Podszczypywanie ministra nie pomoże dyskusji nad reformami
Sędziowie nie zamierzają zrezygnować z walki o małe sądy. Ich zdaniem resortowa reorganizacja wygeneruje wyłącznie olbrzymie koszty i zatory w sądach
@RY1@i02/2012/133/i02.2012.133.07000070e.802.jpg@RY2@
Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Wesprze pan najnowszą akcję sądowej Solidarności przeciwko reorganizacji sądów i wyśle do resortu tzw. świadectwa kwalifikacji dla Jarosława Gowina?
Rozumiem nowoczesne metody nacisku i nagłaśniania problemów, ale preferuję inne metody. Szczypanie adwersarza nic nie daje, może natomiast uniemożliwić dyskusję. Osobiście jestem przeciwnikiem tej reformy i od samego początku otwarcie i w każdym miejscu polemizuję w tej sprawie z ministrem sprawiedliwości. I choć też jestem zwolennikiem wyrównywania obciążeń we wszystkich sądach, to proponuję inny kierunek zmian. Przede wszystkim zanim usiądziemy do tworzenia nowej struktury sądów, zlikwidujmy nadmiernie rozdętą kognicję sądów, rozwiążmy problem przeładowanej pracą stolicy. Warto też zastanowić się nad przenoszeniem tzw. spraw okołowielkomiejskich do małych i sprawnie działających sądów. Likwidacja małych sądów wygeneruje ogromne koszty i wydłuży czas trwania spraw. O tym, że taki scenariusz jest możliwy, dowodzi dobitnie kasacja części wydziałów pracy - w niektórych sądach czas oczekiwania na rozpoznanie sprawy wzrósł nawet o 100 procent. Poza tym tworzenie i znoszenie nowych sądów w drodze rozporządzenia ministra jest niezgodne z konstytucją.
Resort zapowiada kolejną nowelizację ustawy o ustroju sądów powszechnych, co na to KRS?
Trudno mi powiedzieć, o jakich zmianach w u.s.p. mówimy, gdyż propozycji jest tak dużo, że czasami trudno się w nich połapać. Staram się komentować projekty z konkretnej daty, ale i to trzeba robić z dużą ostrożnością, gdyż się zdarza, że dany projekt ma już kolejną wersję. Wiem, że resort pracuje nad skróceniem czasu trwania nominacji sędziowskiej i ten pomysł ma aprobatę KRS. Co do innych, wprowadzonych już zmian, to wolałbym poczekać na merytoryczne rozpoznanie skargi przez Trybunał Konstytucyjny. Natomiast niepokoi mnie pozycja dyrektorów sądów, którzy stają się zbrojnym ramieniem władzy wykonawczej w sądach.
Jakie zmiany postuluje KRS?
Wolałbym raczej powiedzieć dosyć tych zmian, czas na stabilizację, lecz z drugiej strony przydałoby się ograniczyć kognicję, wyrównać racjonalnymi sposobami obciążenia między sądami. Potrzebna jest debata nad wprowadzeniem swego rodzaju asesury czy sędziego na próbę, zniesienie nadzoru administracyjnego ministra nad sądami, skrócenie czasu rozpoznawania spraw, racjonalizacja procedur, stworzenie profesjonalnego programu budowania medialnego wizerunku sądów, racjonalna informatyzacja. Ważne jest też byśmy szybko zmierzali do modelu, w którym na jednego sędziego przypada co najmniej jeden asystent. W przypadku e-protokołu przekonujemy i dopingujemy resort, by budował program przetwarzania głosu na tekst. Pocieszające jest to, że pomimo wielu sprzecznych poglądów KRS prowadzi poważną debatę z ministrem i zdarza się, że przekonujemy go do swoich racji.
A co z podwyższeniem opłat sądowych? Adwokaci twierdzą, że utrudnią dostęp do wymiaru sprawiedliwości.
Opłaty powinny być racjonalne, dostosowane do zamożności społeczeństwa i kultury prawnej danego kraju. Nie jest to proste zadanie. Dla obywatela zawsze będą za wysokie, a dla państwa wręcz przeciwnie. Martwi mnie jednak pewna nieracjonalność zasad pobierania opłat i określania ich wysokości. Jestem też przeciwnikiem zniesienia znaków opłaty sądowej, gdyż utrudni to łatwe i szybkie opłacanie wnoszonych spraw. Musimy cały czas pamiętać, że nawet w dobie powszechnej informatyzacji zawsze będzie grupa osób, które nie będą miały konta bankowego lub dla których po prostu łatwiej będzie dokonać zakupu znaczków. Powinniśmy przecież ułatwiać życie naszym stronom, a nie utrudniać.
Co z zamrożonymi pensjami sędziów? Coraz mniej się o tym mówi. Czyżby KRS zrezygnowała z walki?
Wysokość pensji jest ważna dla wszystkich, także sędziów, ale wbrew pozorom bardziej interesuje poziom orzecznictwa i przyspieszenie postępowań. Natomiast nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy upominać się o to, co gwarantuje nam konstytucja. Tym bardziej że nie możemy mieć związków zawodowych, nie przysługuje nam prawo do strajku i na dodatek mamy zakaz wykonywania innej pracy, poza naukowo-dydaktyczną za zgodą prezesa. Walczymy tylko o to, by rząd dotrzymał porozumienia, które stanowiło, że wynagrodzenia sędziów będą rosły o tyle, o ile wzrasta średnie wynagrodzenie w kraju. To najuczciwszy współczynnik. Niestety oszukano nas i na dodatek stara się nam wmówić, że wynagrodzenia zamrożono całej sferze budżetowej, tymczasem lista wyjątków jest długa. Co więcej, w celu zatrzymania dobrych menedżerów w firmach państwowych obchodzi się ustawę kominową. Czy ktoś pomyślał, jak zatrzymać dobrych sędziów lub jak przyciągnąć dobrych prawników do sądu? Mam ogromny żal do premiera i ministra finansów, że ignorują to zagadnienie. Do premiera, bo nie chciał poświęcić na spotkanie z KRS nawet godziny, choć miał czas na otwarcie orlików czy rozmowy z internautami. Ale jestem człowiekiem nieustępliwym, podobnie jak inni sędziowie w radzie, więc w sprawie zamrożonych wynagrodzeń broni nie składamy. Nadzieja jest w Trybunale Konstytucyjnym, który ma zbadać sprawę. Cieszą także wypowiedzi ministra Gowina. Stwierdził on, że zamrożenie na kolejny rok wynagrodzeń będzie naruszeniem zapisów konstytucji.
Czy żądania sędziów nie są wygórowane? Mamy przecież kryzys.
Czy aby faktycznie? Mam grubą teczkę z medialnymi wypowiedziami premiera, ministra finansów oraz innych rządzących polityków, którzy od kilku lat wskazują, że jesteśmy zieloną wyspą, najlepszym miejscem do inwestowania. Co więcej, zrzucamy się na europejski fundusz stabilizacji, wydajemy miliardy na misje zagraniczne, myślimy już o ubieganiu się o prawo do organizacji olimpiady, rośnie też średnia płaca oraz PKB. Tymczasem jak sędziowie żądają od rządu dotrzymania słowa, to od razu słyszymy, że jest kryzys. A może chodzi o osłabienie władzy sądowniczej? Słabszą grupę zawsze łatwiej podporządkować.
Reforma emerytalna chyba nie ma zbyt wielu przeciwników wśród sędziów? Wielu z nich orzeka nawet powyżej 70. roku życia.
Doświadczenie to ważna i cenna rzecz w sądzie, lecz tu chodzi o zasady. Jeżeli są grupy zawodowe, które z uwagi na charakter swojej pracy mają wprowadzaną zasadę wydłużania wieku emerytalnego dopiero dla osób wchodzących dzisiaj do zawodu, to dlaczego sędziowie są traktowani odmiennie? Każdy z nas planuje przecież swoje życie i są tacy, którzy nie chcą pracować do śmierci. Zresztą nie wyobrażam sobie sędziego, którego stan intelektualny oraz siły fizyczne nie pozwalają na normalne, czyli rzetelne sądzenie, a który musi wyjść na salę rozpraw. Przy okazji chciałbym powiedzieć, że mierzi mnie sposób zachwalania reformy, który polega na judzeniu społeczeństwa. Bo jak inaczej traktować hasła w spotach, że "Już od jutra, tego lepszego, sędziowie będą mieli tak samo jak wy. Koniec z przywilejami". To obrzydliwe. Nikt nie próbuje tłumaczyć społeczeństwu, że niezawisłość czy jakość pracy sędziego to jakość materiału ludzkiego, sędziowskiej kadry. Im gorsza jakość kadry, tym słabsze orzecznictwo, słaba pozycja władzy sądowniczej i tym gorzej dla społeczeństwa.
Rozmawiała Urszula Wróblewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu