Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Dlaczego przed fiskusem strach być mężem swojej żony

24 lutego 2014

Do listy kuriozalnych historii podatkowych, które co jakiś czas opisujemy, dorzuciliśmy w ostatnich dniach kolejną. Chodzi o sprawę, w której żona prowadzi działalność gospodarczą opodatkowaną VAT (wynajmuje lokal użytkowy), a mąż nie prowadzi żadnej. Nie jest producentem, handlowcem, usługodawcą (a więc art. 15 ust. 2 ustawy o VAT go nie dotyczy). Jest tylko... mężem swojej żony. Mimo to urząd zażądał od niego połowy VAT należnego.

Nie wiemy, jak małżonkowie rozliczają podatek dochodowy. Być może razem (są w związku od lat i łączy ich wspólność majątkowa, spełniają więc warunki takiego rozliczenia - art. 6 ust. 2 ustawy o PIT). Co innego jednak PIT, a co innego VAT. Nikomu tego tłumaczyć nie trzeba, z wyjątkiem... urzędu skarbowego.

Wprawdzie od 1 kwietnia 2013 r. działalność gospodarcza - w rozumieniu przepisów o VAT - obejmuje w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych. Lokal użytkowy jest zaś towarem (rzeczą), a jego wynajem ma charakter ciągły i zarobkowy. Jednak w opisywanej sprawie jedno było pewne - działalność gospodarczą prowadziła tylko żona, tyle że z wykorzystaniem wspólnego majątku. Miała, oczywiście, do tego prawo. Kodeks rodzinny nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości. Nie sposób więc zrozumieć, ani dlaczego urząd zażądał VAT od męża, ani dlaczego akurat połowy, a nie całego (skoro uznał, że małżonkowie tak mocno są ze sobą związani...). Wynajmowany lokal należy do nich obojga - objęty jest wspólnością majątkową, a w tej, jak wiadomo, udziałów się nie wyodrębnia, dopóki ona trwa. Nie można więc powiedzieć, że połowa lokalu jest męża, a połowa żony i de facto po połowie inkasują czynsz za wynajem. Teoretycznie - i wedle swojej własnej logiki, którą w tym przypadku przecież zastosował - fiskus mógłby więc poprosić męża o 100 proc. VAT należnego. Jak szaleć, to szaleć.

Oczywiście, na bok żarty.

Skoro kobieta prowadzi działalność, a mąż "wyłącznie" pozostaje jej mężem, to chyba jasne jest, kto jest podatnikiem VAT, a kto nim nie jest. Inna byłaby sprawa, gdyby żona zalegała z zapłatą danin i trzeba było je egzekwować. Fiskus mógłby wówczas sięgnąć (miałby do tego prawo) do majątku wspólnego. Mąż, jakkolwiek by na nie patrzeć, zapłaciłby (należącymi także do niego składnikami majątku) VAT należny od żony, z odsetkami i kosztami egzekucji. Tyle że to zupełnie inna historia. Nie oznacza to przecież, że zostałby uznany, tak jak chciał urząd, za podatnika VAT, lecz tylko tyle, że wybrał żonę, która niekoniecznie ma głowę do interesów...

Naturalnie, mogłaby się też zdarzyć historia, że oficjalnie tylko żona prowadzi działalność, a faktycznie zajmują się nią oboje. To jasne - a liczne interpretacje i wyroki sądów administracyjnych nie pozostawiają wątpliwości - że biznes prowadzą nie tylko ci, którzy dopełnili wymogów rejestracyjnych i formalnych, ale też ci, którzy zachowują się w określony sposób (przy czym inaczej jest to ujęte na gruncie PIT, a inaczej VAT). W opisywanym przez nas przypadku nie było o tym mowy.

Oczywiście, cała historia byłaby śmieszna, gdyby... nie wydarzyła się naprawdę.

@RY1@i02/2014/037/i02.2014.037.183000200.802.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak kierownik działu Gazeta Prawna

Krzysztof Jedlak

kierownik działu Gazeta Prawna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.