DVD trafia do Sejmu i RPO
Właściciele wypożyczalni wideo, które przegrywają walkę o rynek z kinami, telewizją kablową i VoD, apelują do parlamentarzystów o zmniejszenie im VAT. - Ratunkiem dla nas byłoby stawka 7-procentowa - mówi Jacek Wiecki, prezes Stowarzyszenia Polskich Wideotek.
22 proc. VAT dla wypożyczalni obowiązuje od lat. Ich właściciele się nie skarżyli, dopóki ich punkty były oblegane. Teraz jednak chcą zmian.
- Film oglądany w kinie lub za pośrednictwem platformy cyfrowej opodatkowany jest tak jak wszystkie inne kanały promujące szeroko rozumianą kulturę, czyli 7-proc. stawką VAT. Jednak za ten sam film, który pochodzi z wypożyczalni wideo, zapłacimy już 22 proc. VAT. Uważamy, że to niesprawiedliwe traktowanie. Przecież wypożyczalnie wideo w małych miejscowościach są jedynymi ośrodkami, które promują kulturę - tłumaczy Wiecki.
Eksperci nie są pewni, czy wypożyczalnie zasługują na obniżenie podatku. - To ewidentnie ich walka o przetrwanie, ale usługa, którą oferują, nie jest ani edukacyjna, ani promująca kulturę, ani też biznesowa. Tym samym raczej powinni szukać innych dróg poprawy swojej sytuacji - uważa Marcin Eckert, ekspert ds. podatków z Business Centre Club.
Stowarzyszenie od kilku tygodni zbiera podpisy pod petycją o obniżenie podatku - podpisało się pod nią już 25 tys. osób. Ponadto właściciele wypożyczalni rozesłali w tym tygodniu do wszystkich parlamentarzystów apel o obniżenie VAT. Napisali też wniosek do rzecznika praw obywatelskich - proszą w nim o skierowanie ustawy podatkowej do Trybunału Konstytucyjnego, by ten stwierdził, czy nie łamie ona zasady równego traktowania. - Obniżenie VAT mogłoby nam pomóc nie tylko utrzymać się na rynku, ale także dalej się rozwijać - mówi Wiecki.
Tymczasem w latach 90. wypożyczalnie filmów wideo były potęgą. Nie było osiedla, a czasem nawet wioski bez przynajmniej jednej. Najgorętsze tytuły trzeba było czekać kilka dni. Dziś z ponad 10 tys. punktów został ledwie mały procent. Jak się szacuje, działa ich w całym kraju ledwie około 400, a ich obroty spadają z roku na rok. Kiedy jeszcze w 2007 r. wynosiły one ponad 260 mln zł, to już w ubiegłym było to niecałe 150 mln zł.
- Największymi konkurentami wypożyczalni są nie tylko kina, które po latach zapaści notują coraz lepsze wyniki, ale też telewizje kablowe i satelitarne oraz internet. Ten jest nie tylko źródłem filmów pirackich, ale i tych legalnie kupowanych w ramach coraz powszechniejszych w Polsce usług video on demand - mówi Andrzej Piotrowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha.
Podobne problemy mają także sieci wypożyczalni na Zachodzie. Amerykański Block buster w grudniu zapowiedział zamknięcie 960 z 7000 swoich wypożyczalni. Sieć Hollywood Video ma w planach jeszcze większe cięcia - z 2700 oddziałów zostawi tylko 1700. Mimo to tradycyjne wypożyczalnie filmów nie zamierzają wycofywać się z rynku. Po prostu, aby skutecznie rywalizować, coraz bardziej poszerzają swoja ofertę. Można w nich kupić słodycze, słone przekąski, a nawet piwo czy wino. Jakby tego było mało, oferują czasem nawet kupno totolotka czy doładowanie telefonu.
- Rzeczywiście, wypożyczalnie powoli stają się niszą, ale ma ona spore szanse utrzymać się na rynku. Po prostu film oglądany na ekranie komputera to nie to samo co w telewizorze - uważa Piotrowski.
@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.006a.001.jpg@RY2@
Transparent protestacyjny w oknie wypożyczalni na warszawskich Nowolipkach
Fot. Marcin Kaliński
@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.006a.002.jpg@RY2@
Coraz mniej małych wypożyczalni filmów bo odchodzą klienci
sylwia.czubkowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu