzialnym za tę sytuację wyda się, że są rozgrzeszeni. Właśnie na te przyczyny wskazałem w swoim wystąpieniu na temat barier w mediacji wygłoszonym przed parlamentem europejskim w maju tego roku.

Ale jest coś, czego tam nie powiedziałem! Żeby to wyjaśnić, muszę cofnąć czas. Kiedy w 2005 roku powstają przepisy o mediacji cywilnej, niewiele osób w Polsce ma jakiekolwiek pojęcie na ten temat. Ścierają się różne koncepcje. Zwycięża jak zwykle polityka. I rozwiązania polityczne, które znalazły się w nowych przepisach, okazały się decydujące.

Pierwszym błędem było przyjęcie założenia, że mediatorem cywilnym może być każdy.

Skąd ten pomysł? Otóż w 2005 roku rozpoczyna się tzw. otwarcie zawodów prawniczych.

Politycy sądzą, że brak wymogów kwalifikacyjnych spowoduje, że absolwenci wydziałów prawa zainteresują się mediacją. Spodziewają się nawet, że będzie to intratne zajęcie. Duży błąd!! Po pierwsze, regulacje te wprowadzają niczym nieuzasadnioną różnicę pomiędzy mediatorem cywilnym a karnym czy też rodzinnym. Tam są wymogi ukończenia specjalistycznych szkoleń - a mediatorem cywilnym według nowych regulacji może być każdy. Każda organizacja społeczna może zgłosić do Sądu Okręgowego listę osób mediatorów - które mogą nie mieć nawet pojęcia o mediacji. Po drugie - politycy nie wiedzą, że mediator to osoba, którą strony muszą obdarzyć autorytetem i zaufaniem. Jaki autorytet ma młody człowiek, dopiero rozpoczynający swoją karierę zawodową? Więc młodzi ludzie zwyczajnie mają tu niewielkie szanse. Jaki zatem skutek wywarło nowe rozwiązanie "mediatora bez kwalifikacji"?

Model ten spowodował, że dziś sędziowie nie mają zaufania do mediatorów i nie kierują spraw do mediacji! Mediacja to wyjątkowo odpowiedzialne i wymagające specjalnych predyspozycji zajęcie. Formalny wpis na listę mediatorów za pośrednictwem organizacji społecznych nie wystarczy. A racjonalnie myślący sędziowie, czując się odpowiedzialni za przekazane im sprawy i po prostu nie wierząc, że ci ludzie potrafią to zrobić, nie kierują spraw do mediacji. "Każdy" znaczy "nikt". Kolejnym błędem było założenie, że strony postępowania sądowego - jeśli zdecydują się na mediację - same płacą mediatorowi honorarium za przeprowadzoną mediację. Jasne: skoro chcą - niech płacą! Było to założenie pozbawione wyobraźni. Proszę wyobrazić sobie sytuację, w której powód z pozwanym, którzy zdecydowali się szukać sprawiedliwości w sądzie, nagle znajdują się w prywatnym pomieszczeniu (mediacja odbywa się przecież poza sądem) i okazuje się, że trzeba jeszcze zapłacić mediatorowi. Pomijając to, iż 90 proc. takich osób nie rozumie, w jakiej sytuacji się znalazło - to oczywiste, że odmawiają mediacji, przecież już raz zapłacili, wnosząc opłatę sądową. Naiwne było założenie, o którym już wspomniałem: samo wprowadzenie przepisów spowoduje, że mediatorzy zostaną zalani sprawami. Dlatego politycy dbając o to, żeby mediatorzy nadmiernie się nie wzbogacili, ustalili stawki na żenująco niskim poziomie.

Tu polityków można zrozumieć - mediacja miała być tania, bo miała być dostępna dla każdego i tańsza od postępowania sądowego. Tak więc np. opłata za jedną sesję mediacji rodzinnej, prowadzonej zwykle przez dwoje mediatorów, wynosi 60 zł z VAT! Czyli po ok. 24 zł bez VAT dla każdego z nich za sesję, która trwać może wiele godzin i jest wyczerpująca psychicznie nie tylko dla stron mediacji. Ale jak czytamy w uzasadnieniu wprowadzanych w 2005 roku zmian, założono, iż takie stawki "...pozwolą mediatorowi na osiągnięcie wynagrodzenia godziwego i odpowiadającego roli mediatora". Jakże szyderczo brzmią dziś te słowa.

Dziś po pierwszym pionierskim okresie fascynacji mediacją - mediacji prowadzonych przez mediatorów właściwie pro bono - mediatorzy odchodzą. Mrzonkami okazuje się te 10 mediacji miesięcznie. Powstaje pewien paradoks: za chwilę zabraknie mediatorów, którzy zniechęceni już rezygnują z pracy. Do kogo kierować będą mediacje sędziowie? Rezultat, który dziś mamy, jest skutkiem błędnych założeń legislacyjnych wprowadzanych w 2005 roku.

Potrzeba zmian jest nagląca. W tym roku wpłynęło do sądów 13 mln spraw, o 2 mln więcej niż w roku ubiegłym. Skuteczność mediacji jest potwierdzona. Nie jesteśmy pierwszym krajem, który ją wprowadził - więc są miejsca, gdzie można dokonać analiz i porównań różnych modeli. Chyba zaspaliśmy... Przez te 6 lat od 2005 roku wiele krajów wokół nas, z ciekawymi skutkami, dokonało reform wymiaru sprawiedliwości, wprowadzając do nich mediacje.

Co zatem należałoby zmienić ? Po pierwsze: zbudować autorytet mediatora. Niezbędne jest przyjęcie zasady posiadania odpowiednich kwalifikacji przez mediatorów cywilnych chcących wpisać się na listę mediatorów sądowych i drugiej zasady, że to mediator sam dokonuje zgłoszenia na listę prowadzoną przez prezesa sądu okręgowego. Takie rozwiązanie przenosi odpowiedzialność na mediatora, eliminując dotychczasowe rozwiązanie zgłaszania mediatorów przez organizacje, które w zasadzie odpowiedzialności za te kwalifikacje nie ponoszą. Rozwiązaniem idealnym dla budowania prestiżu zawodu mediatora jest prowadzenie jej w pomieszczeniach sądu, a nie wyprowadzanie jej z sądu. Kolejny postulat: kierowanie sprawy do mediacji jedynie na rozprawie i poprzedzenie jej dialogiem sędziego obdarzonego autorytetem ze stronami, nakłaniającym do mediacji, - nie powinien stanowić problemu, skoro obowiązkiem sędziego jest nakłanianie stron do zawarcia ugody. Wszystkie znane mi badania wskazują na niską skuteczność mediacji odbywanej ze skierowania sędziego wydanego w postępowaniu niejawnym. W końcu potrzebny jest uczciwy kompromis pomiędzy kosztem mediacji a godziwym wynagrodzeniem mediatora i nie przekonuje mnie argument, że dostępność mediacji można budować jedynie kosztem mediatorów. Potrzeba odważnej wizji, że oto mediacja nie stoi obok albo poza systemem wymiaru sprawiedliwości, lecz jest jego częścią. Po przyjęciu takiego założenia trzeba zastanowić się, czy racjonalne jest, żeby drobne, stosunkowo proste sprawy, które trafiają masowo do sądów i stanowią przytłaczająca cześć wszystkich sporów angażowały wysoko kwalifikowanych urzędników państwowych - sędziów.

Może racjonalne jest, by sędziowie rozstrzygali sprawy poważniejsze i te, których nie udało się rozwiązać w toku mediacji? Może ma sens propozycja wprowadzenia mediacji obowiązkowej w sprawach nieskomplikowanych, drobnych, np. w sprawach gospodarczych. Na koniec warto podkreślić, że w wielu krajach, w których dokonano takich menedżerskich analiz opłaca się płacić godziwie mediatorom, bo odciąża to sędziów i w rezultacie wpływa na szybkość funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Może warto dokonać analiz funkcjonowania obowiązujących regulacji, mając kilkuletnie nie tylko polskie doświadczenie i szybko dokonać stosownych zmian dla dobra mediacji, wymiaru sprawiedliwości i co najważniejsze dla dobra wszystkich nas.

@RY1@i02/2011/226/i02.2011.226.070000400.804.jpg@RY2@

Materiały prasowe

Jacek Świeca, radca prawny Kancelaria Prawna Świeca i Wspólnicy, ekspert BCC

Polska jest krajem o jednym z najgorszych wyników, jeśli chodzi o długość postępowania sądowego. Przyczyn jest wiele, zaś dotychczas podejmowane działania nie zmieniły w tym zakresie prawie nic na lepsze. Z tych względów alternatywne metody rozstrzygania sporów to złoty środek nie tylko na przewlekłość postępowania. Zdają sobie z tego sprawę przedsiębiorcy oraz inne osoby szukające w mediacji ratunku przed znojnym i trudnym postępowaniem sądowym. Doskonale sprawdzać się ona powinna także w sprawach karnych. Polski ustawodawca powinien procedurę jeszcze bardziej ulepszyć.

W pełni popierając działania Ministerstwa Sprawiedliwości oraz wiele akcji medialno-promocyjnych mających zachęcić naszych obywateli do korzystania z mediacji, zastanowić się należy, dlaczego Polska nadal tak niechętnie z mediacji korzysta. Z całą pewnością obecne realia mogą być doskonałym polem do korzystania z ugodowego rozstrzygania spraw. Tym bardziej dziwi to, że z nieubłaganych danych statystycznych wyłania się fatalny obraz wykorzystania, a w zasadzie braku wykorzystania mediacji w Polsce. Liczba spraw, które efektywnie zakończyły się mediacją, nie przekracza procenta wszystkich rozpoznawanych sporów w Polsce, choć i to zapewne są dane zawyżone.

Niebagatelne znaczenie mediacja ma również w postępowaniu karnym, które jest nie tylko dla obu stron, zwłaszcza dla pokrzywdzonego, nieprzyjemne i uciążliwe, ale przede wszystkim niezwykle czasochłonne. Każdy jednak z rodzajów mediacji jest w Polsce na szarym końcu smutnych statystyk. Dla przykładu w USA jest odwrotnie - liczba spraw kierowanych do sądu jest bardzo niewielka. Rosnące znaczenie mediacji, a co za tym idzie efektywne jej wykorzystywanie w praktyce, zauważyć można bez trudu również i w krajach europejskich.

W Belgii mediacja jest wręcz osadzona w strukturze całej prokuratury, co świadczy o jej randze i wadze dla postępowania karnego. Z kolei w Wielkiej Brytanii mediacja jest ściśle powiązana z tamtejszymi sądami. Wszystko to powoduje, iż jest ona wykorzystywana z o wiele większym powodzeniem niż w Polsce.

Bardzo słabe wyniki mediacji w naszym kraju wynikają jednak z innego, znacznie poważniejszego problemu niż przewlekłość postępowania i brak mocnego osadzenia mediacji w polskim porządku prawnym. Jest nim bardzo niska świadomość prawna społeczeństwa, jak również głębokie przekonanie, że każdy spór oznacza od razu wojnę totalną. Rozwiązań tej niekorzystnej sytuacji jest wiele.

Już od wielu lat Bank Światowy w swoim corocznym raporcie Doing Business sugeruje tworzenie wyspecjalizowanych sądów i innych organów oraz podmiotów, mających na celu odciążenie sądów, co niewątpliwie odbierać należy jako nakłanianie do maksymalnego wykorzystywania alternatywnych metod rozwiązywania sporów, w szczególności mediacji.

Lekiem może być również utworzenie, na wzór przedwojennego obrotu gospodarczego, samorządu gospodarczego z prawdziwego zdarzenia, w którym z całą pewnością znalazłoby się miejsce nie tylko dla mediacji jako takiej, ale nawet dla wyspecjalizowanych sądów arbitrażowych np. na wzór francuskiego Tribunal de Commerce. Doskonałym rozwiązaniem byłoby również wprowadzenie obowiązkowej mediacji do jak największej kategorii spraw. Korzyści z mediacji jest wiele.

Pamiętać należy ponadto, że obok mediatorów wpisanych na określone listy, funkcjonujących profesjonalnych ośrodków mediacji i sądów arbitrażowych, mediatorem może być każdy, kto posiada pełną zdolność do czynności prawnych. Strony pozostające w sporze mogą zatem zdecydować się na wybór zaufanej, a jednocześnie bezstronnej osoby fizycznej, która będzie dla nich obu nie tylko swoistym mężem zaufania, ale przede wszystkim, dzięki swoim wrodzonym, lub nabytym umiejętnościom koncyliacyjnym, doprowadzi w sposób bezstresowy do satysfakcjonującego finału.

Obok odciążenia sądów, do niepodważalnych zalet mediacji zaliczyć można niższe koszty rozstrzygnięcia sprawy, zaoszczędzenie czasu i nerwów, jak również o wiele większą satysfakcję obu stron sporu, co z kolei przełoży się na wzmocnienie stosunków gospodarczych, zadowolenie pokrzywdzonych w postępowaniu karnym, a nade wszystko uzdrowienie polskiego systemu rozpoznawania wszelkich sporów.

@RY1@i02/2011/226/i02.2011.226.070000400.105.jpg@RY2@

MIŁOSZ POLOCH

Tomasz Salwa, członek Rady Głównej Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP, prokurator Prokuratury Rejonowej Wrocław-Krzyki

Jakie korzyści i komu może przynieść stosowanie instytucji mediacji w postępowaniu przygotowawczym? Zaczynam od postawienia tego fundamentalnego pytania, albowiem mediacja jako instytucja, choć obowiązująca już w polskim prawie karnym dość długo, wciąż pozostaje niedoceniana przez prokuratorów. Kiedy spojrzymy na statystki, okazuje się, iż jej potencjał wykorzystywany jest w niewielkim stopniu.

Jako karnista i praktyk wykonujący zawód prokuratora prokuratury rejonowej jakiś czas temu w swej ignorancji byłem święcie przekonany, iż w postępowaniu karnym - w szczególności na etapie postępowania przygotowawczego - nie ma miejsca dla mediacji, że jest to zbędna instytucja, kolejna egzotyczna idee fixe, kolejna rekomendacja wynikająca z uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej. Jak wielu prokuratorów pogląd ten podziela do dziś, widać wyraźnie, kiedy zerkniemy na liczbę przeprowadzonych mediacji w prokuraturze.

Dostrzegam dwie zasadnicze przyczyny tego stanu rzeczy. Pierwsza leży w sferze mentalnej i wolicjonalnej prokuratorów, druga zaś wiąże się bezpośrednio z obowiązującymi przepisami regulującymi stosowanie instytucji mediacji w praktyce prokuratorskiej. Otóż od początku swojej drogi zawodowej prokurator szkolony jest do tego, aby być oskarżycielem publicznym - więc ma oskarżać, nadzorować lub przeprowadzać postępowania i kończyć je wniesieniem i popieraniem w sądzie aktu oskarżenia. W imię idei, iż zwieńczeniem pracy prokuratora jest wyrok skazujący. Podczas aplikacji oraz asesury - to jest czasu prokuratorskiej szkoły - o mediacji jako sposobie rozwiązywania sporów w postępowaniu przygotowawczym młody adept nie dowiaduje się zbyt wiele. Późniejszy prokurator zaś jest oczywiście niezależny przy podejmowaniu decyzji, lecz w praktyce ma wpojone, iż nadrzędna zasada rządząca postępowaniem przygotowawczym to szybkość, z jaką będzie ono przeprowadzone. To głównie z czasu prowadzenia postępowań prokurator jest rozliczany. Więc szybko uczy się, że nie opłaca mu się jako funkcjonującemu w hierarchicznie podporządkowanej strukturze nastawionej li tylko na statystyczną wydajność "tracić czasu na mediacje" i narażać się na zarzut przewlekłości postępowania. Ponadto model szkoleń przeprowadzanych dla prokuratorów pozostawia wiele do życzenia. Piszę o tym, bijąc się w pierś, jako członek związku zawodowego, który współorganizował szkolenia dla prokuratorów we Wrocławiu. Przeprowadzenie interaktywnego dwugodzinnego wykładu przez pracownika naukowego oraz praktykującego mediatora raz do roku przy okazji "Dnia mediacji" nie przyniesie spodziewanego efektu. Konieczne jest wdrożenie cyklicznych szkoleń z udziałem psychologów, mediatorów i innych specjalistów, z wykorzystaniem technik warsztatowych tak, aby prokurator mógł w tych stworzonych sztucznych warunkach stać się aktywną stroną mediacji, niejako doświadczyć tego, czego doznaje ofiara i sprawca biorący udział w mediacji. Takie cykle szkoleń powinny odbywać się oczywiście częściej niż raz do roku. Dopiero wówczas uda się skutecznie pokonać opór mentalny prokuratorów przed mediacją. Kwestia druga, również istotna, to bariery prawne (proceduralne), hamujące rozwój instytucji mediacji w postępowaniu przygotowawczym. Najpoważniejszą jest brak samoistnej podstawy do umorzenia postępowania z uwagi za pozytywnie zakończoną mediację i naprawienie szkody - czyli szczególnego wyjątku od zasady legalizmu, nakazującej bezwzględne ściganie każdego przestępstwa, na rzecz oportunizmu procesowego. Na marginesie należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną kwestię stanowiącą barierę - tym razem faktyczną, a nie prawną. Brak przygotowania funkcjonariuszy policji z wydziałów dochodzeniowo-śledczych prowadzących postępowania przygotowawcze do wybierania spraw nadających się do podjęcia mediacji. A to przecież policjant w większości spraw nadzorowanych przez prokuratora ma żywy, bezpośredni kontakt ze stronami. Prokurator zazwyczaj pracuje, zapoznając się z zebranym materiałem dowodowym i przeważnie nie ma styczności z pokrzywdzonym i podejrzanym, ofiarą i sprawcą. Konieczne jest położenie nacisku na szkolenie policjantów, co w znaczący sposób wpłynie na liczbę prowadzonych mediacji.

Dostrzegam jednak, iż powoli refleksja prokuratorów nad instytucją mediacji oraz jej praktycznymi względami ulega pewnej ewolucji - od negacji do uważnej, świadomej akceptacji. W licznych dyskusjach prowadzonych choćby na forum prokuratorów www.prokuratorzy.net coraz częściej spotyka się wypowiedzi prokuratorów przekonanych do skuteczności mediacji.Również stanowisko prokuratora generalnego, który w uzasadnieniu wytycznych dotyczących mediacji wskazuje na pozytywne aspekty stosowania tej instytucji, napawa pewnym optymizmem.

Łukasz Sobiech

lukasz.sobiech@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.