Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Biegli. Jaka płaca, taka praca

Ten tekst przeczytasz w 80 minut

Zmiany regulacji, na podstawie których funkcjonują biegli, domagają się nie tylko sędziowie i profesjonalni pełnomocnicy, lecz nawet sami zainteresowani. Każde środowisko wysuwa jednak inne argumenty na poparcie swoich żądań

Prace nad nową ustawą o biegłych sądowych, która ma zastąpić obowiązujące przepisy rozporządzenia ministra sprawiedliwości z 24 stycznia 2005 r. trwają od kilku lat. W 2011 r. prawie gotowy projekt wylądował w koszu po zmianach personalnych w resorcie sprawiedliwości. Do tej pory powstały jedynie dwa projekty rozporządzeń ministra sprawiedliwości, które dotyczą sposobów wynagradzania biegłych według stawek godzinowych oraz stawek ryczałtowych. Środowisko twierdzi bowiem, że obecnie obowiązujący sposób wynagradzania nie zachęca specjalistów najwyższej klasy do współpracy z wymiarem sprawiedliwości. Były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski podczas niedawnej debaty organizowanej przez pracodawców stwierdził nawet: "My udajemy, że płacimy biegłym, a oni udają, że pracują".

Prawnicy, którzy w praktyce stykają się z opiniami biegłych, podkreślają jednak, że prawdziwym problemem jest nieprofesjonalizm i lenistwo części ekspertów, a niekiedy nawet działanie pod dyktando strony. Wątpią przy tym, by zwiększenie poziomu wynagrodzeń przełożyło się na lepszą jakość ekspertyz i skrócenie czasu oczekiwania na ich opracowanie. Twierdzą, że jedynym lekarstwem na wąskie gardło w procesie, jakie stanowią biegli, jest przywiązywanie większej wagi do ich kwalifikacji, i to zarówno w momencie powoływania zainteresowanych na funkcję, jak i podczas kadencji.

Coraz głośniej słychać też postulat wprowadzenia konkurencji wśród biegłych. Miałaby ją zapewnić np. ogólnopolska lista, z której sędziowie wybieraliby eksperta, biorąc przy tym pod uwagę ewentualne zastrzeżenia czy preferencje stron wobec konkretnych osób. Najdalej idące pomysły dotyczą zrównania ciężaru gatunkowego ekspertyz sporządzanych przez wskazanego przez sąd biegłego z opiniami uznanych specjalistów oficjalnie pracujących na zlecenie którejś ze stron.

@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.070000400.807.jpg@RY2@

Rafał Dębowski, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej

Zapowiadane skrócenie czasu rozpoznawania spraw o jedną trzecią pozostanie w sferze haseł, jeśli nie ureguluje się kwestii biegłych. Stanowią oni wąskie gardło wymiaru sprawiedliwości. Dziś, aby zostać biegłym, wystarczy uzyskać wpis na listę prowadzoną przez prezesa każdego sądu okręgowego. Powszechnie jednak wiadomo, że później nikt nie weryfikuje okresowo kompetencji takiej osoby, zaś sąd, który spotka się z przypadkiem wydania złej opinii, nie ma obowiązku zawiadomienia o tym prezesa sądu okręgowego prowadzącego wspomnianą listę biegłych. Skoro zaś obecne stawki za pracę biegłych, delikatnie mówiąc, nie należą do najwyższych, nie dziwne, iż dla wielu specjalistów pełnienie takiej funkcji kojarzy się z odrabianiem pańszczyzny. Unikają jej więc, jak mogą. Nie chcę skrzywdzić ogromnej rzeszy biegłych rzetelnie wykonujących swoje obowiązki, ale zbyt częste są przypadki opinii wadliwych, w których sprawdza się powiedzenie: jaka płaca, taka praca. Przykłady? Ot chociażby półtorastronicowa opinia odpowiadająca we wnioskach jednym lakonicznym zdaniem o skomplikowanej materii, o której bez wątpienia można by napisać habilitację. Nic więc dziwnego, że takie ekspertyzy padają jak muchy pod ostrzałem pytań dobrze przygotowanych do sprawy stron i ich pełnomocników. I nie ma rady, po odczekaniu kilku miesięcy na opinię, po odczekaniu kolejnego okresu na zapoznanie się z nią i wyznaczenie rozprawy, wreszcie po rozprawie, na której następuje złożenie przez biegłego ustnej, uzupełniającej opinii, sądy nie mają innego wyjścia, jak powołać nowego biegłego. Jeśli tego nie zrobią, zarzut apelacyjny chwyci i sprawa ponownie trafi do pierwszej instancji. A  z powołaniem nowego biegłego - jak powiedział mi pewien sędzia na rozprawie - jest problem. Bo orzekający doskonale wiedzą, kto w   czym się specjalizuje i   na ile jest rzetelny. Tworzą więc nieformalne listy rankingowe biegłych, co powoduje nierównomierne rozłożenie pracy, jej spiętrzenie u najlepszych ekspertów i   kolejne opóźnienia.

Podniesienie stawek wynagrodzenia biegłego, nad czym obecnie pracuje Ministerstwo Sprawiedliwości, nie będzie stanowić remedium na wszystkie bolączki. Bo na listach mamy sporo biegłych jedynie z nazwy - osób, które z różnych przyczyn w   urzędowych zleceniach upatrują szansy na pozyskanie jedynych środków do życia, osób bez wymaganej wiedzy, nieporadnych, a   czasem tak schorowanych, że nie powinny wykonywać już żadnej pracy. Zazwyczaj to strony, za pośrednictwem sądu, finansują pracę biegłego i   muszą płacić niezależnie od poziomu rzetelności jego opini. Biegły nie traci prawa do wynagrodzenia nawet wówczas, gdy przygotowana przez niego opinia była wadliwa, a   przez to nieprzydatna sądowi, który zdecydował się zlecić kolejną ekspertyzę. Reforma powinna więc zakładać nie tylko większą elastyczność urynkowionych stawek, lecz także możliwość pozbawiania wynagrodzenia człowieka , który nienależycie wykonał swoją pracę.

Pamiętajmy też, że w   sprawach szczególnie trudnych sądy coraz częściej zwracają się o   wsparcie całego zespołu biegłych lub specjalistycznych instytutów. Ale i   to nie gwarantuje rzetelnej opinii. Szczególnie utkwił mi w   pamięci proces, w   którym po ośmiu latach procedowania w   pierwszej instancji (nie było wyroku) i   wyprodukowaniu ponad dwudziestu opasłych tomów akt sądowych (nie licząc akt podręcznych stanowiących załączniki do pism procesowych, a   niedających się wszyć do akt sprawy) ku upadkowi chyliła się trzecia już opinia poważnego instytutu. Strony przerażone perspektywą dalszych lat oczekiwania na rozstrzygnięcie zawarły ugodę, co spotkało się z   osobistymi podziękowaniami przewodniczącego składu orzekającego, który dzięki zakończeniu sprawy mógł wreszcie uzyskać z   dawna zasłużony awans.

@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.070000400.808.jpg@RY2@

Bartłomiej Przymusiński, sędzia Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto w Poznaniu, prezes Oddziału Wielkopolskiego SSP "Iustitia"

Jak naprawdę było? Jaka jest przyczyna wypadku? Czy wada, o  którą spierają się strony, powstała w okolicznościach podawanych przez powoda? Dociec do prawdy, ustalić jaki był przebieg zdarzeń - ten cel przyświeca każdemu procesowi. Zawsze gdy odpowiedź na zasadnicze dla wyniku procesu pytania wymaga wiadomości specjalnych, konieczna jest opinia biegłego, który jest pomocnikiem sędziego w   dążeniu do ustalenia prawdy. W   postępowaniu cywilnym najczęściej konieczne jest, aby strona złożyła wniosek o   taką opinię. Brak wniosku strony o   dopuszczenie takiego dowodu najczęściej oznacza przegraną dla tej strony, na której spoczywał ciężar dowodu. W postępowaniu karnym z   reguły sąd z urzędu dopuszcza tego rodzaju dowód, jeżeli uzna go za konieczny. Opinia biegłego jest dowodem, a   więc podlega swobodnej ocenie sądu tak jak wszystkie inne dowody. W   wyroku z   15 stycznia 2013 r., sygn. III AUa 952/12, Sąd Apelacyjny w   Poznaniu wskazał, iż opinia biegłego podlega ocenie na podstawie właściwych dla jej przedmiotu kryteriów zgodności z   zasadami logiki i   wiedzy powszechnej, poziomu wiedzy biegłego, podstaw teoretycznych opinii, a   także sposobu motywowania oraz stopnia stanowczości wyrażonych w   niej wniosków. Sąd może również oceniać opinię biegłego także pod względem fachowości, wskazując na duży stopień zaufania do biegłego wynikający np. z wieloletniego rzetelnego wykonywania obowiązków biegłego sądowego. Jest to dowód dość trudny do oceny, gdyż sfera merytoryczna opinii kontrolowana jest przez sąd, który nie dysponuje wiadomościami specjalnymi. Sąd nie może nie dać wiary biegłemu, odwołując się do wewnętrznego przekonania sędziego czy zasad doświadczenia życiowego. Być może stąd wynika, formułowany czasami przez pełnomocników, zarzut, iż to biegli, a   nie sądy, wydają wyroki. Zarzut ten podkreśla szczególną trudność, jaką napotykają strony, które chcą zakwestionować opinię biegłego i   przekonać sąd, że jest to opinia nierzetelna. W   dużych kancelariach prawniczych przygotowanie zarzutów do opinii biegłego jest konsultowane ze specjalistami z   danej dziedziny, np. jeżeli sporządzono opinię biegłego psychiatry, adwokat konsultuje się z   psychiatrą, aby wskazał mu, które fragmenty opinii są dyskusyjne bądź nierzetelne. W   takiej sytuacji na pierwszy plan wysuwa się zasada kontradyktoryjności procesu, która oznacza, że proces jest oceną twierdzeń, zarzutów i   dowodów stron, a   sąd ocenia ten materiał, który strony mu zaprezentowały. Wskazanie zarzutów do opinii biegłego, znalezienie w   niej luk jest łatwiejsze dla pełnomocnika korzystającego z   pomocy innego specjalisty z   danej dziedziny niż dla sędziego, który nie ma takich specjalistów do pomocy, bo z   założenia to biegły właśnie jest osobą o   odpowiednich kwalifikacjach. Fakt, iż opinie biegłych nie podlegają weryfikacji przez drugiego specjalistę, z   pewności ą przyspiesza postępowanie, jednak utrudnia wyłuskanie opinii nierzetelnych. Jeżeli jednak stronie uda się wykazać nierzetelność sporządzonej opinii, wówczas konieczne staje się zasięgnięcie opinii innego biegłego.

Opinia biegłego bardzo często wpływa na wydłużenie postępowania - oczekiwanie na sporządzenie opinii jest jedną z głównych przyczyn powstawania spraw wieloletnich. Jeżeli powodem oczekiwania miałoby być tylko to, że proces badawczy wymaga czasu (np. obserwacja chorego musi trwać, wyniki badań chemicznych pojawią się po kilku dobach itp.), to byłoby zrozumiałe. Jednakże w większości spraw sporządzenie opinii trwa kilka bądź kilkanaście miesięcy, dlatego że brakuje biegłych sądowych odpowiednich specjalności, a ci z listy stałych biegłych sądowych są tak obciążeni pracą, że zlecona im opinia trafia do długiej kolejki. Teoretycznie można próbować poszukiwać biegłego ad hoc, czyli osobę o odpowiedniej wiedzy i umiejętnościach, niewpisaną na listę biegłych. Jednakże nie jest to zadanie proste, bo jak taką osobę znaleźć, wertując książkę telefoniczną? Najczęściej sąd zwraca się wówczas o  przedstawienie przez instytut naukowy lub uczelnię odpowiedniej osoby, jednak osoba, która sporządza opinię dla sądu po raz pierwszy, ma często problemy ze sprostaniem temu zadaniu. Dlaczego więc brakuje biegłych na listach prowadzonych przez prezesów sądów okręgowych? Działa tu normalne prawo rynku: pełnienie funkcji biegłego jest nieatrakcyjne pod względem finansowym. Nie znajduję innego wytłumaczenia. Nie widzę potrzeby wpisywania do ustawy górnego limitu wieku biegłego, bo kryterium to byłoby zbyt dyskryminujące i niesprawiedliwe. Za właściwsze należałoby uznać rozwiązanie, w którym biegli byliby powoływani na kadencję i oceniani ze sposobu pełnienia funkcji. Przydałoby się też, aby sędzia, który chce skorzystać z opinii biegłego, miał dostęp też do informacji, ile biegły sporządził opinii w ostatnich kilku latach - pozwoliłoby to uniknąć zwracania się przez sąd do biegłego, który jest na liście biegłych dziesięć lat, a sporządził w tym czasie jedną opinię. Dyskutowana jest też kwestia weryfikacji uprawnień biegłego - jeżeli miałoby to oznaczać tak hołubioną w  Polsce tytułomanię, konieczność legitymowania się dyplomami, certyfikatami itp., to nie będzie to według mnie właściwa droga. Znacznie cenniejsze byłoby weryfikowanie wiedzy i umiejętności biegłego na podstawie oceny jego dorobku - uznani specjaliści winni otrzymywać przed wpisem na listę wykaz osiągnięć i sporządzone przez kandydata opinie prywatne lub wykonane prace i na tej podstawie oceniać jego przydatność, ograniczając formalne wymogi do niezbędnego minimum. Tak samo powinna przebiegać weryfikacja biegłego po kilku latach wykonywania funkcji. Biegły, który rozpoczyna pełnienie funkcji, powinien być może pracować na początku w zespole, co ułatwiłoby mu nabycie odpowiedniej dyscypliny w sporządzaniu opinii. Wskazane byłoby również, aby stali biegli sądowi byli zobowiązani do uczestniczenia w organizowanych dla nich przez sądy szkoleniach.

@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.070000400.809.jpg@RY2@

Romuald Tomczyk, prezes Stowarzyszania Rzeczoznawców Ekonomicznych

Projekt nowej ustawy powinien przejąć niektóre rozwiązania ujęte w obecnie obowiązującym rozporządzeniu ministra sprawiedliwości z 24 stycznia 2005 r w sprawie biegłych sądowych. Przede wszystkim prezesom sądów okręgowych trzeba pozostawić uprawnienia do wydawania w   pierwszej instancji decyzji dotyczących naboru biegłych (odwołania powinien rozpoznawać minister sprawiedliwości) i weryfikacji ich uprawnień. To prezesi sądów okręgowych na co dzień stykają się bowiem z   opiniami sporządzanymi przez biegłych i   to do nich docierają informacje o   ewentualnych uchybieniach. Prezesi n ajlepiej znają też rynek lokalny i zapotrzebowanie sądów działających w ich okręgu na ekspertyzy z   konkretnych dziedzin. Na przykład w   apelacji poznańskiej biegli wydali najwięcej opinii w   sprawach związanych z   rachunkowością przedsiębiorstwa, informatyką i   wyceną majątku.

Nie brak głosów, że przyznanie prezesom sądów kompetencji wybierania biegłych doprowadziło do sytuacji, w której raz wybrana osoba najczęściej sprawuje swoją funkcję dożywotnio, nawet po przejściu na emeryturę. Z kolei ja negatywnie oceniam projektowane propozycje dotyczące weryfikacji kwalifikacji kandydatów na biegłych przez specjalne komisje. Uważam, że wprowadzenie takich komisji może się stać początkiem regulacji zawodu i doprowadzić do powołania zawodowego samorządu, co z nacznie utrudni odwołanie eksperta wydającego błędne opinie, nie mówiąc o   potrzebnych funduszach na sfinansowanie pracy licznych komisji weryfikujących liczne specjalności. Koszty te szacowane są na 706 860 zł rocznie, ale moim zdaniem są zaniżone, bo opierają się na bezpodstawnym założeniu, że najwyżej 20 proc. kandydatów zostanie poddanych procedurze opiniowania przez komisję lub ekspertów. Przy okazji warto się zastanowić nad tym, po co specjalna komisja ma opiniować przygotowania zawodowe kandydatów, jeżeli legitymują się oni dobrze udokumentowanymi kwalifikacjami, mają zdane egzaminy państwowe i   posiadają aktualne certyfikaty, mogą się też wykazać praktyką zawodową oraz są wpisani na listy biegłych rewidentów, doradców podatkowych oraz rzeczoznawców majątkowych.

Istotną sprawą jest też propozycja ustanowienia instytucji zajmujących się opiniowaniem. Obecnie sąd może sie zwrócić o   sporządzenie ekspertyzy do placówki naukowej badawczej lub specjalistycznej. Nie ma jednak definicji tych podmiotów, dlatego zwiększa się liczba ośrodków prywatnych niepodlegających żadnej weryfikacji. Zaskakuje mnie jednak pomysł powoływania specjalistycznych instytucji do wydawania opinii w   sprawach gospodarczych na wzór Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Laboratorium opracowuje analizy na podstawie praw matematyki, fizyki i   chemii, natomiast opinie ekonomiczno-finansowe opierają się na teoriach gier ekonomicznych i   doraźnych przepisach umożliwiających funkcjonowanie gospodarki rynkowej w   określonych warunkach.

We wszystkich dyskusjach nad kolejnymi wersjami zmian przepisów o  biegłych przewija się sprawa ich wieku. Dwa lata temu byłem członkiem zespołu pracującego w resorcie sprawiedliwości nad nowelizacją i wówczas też dyskutowaliśmy nad wyznaczeniem górnej granicy wieku. Padła wtedy propozycja określenia jej na 70 lat, na wzór wieku przewidzianego dla profesorów wyższych uczelni. Jestem zwolennikiem tej koncepcji, ale inni członkowie zespołu ją odrzucili.

@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.070000400.810.jpg@RY2@

Lech Obara, radca prawny z kancelarii Lech Obara i Współpracownicy

Nauka i   technika coraz bardziej przenikają do naszego życia codziennego i   gospodarczego. W   efekcie coraz częściej rozstrzygnięcie sporu sądowego wymaga od sędziego zapoznania się z   wiedzą dostępną jedynie naukowcom lub doświadczonym fachowcom. Sąd Najwyższy przyjmuje na gruncie procesu cywilnego, że opinia biegłego ma ułatwić sądowi zrozumienie dziedziny wymagającej wiadomości specjalnych. W   tym znaczeniu biegły jest pomocnikiem sądu, jednakże prezentuje własne stanowisko w   kwestii, którą sąd rozstrzyga (orzeczenie z   7 stycznia 1997 r., I   CKN 44/96, niepubl.). W   praktyce jednak rola biegłego nie ogranicza się do pomocnictwa. Bardzo często to biegły w   rzeczywistości decyduje o   wyniku, gdyż jego wnioski zwykle przesądzają o   kluczowej okoliczności sprawy, przechylającej szalę zwycięstwa na jedną lub drugą stronę. Sędzia zaś z   zasady nie ma wiedzy pozwalającej mu na ocenę tego, czy wnioski biegłego są zgodne z   faktycznym stanem rzeczy, przez co zazwyczaj niemal z   automatu przyjmuje je za swoje.

Stąd tak ważną kwestią jest rzetelna weryfikacja opinii biegłego i sformułowanych przez niego wniosków. Nie chodzi tu bynajmniej jedynie o nieuczciwych biegłych, sporządzających opinie pod dyktando jednej ze stron procesu lub świadomie wprowadzających sąd w błąd co do rzeczywistego stanu wiedzy współczesnej nauki o  danej kwestii. W praktyce większość wadliwych opinii to efekt niewiedzy biegłego lub rażącego ignorowania przez niego wymogu sumienności. Teoretycznie przeciwdziałać takim sytuacjom ma przepis art. 285 par. 1 k.p.c., który nakazuje biegłemu uzasadnić swoją opinię. Przyjmuje się, że takie uzasadnienie powinno być jasne, logiczne i transparentne (por. SN w  wyr. z 19 maja 1998 r., II UKN 55/98, OSNAPiUS 1999, nr 10, poz. 351, oraz w wyr. z 29 lipca 1999 r., II UKN 60/99, OSNAPiUS 2000, nr 22, poz. 831). Zwykle jednak opinie mają charakter arbitralny, a wnioski nie są dostatecznie wyjaśnione. Mimo to sędziowie zadowalają się tym, że zostały sporządzone przez fachowców legitymujących się określonym doświadczeniem i wykształceniem. Co ciekawe, sąd - kierując się zasadą kontradyktoryjności - najczęściej nie dokonuje samodzielnej oceny opinii biegłego, tylko wzywa strony do złożenia zastrzeżeń. Gdy jednak te złożą takie zastrzeżenia, to i tak sąd daje wiarę arbitralnej ocenie biegłego, gdyż przecież to biegły, fachowiec, mający większą wiedzę niż strona subiektywnie oceniająca sprawę. Mało tego, kiedy strona nawet przedłoży opinię prywatną, czyli opinię konkurencyjną sporządzoną przez innego fachowca na jej zlecenie, to sądy i tak często uznają, że nie może ona stanowić dowodu w sprawie (por. orzeczenie SN z 8 czerwca 2001 r., I PKN 468/00, OSNP 2003, nr 8, poz. 197). Z tych tez powodów należy rozważyć wprowadzenie takich zmian, które zrównają - w sensie formalnym - opinie sporządzone na zlecenie sądu i opinie sporządzone na zlecenie stron lub wskazanych przez nie fachowców. Nie ma bowiem żadnych podstaw do przyjmowania, że biegli sądowi są lepszymi fachowcami niż specjaliści działający na zlecenie strony. Wtedy sąd będzie zmuszony do rzeczywistego weryfikowania kompetencji i kwalifikacji każdego z biegłych, aby następnie uwzględnić to przy ocenie ich wiarygodności. Wzrośnie również wartość merytoryczna samej opinii, gdyż będzie wynikiem dyskursu pomiędzy naukowcami. Nadto konkurencyjność opinii spowoduje, że autorzy dołożą większej staranności w jasnym i czytelnym jej formułowaniu. Biegli sądowi przestaną być wyrocznią dla sądu. Formułowane przez nich opinie przestaną być arbitralne, a jeśli wciąż takie będą - zostaną zweryfikowane przez opinie konkurencyjne. Sądy stracą instrument do ignorowania opinii prywatnych, które niejednokrotnie charakteryzują się większą fachowością, ale przez to, że nie zostały zlecone przez sąd, są pozbawiane wartości dowodowej. Co istotne, takie rozwiązanie należy uznać za naturalną konsekwencję wprowadzenia do kodeksu postępowania cywilnego zasady kontradyktoryjności. W związku z nią strona procesu nie może być pozbawiana rzeczywistych możliwości weryfikacji opinii biegłego sądowego. Dzisiaj zaś tak jest, gdyż możliwość weryfikowania opinii biegłego za pomocą opinii innego fachowca jest uwarunkowana dyskrecjonalną kompetencją sądu. Oznacza to, że za ewentualny błąd sądu w  tej kwestii konsekwencje będzie ponosić jedynie strona procesu, a nie sąd - od którego faktycznie zależy to, czy opinia zostanie zweryfikowana. Taka zaś sytuacja niewątpliwie jest sprzeczna z   zasadą kontradyktoryjności.

Należy zauważyć, że przeciwko takiemu rozwiązaniu nie mogą przemawiać obawy co do ewentualnego braku bezstronności specjalisty wskazanego przez stronę lub działającego na jej zlecenie. W   przypadku biegłych działających na zlecenie sądu nie stosuje się przecież szczególnych zasad weryfikujących ich bezstronność. Tak samo zatem mogą być poddawani różnorodnym naciskom lub presji pochodzącej od strony procesu, o   czym sąd nie będzie miał wcale wiedzy. Należy po prostu zastrzec, iż specjalista sporządzający opinię na potrzeby konkretnego procesu, z   inicjatywy strony tego procesu, będzie odpowiadał karnie i   dyscyplinarnie na takiej samej zasadzie, jak biegły działający na zlecenie sądu. Wreszcie, na podobnej zasadzie istnieją często wątpliwości co do bezstronności świadka wskazanego przez strony procesu. Nie stanowi to jednak przeszkody do prowadzenia dowodu z   takich zeznań. Sąd po prostu, kierując się zasadą swobodnej oceny dowodów (art. 233 par. 1 k.p.c.), ocenia wiarygodność takiego dowodu.

Nie ma podstaw do przyjmowania, że biegli sądowi są lepszymi fachowcami niż specjaliści działający na zlecenie strony. Konkurencyjność opinii spowoduje, że ich autorzy z większą starannością i w jaśniejszy sposób będą formułowali wnioski

Reforma powinna wprowadzić nie tylko większą elastyczność urynkowionych stawek, lecz także możliwość pozbawienia wynagrodzenia człowieka, który nienależycie wykonał swoją pracę

Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz

malgorzata.piasecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.