Za co płacimy wszyscy, czyli rzecz o „reformach” wymiaru sprawiedliwości
O d kilku tygodni jesteśmy świadkami przerzucania się przez r ó żne ośrodki decyzyjne władzy projektami ustaw mających zażegnać problemy wymiaru sprawiedliwości, w tym w szczeg ó lności te dotyczące obsady sędziowskiej w Sądzie Najwyższym i struktury organizacyjnej tego sądu, wywołane nie przez kogo innego, tylko przez autor ó w tychże projekt ó w.
Ich ocenę wypada zacząć od przypomnienia przyczyn kryzysu, których autorzy projektów ustaw naprawczych nie identyfikują prawidłowo. Nie dostrzegają też wszystkich płaszczyzn, na których kryzys się objawia, a to daje pewność, że mu nie zaradzą. Analiza projektów ustaw naprawczych utwierdza zresztą w przekonaniu, że wcale nie chcą im zaradzić, bo nie po to włożyli tyle wysiłku, żeby podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości, żeby teraz ustąpić. Tworzą zatem wyłącznie pozory ustępstw i liczą, że to wystarczy w trudnym czasie wojny w Ukrainie, by uzyskać odblokowanie środków z funduszy unijnych.
Paradoks polega na tym, że wojnę w Ukrainie wywołał kraj, który za nic ma standardy praworządności, wśród swoich obywateli rozpowszechnia propagandę, jakoby był jedyną sprawiedliwą twierdzą, oblężoną i walczącą z siłami zła. W te same tony uderzają polscy rządzący, a ostatnio przywołują jeszcze ten argument, że jeśli pieniędzy nie dostaną, nie będą w stanie rozwiązać kryzysu uchodźczego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.