Ostatni dzwonek na kratkę
- Mamy do czynienia z kratkowym szaleństwem - ocenia Adam Pietkiewicz, szef Polskiej Grupy Dealerów, największej grupy dealerskiej w naszym kraju, która sprzedaje nowe fiaty, fordy, hyundaie, nissany, mitsubishi, suzuki, seaty, a nawet infiniti.
Wszystkie marki wyposażone w kratki sprzedawały się w jego salonie rekordowo. Przedsiębiorcy chcą zdążyć przed zmianami w prawie podatkowym. Rząd chce ograniczyć przywilej pełnego odliczenia VAT do zaledwie 60 proc. wartości podatku. A i to pod warunkiem, że nie będzie to kwota wyższa niż 6 tys. zł.
Ci, którzy się pospieszą, mogą jeszcze do końca roku zaoszczędzić dodatkowe 22 proc. wartości auta. Koncerny motoryzacyjne z jednej strony narzekają na nowe przepisy podatkowe, a z drugiej zacierają ręce na samą myśl o tym, ile zarobią w ostatnich miesiącach roku. Samochody z kratką to dziś 20 proc. sprzedaży nowych samochodów. A ten udział będzie wzrastał z każdym tygodniem.
- Na pełne obroty popyt wejdzie w połowie września i w październiku - prognozuje Łukasz Paździor, szef Mazdy w Polsce. Dlatego zawczasu zamówił już w fabryce większą partię samochodów, łamiąc w ten sposób pokryzysową regułę, że zamawia się w fabryce tylko te auta, na które klient złożył zamówienie i wpłacił zaliczkę.
Jednak na taką strategię pozwolić może sobie tylko sprzedawca małej liczby samochodów. Więksi, tacy jak Skoda czy Ford, już nie, bo to wymagałoby od nich zamrożenia zbyt dużej gotówki. Dlatego jest pewne, że nie dla wszystkich wystarczy samochodów.
Cezary Pytlos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu