Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Konstytucyjne perypetie małżeństwa

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Sejm, odrzucając w pierwszym czytaniu projekty poselskie w sprawie związków partnerskich, nie zamknął debaty publicznej na ten temat. Słyszy się już o skierowaniu do laski marszałkowskiej kolejnych podobnych projektów, a nawet o powtórzeniu tych samych propozycji. Również prezydent Komorowski zaapelował ostatnio o umiar i kompromis w tej sprawie, sugerując, że możliwe jest rozwiązanie niektórych istotnych kwestii dotyczących tej materii poprzez dodatkowe uregulowania w poszczególnych ustawach. Taką samą swoistą metodę małych kroków poleca również prof. Ewa Łętowska ("Rzeczpospolita" z 23 stycznia br.).

Nie ma także co liczyć, że uda się którąś ze stron tego narastającego i bardzo już ideowo, politycznie, a także medialnie nakręconego sporu zakrzyczeć albo zmusić do wycofania się za pomocą jakiegoś magicznego zaklęcia, wziąć na przeczekanie, skutecznie sparaliżować poprzez ośmieszenie, zastraszenie itp. Spór na ten temat przetacza się przez cały współczesny świat, głównie w kręgu euroatlantyckim, czyli w przestrzeni naszej kultury, ale niewykluczone, że rozleje się niebawem także poza te cywilizacyjne granice.

Jeszcze dwadzieścia lat temu za małżeństwo uważano powszechnie wyłącznie związek kobiety i mężczyzny - i to do tego stopnia, że nikomu do głowy nie przychodziło dekretować legalnej (prawnej) specjalnej definicji małżeństwa. Działo się tak według dobrej epistemologicznej zasady: jaki jest koń - każdy widzi. Ale już decyzją Komitetu Praw Człowieka z 17 lipca 2002 r. w sprawie Joslin przeciwko Nowej Zelandii wskazano, że obowiązkiem państwa strony wynikającym z art. 23 ust. 2 Międzynarodowego paktu praw obywatelskich (osobistych) i politycznych (właśnie ukazał się komentarz zasłużonego Poznańskiego Centrum Praw Człowieka do paktu) jest uznanie za małżeństwo wyłącznie związku mężczyzny i kobiety pragnących się poślubić (s. 583 komentarza). Uznano za konieczne tak właśnie tę kwestię wyjaśnić, ponieważ dotychczasowe niejako spontanicznie jednoznaczne definiowanie małżeństwa przestało być już tak oczywiste.

Żaden z przyjętych u nas aktów prawa międzynarodowego nie formułuje prawa do związków jednopłciowych czy szerzej partnerskich, a z orzecznictwa organów wykonawczych czy sądowniczych powoływanych na mocy tych aktów wynika co najwyżej, że te kwestie pozostawia się do wewnętrznych regulacji państw sygnatariuszy. Są to zresztą decyzje czy orzeczenia z ostatnich kilkunastu lat, bo i sama sprawa jest stosunkowo świeża. Na przykład żadna z poprzednich polskich konstytucji nie próbowała nawet przybliżyć istoty małżeństwa, bo nikomu taka konieczność po prostu nie przychodziła do głowy, ale już art. 18 obecnie obowiązującej konstytucji postawił tę sprawę na ostrzu noża: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Stało się tak nieprzypadkowo. Pamiętać także trzeba, że konstytucyjna definicja małżeństwa przyjęta została w 1997 r., kiedy to w Sejmie właściwie nie było ugrupowań prawicowych. Można długo dywagować, dlaczego tak się stało, wskazując główne przyczyny sprawcze, ale jest oczywiste, że tak jednoznaczny przepis nie pojawiłby się, gdyby nie wyraźny powód przecięcia dyskusji publicznej w Polsce w tamtym czasie niejako na wyrost. To też był element kompromisu, bez którego konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. raczej nie miałaby szans. Widmo związków partnerskich zaczęło bowiem wówczas coraz wyraźniej krążyć nad Europą - niby nasza chata była wtedy z kraja, ale jak się okazało, niezupełnie.

Sprawa związków partnerskich odżyła także w okresie naszej akcesji do UE. Warto by przytoczyć dziś te wszystkie publiczne zapewnienia polityków z tamtego czasu, że nie musimy obawiać się narzucanych nam rozwiązań w kwestiach obyczajowych, ponieważ ustawodawstwo unijne tak dalece nie ingeruje, a u nas przecież żadnych nowinek nie będzie. Także Trybunał Konstytucyjny w wyjątkowo starannie wypracowanym orzeczeniu z 11 maja 2005 r. (K 18/04) zadeklarował, i to bez zdań odrębnych, że małżeństwo (jako związek kobiety i mężczyzny) uzyskało w prawie krajowym RP odrębny status konstytucyjny, zdeterminowany postanowieniami art. 18 konstytucji, a zmiana tego statusu byłaby możliwa jedynie przy zachowaniu rygorów trybu zmiany konstytucji.

Miejmy więc wszyscy świadomość, po jak delikatnym konstytucyjnym gruncie poruszamy się w tej materii. Każdy legislacyjny ruch musi być tu wyjątkowo rozważny i ze świadomością licznych konsekwencji dla całego systemu prawa. A już zapisywanie oponentów do ciemno- czy jasnogrodu może co najwyżej być ulokowaniem się samemu na własną prośbę po którejś ze skrajności krzywej Gaussa.

@RY1@i02/2013/024/i02.2013.024.00000040c.802.jpg@RY2@

Jerzy Stępień prawnik, konstytucjonalista, były prezes TK

Jerzy Stępień

prawnik, konstytucjonalista, były prezes TK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.