Dziennik Gazeta Prawana logo

Przedsiębiorca ma prowadzić biznes, a nie wykonywać pracę za fiskusa

28 kwietnia 2016

WYWIAD Aldona Załęska: Źle implementowaliśmy unijną dyrektywę, skutkiem czego urzędnicy zamiast walczyć z przestępcami, przerzucają wykonywanie swoich obowiązków na przedsiębiorców

Coraz więcej mówi się, że fiskus wystawia za oszustwa na VAT rachunek uczciwym firmom. Zgodzi się z tym pani?

Niestety tak. Organizatorzy podatkowych karuzel tak je układają, aby uczciwy podatnik był jednym z ogniw w długim łańcuchu dostaw. W ten sposób wydłużana jest droga, jaką fiskus i służby śledcze szukające beneficjentów oszustwa będą zmuszone pokonać. Jak pokazuje praktyka, urzędnicy właśnie w takim wypadku podejmują próby odzyskania straconych wpływów budżetowych od ofiar systemu, czyli uczciwych firm.

W jaki sposób?

Najczęściej stawia się zarzut nadużycia prawa do odliczenia podatku naliczonego z otrzymanych faktur. Jeśli taki przedsiębiorca podejmie spór z organem podatkowym, to w praktyce stoi na straconej pozycji. Jego sytuację komplikuje brak czytelnych regulacji odnoszących się do zagadnienia nadużycia prawa w ustawie o VAT. To bardzo trudna konstrukcja prawna i jej stosowanie wymaga od urzędników podatkowych dużej wiedzy. Muszą nie tylko znać przepisy, lecz również wyniki ich wykładni funkcjonalnej i systemowej. Innymi słowy muszą operować na podstawie tego, czego nie zapisano wprost w ustawie.

Ale przecież przepisy ustawy o VAT to wdrożenie regulacji unijnych. Określono w nich, kiedy przysługuje prawo do odliczenia, a kiedy nie.

Oczywiście jest to wdrożenie przepisów unijnej dyrektywy, ale wdrożenie nieudane. W kwestii prawa do odliczenia i jego nadużycia urzędnicy nie kierują się brzmieniem przepisów, lecz powołują na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE. Tezy z wybranych wyroków TSUE są wręcz przeklejane przez fiskus, który traktuje je tak, jakby były obowiązującym przepisem prawa. Chodzi przede wszystkim o twierdzenie, że podatnikowi nie przysługuje prawo do odliczenia, jeśli "powinien był wiedzieć, że poprzez nabycie towarów uczestniczy w transakcji związanej z przestępstwem w zakresie VAT". W ten sposób na przedsiębiorców nałożono powinności określonego zachowania, które nie wynikają wprost z przepisów polskiego prawa.

A czy weryfikowanie kontrahentów jest takie trudne? Oferta kupna towaru nieznanego pochodzenia za podejrzanie niską cenę powinna wzbudzić wątpliwości.

Owszem, taka oferta mogłaby sugerować, że kontrahent nie działa w pełni uczciwie, ale przecież sama niska cena o tym nie przesądza, a firmy na wolnym rynku mogą oferować ceny, jakie tylko zechcą. Fiskus ocenia pewne rzeczy wręcz uznaniowo, a jednocześnie żąda od uczciwego podatnika, aby podejmował aktywne działania w zakresie weryfikacji nie tylko kontrahentów, lecz nawet dalszych ogniw łańcucha. Realnie takie możliwości mają tylko organy państwa i nie mogą być one przerzucane na podatników.

Większość firm wprowadza procedury ostrożnościowe. One chyba powinny pomóc?

W teorii może i tak, ale zwyczajowo takie procedury są ukierunkowane na zabezpieczenie interesów podatnika wynikających z zawartych umów handlowych. Nawet najbardziej rozbudowane struktury wewnętrzne, które określą, jakie zasady współpracy z dostawcami i odbiorcami panują w firmie, nie zagwarantują bezpieczeństwa, jeśli urzędnicy fiskusa mogą wskazać na dowolną czynność, której wykonania rzekomo zaniechano. Fiskus nie może oczekiwać, że przedsiębiorcy podejmą czynności, które są zastrzeżone dla organów państwowych tylko po to, aby ochronić się przed działaniem oszusta. Nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych.

Czy taką opinię podziela orzecznictwo?

Coraz częściej tak. Chciałabym wskazać na wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z 28 października 2015 r. (sygn. akt I SA/Gd 1192/15) i z 24 lutego 2016 r. (sygn. akt I SA/Gd 1744/15). Potwierdzono w nich m.in., że wystarczy, aby przedsiębiorca sprawdził swojego kontrahenta w zakresie tego, czy jest on podatnikiem VAT (zarejestrowanym w systemie VIES), czy figuruje w ewidencji działalności gospodarczej, sprawdził numery REGON i NIP. Może też skorzystać z możliwości, którą daje art. 96 ust. 13 ustawy o VAT, tj. poprosić naczelnika urzędu skarbowego o potwierdzenie, czy kontrahent jest czynnym bądź zwolnionym podatnikiem. Z obu tych orzeczeń wynika, że wystarczy, aby podatnik zrobił właśnie tyle, i nie ma potrzeby dokonywania żadnych dodatkowych czynności. Wyroki nie są wprawdzie prawomocne, ale mam nadzieję, że zawartą w nich argumentację podzieli NSA, tym bardziej że są one mocno osadzone w całym systemie prawa. WSA uwzględnił przede wszystkim przepisy o tajemnicy skarbowej, tajemnicy przedsiębiorstwa i instytucję roszczenia informacyjnego. W ordynacji podatkowej jasno wskazano, co składa się na tajemnicę skarbową. Chodzi m.in. o dane dotyczące rozliczeń z fiskusem. Jeśli więc urzędnicy nakazują podatnikowi np. sprawdzenie źródła pochodzenia towarów, to muszą się liczyć z tym, że realnie nie ma on takich możliwości. Pozyskanie takich danych wymaga bowiem dostępu do danych objętych tajemnicą skarbową. I tu koło się zamyka, bo mógłby je pozyskać sam fiskus, ale swój obowiązek przerzuca na podatnika.

W naszym prawie brak jest też instytucji roszczenia informacyjnego. Chodzi o upoważnienie określonego podmiotu do wglądu w dokumentację posiadaną przez inny podmiot oraz o zobowiązanie tego drugiego podmiotu do udzielenia takiej informacji i okazanie dokumentacji. Ale wprowadzenie takiego roszczenia ogranicza prawa konstytucyjne, co wynika z wyroku Trybunału Konstytucyjnego, sygn. akt P 18/09. Musi być więc uzasadnione interesem publicznym i być określone w przepisach rangi ustawowej. Tymczasem fiskus żąda od podatników, aby działali w sposób porównywalny do wystosowania roszczenia informacyjnego, chociaż nie zdecydowano się na wprowadzenie tej instytucji do ustawy o VAT.

Wspomniała pani o tym, że urzędnicy powołują się na wyroki TSUE. Może faktycznie idzie to za daleko, ale z drugiej strony TSUE wyraził pewne opinie dotyczące tego, kiedy ofiary przestępstw VAT mogą odliczyć daninę.

W moim przekonaniu organy podatkowe odczytały opinię TSUE niewłaściwie. Wyrażenie "podatnik powinien był wiedzieć" skutkuje przerzuceniem na niego obowiązku podejmowania bliżej nieokreślonych działań pod zagrożeniem bardzo konkretnych sankcji. Może bowiem skorzystać z prawa do odliczenia tylko wtedy, gdy udowodni zachowanie należytej staranności bądź to, że działał w dobrej wierze. Chciałabym też zwrócić uwagę na to, że stwierdzenie "podatnik powinien był wiedzieć" w orzecznictwie TSUE i polskich sądów stosowane jest zamiennie z "podatnik nie mógł wiedzieć" bądź "podatnik nie miał podstaw podejrzewać". To oczywiście zmienia cały kontekst i kieruje uwagę urzędników na fakty, które przedsiębiorca znał przy dokonywaniu danej transakcji, a nie dodatkowe czynności, które powinien podjąć, chcąc zrealizować prawo do odliczenia. To zaś pozwala rozróżnić sytuację, gdy uczciwy podatnik nie ma wpływu na przestępczą działalność kontrahentów, od sytuacji, gdy ma taką wiedzę, ale decyduje się np. na realizację dostawy. Ofiarami karuzel są najczęściej firmy niepowiązane osobowo czy kapitałowo z przestępcami. One zaś przy okazji transakcji mają o niej określone dane, np. umowy handlowe, notatki. Trudno więc mówić o tym, że dochodzi do celowego kształtowania stosunków z kontrahentem tak, aby umożliwić wyłudzenie VAT. Warto też przypomnieć, że z orzecznictwa TSUE, np. wyroku z 21 lutego 2006 r. (sygn. akt C-255/02), wynika, że w ocenie tego, czy doszło do nadużycia prawa, należy brać pod uwagę występowanie powiązań natury prawnej, ekonomicznej, osobowej pomiędzy podmiotami biorącymi udział w transakcjach. Jeśli ich nie ma, trudno nie uznać, że uczciwy przedsiębiorca mógłby tylko formalnie weryfikować, czy jego kontrahent jest oszustem.

Może warto wprowadzić wskazówki co do postępowania uczciwych przedsiębiorców wprost do ustawy?

Tak. Uważam, że powinna znaleźć się w niej klauzula ogólna wzorowana na art. 5 kodeksu cywilnego. W konsekwencji odliczenie VAT nie byłoby realizowane tylko wtedy, gdy służyłoby nadużyciu prawa. Dziś wprawdzie w tym samym zakresie wykorzystywane są przepisy art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a i c dotyczące czynności niedokonanych i pozornych, ale to nie jest dobra droga. Nie są to przepisy wyjątkowe dotyczące sposobu wykonywania prawa do odliczenia, a zwykłe regulacje, które współkształtują jego treść. To pozwala fiskusowi na zbyt dużą swobodę interpretacyjną i przerzucenie na podatników ciężaru dowodu na uprawdopodobnienie tego, że transakcja była realna. Urzędnicy oceniają np. jej zasadność ekonomiczną. Na szczęście błędy ustawodawcy i fiskusa naprawiają sądy. We wspomnianym już wyroku gdańskiego WSA (I SA/Gd 1744/15) stwierdzono, że art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a jest w zgodzie z prawem unijnym, o ile służy jako narzędzie do zapobiegania nadużyciom prawa. Na skutek tego fiskus musi przeprowadzić pełne postępowanie dowodowe, aby uzasadnić, że doszło do nadużycia takiego uprawnienia. Innym przykładem jest orzeczenie NSA z 25 lutego 2015 r. (sygn. akt I FSK 93/14). Sąd kasacyjny wyraził w nim pogląd, że konstrukcja nadużycia prawa do odliczenia przybiera postać klauzuli generalnej społeczno-gospodarczego przeznaczenia tego uprawnienia. Sądy wyręczają więc ustawodawcę i urzędników fiskusa.

A dlaczego zapisanie takiej klauzuli generalnej w ustawie będzie tak ważne?

W moim przekonaniu wzmocni się pozycja uczciwych podatników w ewentualnym sporze z fiskusem. Spór z urzędnikami nabierze charakteru sporu o przepisy materialne i nie będzie skupiał się na ocenie gromadzonych dowodów. Klauzula jest przepisem prawa materialnego, musi być zgodna z całym systemem prawa i wyważyć wszelkie sporne interesy. Zwykli przedsiębiorcy będą mogli skupić się na prowadzeniu biznesu, a nie weryfikacji tysięcy kontrahentów.

@RY1@i02/2016/082/i02.2016.082.05000040b.802.jpg@RY2@

fot. wojtek górski

Mec. Aldona Załęska, doradca podatkowy

Rozmawiał Mariusz Szulc

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.