Mało realny scenariusz
W Rosji nie obowiązują obecnie żadne przepisy, które pozwalałyby dokonać tymczasowego zajęcia czy zamrożenia majątku. Prawo własności w szczególny sposób chroni też ukraińska konstytucja
W zeszłym tygodniu światowe i polskie media obiegła informacja o tym, że Rosja przygotowuje ustawy umożliwiające konfiskatę majątku spółek z USA i UE. Dalej, cytując rzekome źródło w osobie senatora Andrieja Kliszasa odpowiedzialnego za ten projekt, "zgodność projektu ustawy z konstytucją sprawdzają obecnie rosyjscy prawnicy".
Nie zazdroszczę tym sprawdzającym projekt prawnikom. W mojej ocenie uzasadnienie jego konstytucyjności jest zwyczajnie niemożliwe w świetle obowiązujących w Rosji przepisów. Konfiskatę w tym kontekście rozumieć należy jako pozbawienie prawa własności. Takie wywłaszczenie skutkowałoby przejściem majątku na własność rosyjskiego skarbu państwa. Artykuł 35 ust. 3 Konstytucji Federacji Rosyjskiej przewiduje, że wywłaszczenie z mienia nastąpić może tylko wskutek wyroku sądu, a nacjonalizacja odbyć się może tylko za całkowitą i uprzednią rekompensatą. Już choćby z tego powodu projekt ten uznać należy za niekonstytucyjny.
Dodatkowo w Rosji nie obowiązują obecnie żadne przepisy, które pozwalałyby dokonać tymczasowego zajęcia (zamrożenia) majątku. O ile rosyjskie prawo karne przewiduje mechanizmy o zbliżonej funkcji, łącznie z możliwością orzeczenia przepadku mienia, to nastąpić musiałoby to wskutek prowadzonego postępowania sądowego. Tymczasem w mediach dominuje nieprawdziwe rozumienie takiego zamrożenia jako samoistnej sankcji, o charakterze retorsji wobec już podjętych i zapowiedzianych działań krajów UE i USA.
Wreszcie, nie widzę związku pomiędzy działaniami politycznymi krajów Zachodu a aktywnością zagranicznych podmiotów na rosyjskim rynku - zakładając nawet znalezienie podstaw do wszczęcia postępowania przez rosyjskie władze (np. organy podatkowe), to udowodnienie takiego związku, a w konsekwencji ustalenie odpowiedzialności za działania polityczne majątkiem zagranicznych podmiotów będzie wymagało nie lada ekwilibrystyki prawniczej i odbije się na świecie echem nie mniejszym niż sprawa Jukosu.
Celem inicjatywy legislacyjnej było zapewne przekonanie rosyjskiego społeczeństwa o tym, że politycy dbają o interesy narodowe, a sankcje nałożone przez państwa Zachodu nie pozostaną bez odpowiedzi. Tym bardziej że sam autor projektu, senator Kliszas, dzień po publikacji tej wiadomości przyznał, że była ona rodzajem politycznej prowokacji i tego typu działań obecnie się nie przewiduje. Szkoda, że ta wiadomość nie przebiła się do polskich mediów.
Temat konfiskaty majątku na Ukrainie stracił na aktualności w związku z wydarzeniami zeszłego tygodnia, ale ze względu na nieprawdziwość informacji płynących z Kijowa i powtarzanych przez światowe media również tej kwestii warto się przyjrzeć z prawnego punktu widzenia.
Otóż informacja, jakoby "Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła ustawę obejmującą konfiskatę mienia byłego prezydenta Janukowycza i jego współpracowników, obejmującą w szczególności posiadłość Meżyhirja", jest zwyczajnie nieprawdziwa co najmniej z trzech przyczyn.
Przede wszystkim, nie wchodząc w szczegóły proceduralne działalności ukraińskiego parlamentu i procesu niedawnego przejęcia władzy, była to nie ustawa, ale postanowienie. Taki szczególny tryb, przewidziany dla aktów o charakterze porządkowym, organizacyjnym, podobnie do polskich rozporządzeń zastosowany został z bardzo prozaicznego powodu - braku możliwości uzyskania kontrasygnaty prezydenta przed wejściem jej w życie. Jednak wątpliwości konstytucyjnych jest więcej i będą one teraz stanowiły przedmiot analizy ukraińskich prawników wszystkich obozów politycznych.
Po drugie, podobnie jak w przypadku Rosji ukraińska konstytucja w szczególny sposób chroni prawo własności, poświęcając mu kilka artykułów przewidujących niemożność wywłaszczenia inaczej niż za całkowitą rekompensatą. Zatem hasła konfiskaty, o której tyle mówi się w kontekście majątku Janukowycza (przy okazji warto zauważyć, że pierwsze analizy stanu prawnego wskazują, że cały majątek, w tym posiadłość, został przejęty w dość niejasnych okolicznościach przy pomocy zagranicznych spółek i holdingów, co dodatkowo utrudni postępowanie), uznać należy za populistyczne.
Po trzecie wreszcie, komentarze ukraińskich prawników jednoznacznie wskazują, że Rada Najwyższa w tym przypadku próbowała wejść w kompetencje władzy sądowniczej, gdyż ewentualne przejęcie własności majątku możliwe jest tylko na mocy wyroku sądowego.
W tym świetle jasne jest, że zgodność z konstytucją postanowienia Rady jest co najmniej wątpliwa, a mówienie o dokonanej już konfiskacie - przedwczesne. Obecnie ukraiński parlament delegował pracowników i określone organy (m.in. ukraiński odpowiednik NIK) do ustalenia składu majątku byłego prezydenta, a także trybu, w jakim doszło do jego przejęcia. Wydaje się, że w następnym kroku w ukraińskich realiach możliwe są trzy scenariusze:
Analiza zapisów umów, na podstawie których dokonane zostały transakcje z podmiotami byłego prezydenta, i próba znalezienia podstaw do uchylenia się od skutków tych czynności. Byłby to niewątpliwie długotrwały proces, a jego największą wadą byłaby konieczność wzajemnego rozliczenia tych transakcji. W mojej ocenie nie wydaje się politycznie możliwe "sprzedanie" ukraińskiemu społeczeństwu informacji o tym, że w wyniku odstąpienia od szeregu umów były prezydent otrzymał zwrot swoich świadczeń (zapewne o wartości milionów dolarów).
Reprywatyzacja, a raczej swoista deprywatyzacja majątku. Gdyby uznać, że przejęcie nastąpiło - pośrednio lub bezpośrednio - od państwa ukraińskiego (bez wątpienia było tak w przypadku posiadłości Meżyhirja), to możliwe jest odwrócenie skutków tych czynności prawnych. Precedens miał miejsce w 2004 r. i dotyczył spółki Kriworiżstal, sprywatyzowanej w niejasnych okolicznościach za ułamek swojej wartości. W wyniku postępowania sądowego prywatyzacja ta (na rzecz krewnych byłego prezydenta Leonida Kuczmy) została uznana za bezskuteczną, a ponowna sprzedaż odbyła się kilka lat później na warunkach rynkowych. Taki scenariusz, choć możliwy, wydaje się mało prawdopodobny - nie obędzie się bez majstrowania przy przepisach, a chęć dzisiejszej władzy do odcięcia się od tego typu praktyk jest jedyną metodą utrzymania swojej wiarygodności jako prozachodnich reformatorów.
Trzecie i w mojej ocenie najbardziej prawdopodobne rozwiązanie to przepadek mienia byłego prezydenta w rezultacie skazania go w procesie karnym za dokonane przestępstwa. Niewątpliwie wyzwaniem dla prokuratorów będzie udowodnienie mu przestępstw o charakterze finansowym, np. prania brudnych pieniędzy, bo tylko w związku z takimi czynami orzec można przepadek. Wydaje się więc, że ewentualne wyroki dotyczące wydanych rozkazów i śmierci ludzi na Majdanie pozostaną bez wpływu na tenże majątek.
Podsumowując, postanowienie Rady Najwyższej miało w najwyższym stopniu polityczny wydźwięk, zgodny z oczekiwaniami większości społeczeństwa, domagającej się odebrania majątku Janukowyczowi. Proces faktycznego docierania do poszczególnych składników tego majątku będzie jednak długotrwały i zapewne kwestionowany przez prawników byłego prezydenta Ukrainy.
W odniesieniu do całości powyższych rozważań należy poczynić jedno bardzo istotne zastrzeżenie. Oparte są one na obowiązujących odpowiednio w Rosji i na Ukrainie przepisach. Jak pokazują doświadczenia legislacyjne krajów byłego ZSRR, jeszcze żadnego organu władzy ustawodawczej nie powstrzymała przed uchwaleniem przepisów ewentualna niekonstytucyjność proponowanych rozwiązań. Za przykłady niech posłużą: dekret prezydenta Putina dotyczący organizacji olimpiady w Soczi, przewidujący szybką (i przy okazji prawdopodobnie niekonstytucyjną) ścieżkę wywłaszczania nieruchomości; ukraińskie działania wokół zmian konstytucji z 1996 r. - najtęższe prawnicze głowy próbują zrozumieć, jaki, po wydarzeniach na Majdanie, jest aktualny stan prawny. A z polskiego podwórka: uchwalenie ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi (...), popularnie zwanej ustawą o bestiach, gdy zapoznawszy się z pięcioma opiniami o niekonstytucyjności projektu, przeciwko uchwaleniu ustawy zagłosowało... trzech posłów.
A zatem zarówno rosyjska Duma, jak i Rada Najwyższa Ukrainy (choć wydaje się, że w mniejszym stopniu, z uwagi na widoczną już wolę wprowadzania nowych standardów i chęć odcięcia się od dotychczasowych korupcyjnych praktyk) są uprawnione do uchwalenia jakiejkolwiek ustawy, także sprzecznej z konstytucją. W tym przypadku oceniłbym jednak taki rozwój wypadków za bardzo mało prawdopodobny.
Doświadczenia legislacyjne krajów byłego ZSRR pokazują, że ewentualna niekonstytucyjność rozwiązań nie zawsze powstrzymuje przed ich uchwaleniem
@RY1@i02/2014/051/i02.2014.051.070000600.804.jpg@RY2@
JEFF MITCHELL/GETTY IMAGES
@RY1@i02/2014/051/i02.2014.051.070000600.805.jpg@RY2@
Jan Kaczmarczyk adwokat, senior associate w K&L Gates, odpowiada za współpracę pomiędzy prawnikami i biurami kancelarii w Warszawie i w Moskwie
Jan Kaczmarczyk
adwokat, senior associate w K&L Gates, odpowiada za współpracę pomiędzy prawnikami i biurami kancelarii w Warszawie i w Moskwie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu