Fiskus kontra nielegalne nalewki. Wojna trafiła na lokalne festyny
Do września 2017 r. urzędnicy nawiedzili 112 festynów. Posypały się mandaty i konfiskaty, wybuchł też medialny skandal. Ale tempo i tak trochę zwolnili, bo w 2016 r. skarbówka skontrolowała 248 imprez plenerowych. Skonfiskowała na nich ponad 1200 litrów nielegalnego alkoholu
Skarbówka szaleje na imprezach plenerowych
O co w tym chodzi? Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, bo pojawiły się już dwa zupełnie przeciwstawne przekazy medialne. W każdym z nich można znaleźć większe lub mniejsze ziarnko prawdy. Krajowa Administracja Skarbowa tłumaczy swoją aktywność obowiązującymi przepisami. Wskazuje też na podziękowania ze strony legalnej branży alkoholowej, która cierpi przez nieuczciwą konkurencję. Chodzić ma o przestępców, którzy przy okazji regionalnych festynów sprzedają pod postacią nalewek odkażony alkohol. Na tym zaś cierpią zarówno legalne firmy, budżet, jak i... sami konsumenci, którzy kupując i spożywając taki alkohol, narażają się na kłopoty ze zdrowiem. Z drugiej jednak strony głośne kary nałożone na koło gospodyń wiejskich i przerywanie tradycyjnych festynów nie przysparza fiskusowi sympatii. Politycy i przedstawiciele samorządu rolniczego wskazują, że urzędnicy niszczą lokalny folklor i to w imię walki z zagrożeniem, którego tak naprawdę nie ma. Ale urzędnicy twierdzą, że lokalny festyn ma być jedynie lokalnym festynem, a nie - jak twierdzą - miejscem opanowanym przez wyłudzającą akcyzę mafię. Trudno więc jednoznacznie ocenić, gdzie leży prawda, ale faktem jest, że walka z nielegalnym alkoholem to nie tylko polska specyfika. W innych krajach głównym wyzwaniem dla skarbówki stał się jednak przemyt, a nie miejscowe jarmarki.
Małym jest trudniej
Prawdą niewątpliwie jest jedno. Mały producent, który chce zacząć legalnie sprzedawać lokalny alkohol, musi uzbroić się w cierpliwość i być prawdziwym zapaleńcem. Najlepszym przykładem jest wieloletnia batalia o legalizację sprzedaży łąckiej śliwowicy, którą stoczył Krzysztof Mauer. Kiedy w końcu udało mu się spełnić wymogi podatkowe, inspekcji ochrony środowiska oraz sanepidu, to okazało się, że na jego butelkach nie może pojawić się powszechnie znana nazwa, bo zastrzegł ją lokalny samorząd. Innym przykładem jest Karol Majewski, który po zalegalizowaniu produkcji nalewek podkreślał na łamach prasy, że ciągle jest kontrolowany przez siedmiu ministrów. Wiele osób, które mają mniej cierpliwości i nie chcą toczyć podobnych batalii, najzwyczajniej więc sprzedaje alkohol w szarej strefie. Narażają się przy tym nie tylko na wysokie grzywny, ale nawet na karę więzienia. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa produkcji trunku, czyli odpowiedź na pytanie, czy księżycówka, cytrynówka itp., na którą mamy właśnie ochotę, nie została wyprodukowana na bazie całkowicie bądź mocno skażonego alkoholu, który powinien być składnikiem kosmetyków albo rozpuszczalników. Takie właśnie przypadki się zdarzają (nie tylko w Polsce), a wręcz są nagminne - odpowiada na zarzuty skarbówka, przekonując, że jej kontrole są konieczne. Przeciwnicy fiskusa oburzają się, że w ten sposób koło się zamyka. Być może przyszedł więc czas na zmianę przepisów i państwowy nadzór nad produkcją regionalnych alkoholi. Podobne rozwiązanie już przetestowano przy okazji uchwalonej nowelizacji niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników z 16 listopada 2016 r. (Dz.U. poz. 1961).
@RY1@i02/2017/199/i02.2017.199.18300020a.801(c).jpg@RY2@
Nielegalny handel w liczbach
Niebezpieczny denaturat
Regulacje podatkowe zostały już odpowiednio znowelizowane, tak aby oszustom było trudniej. Dzięki temu urzędnicy dostali w swoje ręce cały arsenał nowych broni, który pozwoli im zwalczyć produkcję alkoholu z denaturatu. Jego sprowadzenie z innego kraju UE oznacza teraz konieczność spełnienia wielu nowych obowiązków, m.in. prowadzenie specjalnego rejestru. Branża wprawdzie wskazuje, że przestępcy znaleźli już nowe sposoby i korzystają obecnie z częściowo skażonego alkoholu, ale i tak jest im o wiele trudniej.
PSL przygotowuje projekt ustawy, która ureguluje te kwestie, podobnie jak rozwiązaliśmy kwestie związane ze sprzedażą bezpośrednią. Jest jednak coś, co żadną ustawą nie da się zapisać, chodzi o zdrowy rozsądek. Apeluję, by pań z kół gospodyń wiejskich i miejskich nie traktować jak przestępców
biuro prasowe PSL
Cały proceder znalazł się pod lupą i fiskus nie odpuści nikomu, a więc nawet sprzedawcom księżycówki. Być może zatem nieprędko doczekamy się obrazków rodem z chorwackiej Dalmacji, gdzie turyści bez problemu mogą nabyć lokalną rakiję bądź wino.
OPINIE EKSPERTÓW
Takie akcje niszczą lokalny folklor
@RY1@i02/2017/199/i02.2017.199.18300020a.802.jpg@RY2@
Jakub Stefaniak biuro prasowe PSL
Produkty tradycyjne i regionalne prezentują nie tylko lokalne, ale i narodowe zwyczaje. To nasza duma i chluba, szczególnie w małych społecznościach. W Polsce powoli odradza się zapotrzebowanie na różnorodne produkty tradycyjne i regionalne sięgające do rozmaitych tradycji kulinarnych. Te dostępne na lokalnych uroczystościach różnią się od produkowanych masowo, bo oprócz wyjątkowej receptury zawierają np. wyłącznie naturalne składniki pochodzenia lokalnego. Większość z nich (np. nalewki) osiąga pełną dojrzałość i najlepszy smak dopiero po kilku latach leżakowania, czego brakuje większości produktów wytwarzanych na skalę masową. Chodzi o smak i lokalną tradycję, a nie zysk. Uważamy, że skandalem jest niszczenie małych wytwórców lokalnych produktów. Przy tak niewielkich przedsięwzięciach prowadzonych np. przez koła gospodyń wiejskich dodatkowe obciążenia finansowe to pewna śmierć lokalnego dziedzictwa kulinarnego. PSL przygotowuje projekt ustawy, która ureguluje te kwestie, podobnie jak rozwiązaliśmy kwestie związane z sprzedażą bezpośrednią. Jest jednak coś, co żadną ustawą nie da się zapisać, chodzi o zdrowy rozsądek. Apeluję, by pań z kół gospodyń wiejskich i miejskich nie traktować jak przestępców.
Tradycja tak, łamanie prawa nie
@RY1@i02/2017/199/i02.2017.199.18300020a.803.jpg@RY2@
Ryszard Woronowicz Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy
Branża spirytusowa jest obecnie najbardziej regulowaną branżą w Polsce. Restrykcyjne przepisy dotyczące produkcji, składowania i obrotu alkoholi miały w zamyśle ustawodawców m.in. wyeliminować nielegalną ich produkcję oraz sprzedaż. Obecnie od przepisów tych nie ma absolutnie żadnych wyjątków. Podlegają im zarówno duże przedsiębiorstwa, ale też mali tzw. domowi wytwórcy, produkujący np. nalewki na własny użytek. Niezależnie jednak od tych rygorów, nielegalny obrót alkoholem oraz wprowadzenie do obrotu alkoholu niewiadomego pochodzenia jest poważnym problemem polskiej gospodarki. Wartość rynku wyrobów alkoholowych w Polsce jest szacowana na ok. 50 mld zł. Szara strefa, według różnych ocen, może wynosić od kilkunastu, do nawet 20 proc. tej wartości. To pokazuje skalę problemu nie tylko w odniesieniu do strat ponoszonych przez budżet państwa z tytułu nieodprowadzonej akcyzy i podatków, ale też ogromu zagrożeń zdrowotnych związanych z konsumpcją alkoholu o nieznanym pochodzeniu.
Niewielka domowa produkcja nalewek oraz ich sprzedaż na lokalnych festiwalach gastronomicznych nie są zagrożeniem dla branży spirytusowej. Co więcej, to element polskiej tradycji i dziedzictwa kulturowego wart wspierania i dbałości o rozwój. Konieczne są jednak takie zmiany w prawie, które umożliwią małym lokalnym wytwórcom legalną działalność, bez obaw o konflikt z prawem. Póki co taki konflikt istnieje i nie należy się dziwić, że odpowiednie służby egzekwują przestrzeganie prawa. Jest to tym bardziej istotne, że jak się okazuje, większość nalewek sprzedawanych na festynach, targowiskach, za pośrednictwem internetu, a także od zaufanego sąsiada nie pochodzi z własnej produkcji, lecz jest wytwarzana na bazie oczyszczonego spirytusu, który pierwotnie był skażony chemicznie i przeznaczony do celów niespożywczych. Potwierdzają to wyniki badań laboratoryjnych. W Polsce co roku giną miliony litrów spirytusu skażonego. Targi regionalne są jednym z najważniejszych kanałów dotarcia do konsumentów dla legalnych, rodzinnych firm. Dziś muszą one tam konkurować z grupami przestępczymi, które podszywają się pod regionalnych producentów i nie płacą podatków, akcyzy. W efekcie dochodzi do kuriozalnych przypadków, kiedy na sąsiednich stoiskach sprzedawane są podobne wyroby, których cena różni się trzykrotnie na niekorzyść legalnego producenta. Wytwórca działający w zgodzie z przepisami, wytwarzający nalewki na alkoholu z legalnego źródła nie jest w stanie konkurować cenowo ze sprzedawcą wyrobów niewiadomego pochodzenia, będących poza kontrolą skarbową, zdrowotną i sanitarną. Tu leży problem, a nie w kontrolach przeprowadzanych przez powołane do tego służby. Ze swej strony ZPPPS będzie wspierał wszelkie rozwiązania legislacyjne wspomagające małych legalnych wytwórców, zaś polityków zachęcał do złożenia propozycji zmian w prawie.
Gruczno symbolem
O zainteresowaniu fiskusa nielegalnymi nalewkami zrobiło się głośno pod koniec sierpnia 2017 r., gdy funkcjonariusze KAS z Bydgoszczy, Łodzi i Warszawy wsparci policjantami ze Świecia odwiedzili Festiwal Smaku w Grucznie. Skutkiem tego była konfiskata 190 litrów nielegalnego alkoholu i wystawienie kilkunastu mandatów na ok. 4 tys. zł. Pikanterii dodaje fakt, że jeszcze w 2012 r. celnicy mieli w Grucznie na Festiwalu Smaków własne stoisko i dobrze się tam bawili. Wtedy jednak na imprezie miało już nie być alkoholu. Kilka dni po akcji w Grucznie słynne już stały się mandaty nałożone na koło gospodyń wiejskich z gminy Chąśno. Podczas corocznej Biesiady Łowickiej kobietom zarekwirowano około 30 litrów alkoholu bez banderoli. Funkcjonariusze KAS zaczęli akcję natychmiast po tym, jak pierwszy klient skusił się na oferowaną przez nie nalewkę. Wystarczy pobieżna nawet lektura komentarzy na działania fiskusa w internecie, aby dowiedzieć się, że alkohol zaczął znikać z innych podobnych imprez. Często powodem są anonimowe donosy "życzliwych", którzy sami nasyłają fiskusa na konkurencję.
Jakie są powody walki i jej koszty
Kontrole wzbudziły ogromne poruszenie także wśród parlamentarzystów, którzy zaczęli składać w tej sprawie interpelacje i pytania poselskie. Pytali o motywacje fiskusa i koszty jego działań
Polski fiskus uzasadnia swoją walkę z odkażanym alkoholem tym, że jego spożycie może prowadzić do śmierci. Przykłady łatwo znaleźć nawet za naszą południową granicą, gdzie w 2012 r. zmarło 38 osób zatrutych metanolem (dodatkowe cztery umarły w Polsce). W 2001 r. 68 osób zmarło, a kilkadziesiąt zostało kalekami po wypiciu metanolu w Estonii (skażony alkohol miał służyć do produkcji nalewek). Między 2002 a 2004 r. osiem osób zmarło w wyniku zatrucia alkoholowego w Norwegii. Co ciekawe, bardzo wiele takich przypadków miało miejsce też w Indiach, Kenii i Mozambiku, a więc nie jest to tylko polska specyfika.
W odpowiedzi z 21 września 2017 r. na interpelację nr 15139 wiceminister finansów Piotr Walczak podkreślił, że zanim doszło do interwencji w Grucznie, to kujawsko-pomorscy funkcjonariusze KAS wykryli w okolicy ogromne ilości odkażonego alkoholu. Tylko w Nowej Wsi koło Grudziądza trafili na mobilną linię produkcyjną do odkażania denaturatu i 2 tys. litrów "odkażanki" - tłumaczył wiceminister. Podkreślał, że lokalny KAS miał powody przypuszczać, że taki właśnie niebezpieczny dla zdrowia alkohol znajdzie się w Grucznie.
Z kolei w odpowiedzi na interpelację nr 15357 z 29 września 2017 r. wiceminister Walczak dodał, że niektórzy wystawcy z Gruczna dziękowali KAS za jej akcję. Zapewnił, że każdy przedsiębiorca (producent alkoholu), który zarejestruje się jako podatnik akcyzy, oznaczy swój trunek banderolami i spełni wymagania z innych przepisów, otrzyma pomoc od urzędników KAS. Walczą oni tylko z szarą strefą, a nie legalnie działającymi przedsiębiorcami - podkreślił wiceminister Walczak. Odpowiadając z kolei na pytanie poselskie zadane 14 września 2017 r., wskazał, że skarbówka jest otwarta na dyskusję o tym, jak walczyć z nielegalnym alkoholem, ale jakiekolwiek przepisy w tym zakresie (ich liberalizacja) muszą być wprowadzane w sposób przemyślany. Wystarczy bowiem jeden fałszywy krok, aby skorzystali z niego przestępcy, a zarobione środki zainwestowali w dalszą działalność.
A ile kosztowały nas wszystkich akcje skarbówki? Zamknęły się one w "bieżących kosztach" działalności KAS - zapewnił wiceminister. Podkreślił też, że celem skarbówki nie są "koła gospodyń wiejskich" ani jacykolwiek inni przypadkowi dystrybutorzy alkoholu.
OPINIE EKSPERTÓW
Czas na zwolnienie jak dla produktów regionalnych
@RY1@i02/2017/199/i02.2017.199.18300020a.804.jpg@RY2@
Wiktor Szmulewicz prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych
Pojawiające się w ostatnim czasie medialne informacje o konfiskowaniu przez funkcjonariuszy KAS alkoholu bez akcyzy, produkowanego przez lokalnych wytwórców lub koła gospodyń wiejskich, budzą niepokój samorządu rolniczego. Tego typu produkty regionalne, a także produkcja polegająca na wyrobie tradycyjnych nalewek alkoholowych na niewielką skalę, powinny być wyłączone spod opodatkowania podatkiem akcyzowym. Widzę tu analogię do przepisów, które pozwalają rolnikom na sprzedaż żywności wyprodukowanej we własnym gospodarstwie w ramach rolniczego handlu detalicznego i nie płacić podatku do określonej kwoty (20 tys. zł). Regionalne nalewki i tego typu produkty nie powinny być traktowane jak każdy ogólnodostępny asortyment. Są to przecież procedury tradycyjne i regionalne, których zachowanie powinno być objęte szczególną ochroną, także prawną i podatkową, To nie tylko zwykła produkcja alkoholu, ale również dziedzictwo i kultura wsi kultywowana od lat, którą poprzez odpowiednie regulacje prawne państwo powinno wspierać i chronić.
Podatek to duże obciążenie
@RY1@i02/2017/199/i02.2017.199.18300020a.805.jpg@RY2@
Jacek Arciszewski doradca podatkowy
Alkohole regionalne, takie jak śliwowica lub też różnego rodzaju nalewki, przyjemnie konsumować. Warto jednak pamiętać, że surowcem do ich wytworzenia jest alkohol etylowy, a więc wyrób akcyzowy, który cechuje najwyższa z możliwych stawka podatku akcyzowego, kształtująca się na poziomie 5704 zł od 1 hektolitra alkoholu etylowego 100% vol. zawartego w gotowym wyrobie. Zresztą sam produkt gotowy w postaci ww. alkoholu regionalnego jest wyrobem akcyzowym, a dokładniej alkoholem etylowym, szeroko definiowanym na potrzeby ustawy o podatku akcyzowym. Wysokość stawki podatku przewidziana dla alkoholu etylowego, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z czystym spirytusem, czy też wyrobem gotowym w postaci nalewki, powinna skłaniać do refleksji tych, którzy wprowadzają na rynek takie specjały, czy dochowane zostały wszystkie warunki przewidziane przepisami prawa podatkowego. Tym bardziej, że nalewki jako klasyfikowane do pozycji Nomenklatury Scalonej 2208 (alkohol etylowy nieskażony o objętościowej mocy alkoholu mniejszej niż 80 proc. obj.; wódki, likiery i pozostałe napoje spirytusowe) zostały wymienione w wykazie wyrobów objętych obowiązkiem oznaczania znakami akcyzy. A to oznacza, że przed sprzedażą takie nalewki powinny zostać prawidłowo opatrzone banderolami.
Moim zdaniem problemy związane z dystrybucją nalewek wynikają z dwóch przyczyn. Po pierwsze z przekonania, że o ile od surowca, np. spirytusu lub wódki zapłacona została akcyza, to produkt gotowy, np. nalewka może być wytwarzany bez zachowania jakichkolwiek warunków przewidzianych w prawie akcyzowym. Drugim czynnikiem jest pośrednie wywodzenie tego samego z faktu, że zarówno dyrektywy unijne, jak i sama ustawa o podatku akcyzowym nie wymaga, aby produkcja nalewek następowała w składzie podatkowym, o ile zapłacona akcyza od surowca (alkoholu etylowego) jest co najmniej równa przewidzianej od wyrobu gotowego (nalewka). Nic bardziej mylnego. Proces wytwarzania nalewek jest niewątpliwie produkcją alkoholu etylowego w rozumieniu ustawy o podatku akcyzowym, a ta rodzi obowiązek podatkowy. Na szczęście, co zostało już wyżej wskazane, wytwarzanie nalewek, o ile do ich produkcji użyto surowca z zapłaconą akcyzą, nie wymaga działań w składzie podatkowym przy założeniu, że od gotowego wyrobu należny podatek nie byłby wyższy od zapłaconego od surowca. Dodatkowo, zawsze w takiej sytuacji istnieje możliwość odliczenia daniny wcześniej zapłaconej, co powinno sprawić, że produkcja nalewek nie będzie wymagać zapłaty akcyzy od wyrobów gotowych.
Obowiązku oznaczania nalewek banderolami przed ich sprzedażą również nie unikniemy, w tym konieczności zapłaty za wytworzenie tych banderol oraz wartości podatkowych znaków akcyzy. Należy jednak wskazać, że zanim wystąpimy o wydanie znaków akcyzy, powinniśmy się po pierwsze zarejestrować jako podatnik. Z kolei samo wytwarzanie nalewek oraz konieczność nanoszenia na nie znaków akcyzy generuje szereg obowiązków o charakterze deklaracyjno-ewidencyjnych, do których dopełniania obowiązany jest każdy przedsiębiorca prowadzący działalność w takim zakresie.
Produkcja nalewek, czyli biurokracja
Sprzedawca, który zdecyduje się na handel regionalnymi nalewkami na festynie, musi spełnić warunki określone w przepisach co najmniej kilku ustaw. W praktyce samodzielna produkcja alkoholu, którym można legalnie częstować klientów, nie jest więc prosta, a osoby fizyczne obowiązują te same same wymogi, co przedsiębiorców z branży spirytusowej
Pierwszym problemem są wymagania zapisane w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z 26 października 1982 r. (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 487 ze zm.). Zgodnie z jej art. 9 par. 6 - sprzedaż detaliczną napojów zawierających powyżej 4,5 proc. alkoholu (poza piwem) należy prowadzić w ściśle określonych miejscach. Chodzi o:
● sklepy branżowe,
● wydzielone stoiska w samoobsługowych placówkach handlowych o powierzchni sprzedażowej powyżej 200 mkw.,
● pozostałe placówki samoobsługowe oraz inne placówki handlowe, w których sprzedawca prowadzi bezpośrednią sprzedaż napojów alkoholowych.
Artykuł 14 ust. 1 par. 3 ustawy zasadniczo zabrania sprzedaży alkoholu w miejscach i w czasie masowych zgromadzeń. Co zatem musi zrobić sprzedawca, który mimo wszystko chce to robić? Kluczowy jest art. 18 ustawy wprowadzający wymóg uzyskania zezwolenia od burmistrza, wójta bądź prezydenta miasta. Pozytywna decyzja musi być jednak poprzedzona opinią gminnej komisji ds. rozwiązywania problemów alkoholowych. Osoba, która chce uzyskać takie jednorazowe zezwolenie, musi jednak spełnić wiele dodatkowych warunków określonych w art. 18 ust. 7 ustawy. Chodzi m.in. o wniesienie opłaty, kupno alkoholu tylko od przedsiębiorcy, który posiada zezwolenie na jego hurtową sprzedaż itp. Zgodnie z art. 181 ustawy skorzysta jednak z pewnych benefitów, np. zapłaci 1/12 opłaty rocznej.
Przepisy o wyrobie napojów spirytusowych
Wymogi dla regionalnych nalewek wprowadza również ustawa z 18 października 2006 r. o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 822). Tym razem chodzi jednak o samą ich produkcję. Osoba, która się na to zdecyduje, powinna uzyskać wpis do specjalnego rejestru prowadzonego przez ministra rolnictwa. Jeśli tego nie zrobi, a nadal będzie "wyrabiała lub rozlewała" nalewki, to musi liczyć się z karą grzywny, ograniczenia wolności bądź jej pozbawienia do roku. Jeśli chodzi o napoje spirytusowe znacznej wartości, może pójść do więzienia nawet na dwa lata. Wynika to z art. 44 ust. 1 i 2 ustawy.
!Przedsiębiorcy, który nie spełni ustawowych warunków, a mimo to będzie sprzedawać alkohol, grozi grzywna oraz ewentualnie przepadek trunków.
Ministerstwo Finansów i branża spirytusowa są też przekonane, że wiele z regionalnych nalewek powstało z odkażonego alkoholu. Za taki proceder sprzedawcom również grożą sankcje. Określa je art. 13 ustawy z 2 marca 2001 r. o wyrobie alkoholu etylowego oraz wytwarzaniu wyrobów tytoniowych (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz 206).
Konieczne są takie zmiany w prawie, które umożliwią małym lokalnym wytwórcom legalną działalność, bez obaw o konflikt z prawem. (...) Dziś na festynach grupy przestępcze (niepłacące akcyzy) podszywają się pod regionalnych producentów, a na sąsiednich stoiskach sprzedawane są podobne wyroby, których cena różni się trzykrotnie na niekorzyść legalnego producenta
Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy
Konieczna akcyza
Kolejne obowiązki wprowadzają przepisy ustawy z 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 43 ze zm.). Po pierwsze, produkcja nowego wyrobu alkoholowego (w tym przypadku nalewki - wyrobu spirytusowego) musi być co do zasady dokonywana w składzie podatkowym. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy chodzi o trunek z zapłaconą już akcyzą, co potwierdzają m.in. interpretacje dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 17 maja 2017 r., nr 0111-KDIB3-3.4013.27.2017.1.MS i 2 sierpnia 2017 r., nr 111-KDIB3-3.4013.104.2017.1.MS.
Jako producent wyrobów alkoholowych taka osoba ma też status podatnika akcyzy i powinna zasadniczo zarejestrować się w urzędzie skarbowym. Wyprodukowana i sprzedawana potem nalewka powinna też być oznaczona banderolą, co podwyższy jej cenę (art. 114 ustawy).
To nie koniec, bo producent nalewek musi liczyć się z tzw. urzędowym sprawdzeniem. Urzędnicy Krajowej Administracji Skarbowej mogą i powinni kontrolować, czy produkcja alkoholu spełnia wszelkie wymagane warunki. Podstawą do tego są art. 74 i art. 106 ustawy z 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej (Dz.U. z 2016 r. poz. 1947 ze zm.) oraz rozporządzenie ministra rozwoju i finansów z 5 kwietnia 2017 r. w sprawie urzędowego sprawdzenia (Dz.U. poz. 778). Ten ostatni dokument w par. 3 pkt 3 określa listę dokumentów, które powinien przygotować producent regionalnych nalewek na okoliczność wizyty urzędników KAS.
Sankcje karne skarbowe
Sprzedawcy nalewek, który zdecyduje się naruszyć procedurę, grożą również sankcje określone w kodeksie karnym skarbowym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2137 ze zm.). Chodzi głównie o art.62, 63, 65, 69a tego aktu prawnego.
19 mln zł - tyle może wynieść grzywna zarówno za produkcję alkoholu poza składem podatkowym, jak też jego sprzedaż bez banderoli bądź oznaczenie trunku fałszywymi lub podrobionymi banderolami itd. Dla porównania minimalna wysokość takich mandatów to 200 zł (1/10 najniższego wynagrodzenia).
Co więcej, za popełnienie niektórych czynów, np. za produkcję alkoholu poza składem podatkowym, można trafić do więzienia nawet na dwa lata.
W walce pomagają też zmiany prawa
W wyniku tegorocznej nowelizacji ustawy o akcyzie zmniejszyła się produkcja oczyszczonego denaturatu. Z kolei wprowadzenie pakietu przewozowego ograniczyło nielegalny handel
Odkażony alkohol, który skonfiskowała skarbówka na regionalnych festiwalach, nie pojawił się w naszym kraju znienacka. Od wielu lat na terenie Polski sprzedawane były niebezpieczne dla zdrowia trunki, które produkowano po uprzednim oczyszczeniu denaturatu. Zmieniały się tylko kraje, z którego pochodził skażony alkohol. Proceder był prosty i bardzo opłacalny. Przestępcy wykorzystywali do tego luki w unijnym prawie.
Intratny proceder
Zgodnie z art. 27 dyrektywy 92/83/EWG z 19 października 1992 r. państwa unijne mogą zwolnić z podatku alkohol skażony "zgodnie z wymogami każdego państwa członkowskiego". Do lipca 2013 r. legalnych było 40 metod takiego skażania. Alkohol mógł być sprzedany do innego państwa bez akcyzy jako składnik np. kosmetyków, rozpuszczalników bądź niezbędnik do czyszczenia linii produkcyjnych w fabrykach. Tyle teoria, bo w praktyce wiele z tych 40 metod skażania było łatwo odwracalnych. Innymi słowy nietrudno było stworzyć trunek, który mógł być oferowany do spożycia. Przestępca działał w szarej strefie i był o wiele tańszy od konkurencji, skoro nie musiał się martwić ani biurokracją, ani podatkami. Branża spirytusowa szacowała, że na kilkanaście milionów litrów takiego nielegalnego alkoholu celnicy konfiskowali około pół miliona. Dla uzmysłowienia sobie skali strat warto przypomnieć ustalenia Najwyższej Izby Kontroli, z których wynika, że tylko w latach 2005-2007 alkohol z Ukrainy sprowadzany pod przykrywką innych wyrobów spowodował straty rzędu 2,3 mld zł. Nieskonfiskowany mieli kupować konsumenci w formie nalewek. Problem był ogólnounijny, więc to Bruksela postanowiła działać. W lipcu 2013 r. w życie weszło unijne rozporządzenie wykonawcze z 21 lutego 2013 r. (Dz.Urz. UE z 2013 r. L 49, s. 55). Wynika z niego, że skażanie jest dozwolone jedynie tzw. euroskażalnikiem bądź jedną z metod, które Komisja Europejska zgodziła się nadal tolerować.
Wszystkie oczy na Węgry
Wtedy właśnie bardzo szybko zaczęło rosnąć zapotrzebowanie na alkohol skażany tzw. metodą węgierską. infografika Ciągle była ona legalna, a jednocześnie dla przestępców łatwa do odwrócenia. Wystarczyło więc kupić alkohol skażony metodą węgierską jako składnik np. kosmetyków. Zgodnie z art. 30 ust. 9 pkt 1 ustawy o podatku akcyzowym korzystał on ze zwolnienia od daniny, bo był skażony środkami wskazanymi przez "dowolne państwo członkowskie UE" i nie była to metoda zabroniona przez Brukselę. Zarówno Polska, jak i Węgry są w strefie Schengen, a więc alkohol wjeżdżał bez przeszkód do naszego kraju i trafiał do przestępcy. Fiskus mógł oczywiście podejrzewać oszustwo i być nieufnym, ale dopóki nie złapał nikogo za rękę, dopóty musiał uznać, że wszystko jest zgodne z prawem. Odkażony alkohol trafiał jednak do konsumentów, budząc tym irytację ministra finansów (do budżetu nie trafiała ani złotówka akcyzy), legalnej konkurencji (z takim rywalem nie miała szans), a nawet służb medycznych (odkażony denaturat jest niebezpieczny dla zdrowia). Przedsiębiorcy przedstawiali swoje problemy na przykładzie. Koszt produkcji spirytusu wynosi średnio 1,5 zł, podczas gdy akcyza to aż 57 ł od litra. Podmiot sprowadzający cysterną 25 tys. litrów skażonego alkoholu z Węgier płaci 0 zł podatku. Jeśli go potem odkazi i sprzeda jako czysty, naruszy prawo. Gdyby jednak nabył taką samą ilość nieskażonego alkoholu w Polsce, to zapłaciłby za nią 1 mln 460 tys. zł akcyzy.
Urzędnicy skarbowi oprócz kontroli nie mieli żadnych szans na wygraną z przestępcami. Co więcej, spory o zwolnienie dla alkoholu skażonego metodą węgierską przegrywali przed Naczelnym Sądem Administracyjnym (np. wyroki z 14 czerwca 2016 r., sygn. akt I GSK 1708/14 i I GSK 1711/14). Nadszedł czas na zmiany w prawie.
Nowy początek
Aby wygrać tę wojnę, Ministerstwo Finansów zdecydowało się na wprowadzenie pakietu alkoholowego. Mowa o nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym, która weszła w życie 27 maja 2017 r. (Dz.U. z 2017 r. poz. 937).
Po pierwsze, zlikwidowano w niej zwolnienie dla alkoholu skażonego metodą węgierską. Ze znowelizowanego art. 30 ust. 9 pkt 1 ustawy o podatku akcyzowym wynika, że z preferencji może nadal korzystać denaturat całkowicie skażony metodami dopuszczalnymi w każdym kraju UE (euroskażalnik) albo metodami określonymi w rozporządzeniu naszego ministra finansów. Mowa o rozporządzeniu z 22 grudnia 2015 r. (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1691) znowelizowanym w dokumencie z 7 lipca (Dz.U. z 2016 r. poz. 1028). Skutkiem tego alkohol łatwy do odkażenia nie był jednocześnie wolny od podatku.
To jednak nie koniec zmian. Firma, która sprowadza do Polski skażony alkohol, musi zarejestrować się jako podatnik akcyzy na zgłoszeniu AKC-R i powiadomić właściwy urząd skarbowy o planowanym nabyciu denaturatu. Ten obowiązek wynika ze znowelizowanego art. 16 ustawy o podatku akcyzowym.
Podczas prac nad nowelizacją w Senacie dodano kolejny. Zgodnie z art. 138t wspomnianej ustawy przedsiębiorcy, którzy sprzedają na terytorium Polski alkohol całkowicie bądź choćby w połowie skażony (w opakowaniach jednostkowych większych niż 20 litrów), powinni prowadzić specjalny rejestr. Muszą się w nim znaleźć najważniejsze dane dotyczące odebranego wyrobu, klienta firmy (NIP bądź PESEL, imię nazwisko lub adres siedziby), data dokonania transakcji i czytelny podpis kontrahenta. Rejestr powinien być aktualizowany po każdej transakcji ("z chwilą odbioru wyrobów"). Sprzedawcy powinni przekazywać jego kopię do urzędu skarbowego najpóźniej do 5. dnia następnego miesiąca. Wszystkie zmiany miały na celu dostarczenie fiskusowi maksymalnych informacji na temat obrotu skażonym alkoholem.
Na nowelizacji akcyzy jednak się nie skończyło.
RAMKA 1
Pakiet przewozowy
18 kwietnia 2017 r. zaczęły obowiązywać regulacje ustawy z 9 marca 2017 r. o systemie monitorowania przewozu drogowego towarów (Dz.U. poz. 708), czyli pakiet przewozowy. Jej przepisy umożliwiły urzędnikom nadzór nad przewozem towarów wrażliwych, np. właśnie skażonego alkoholu. Jak podkreślało MF na etapie prac nad ustawą, do tej pory po naszym kraju jeździło wiele ciężarówek wypełnionych towarami, na których budżet nie zarabiał ani złotówki. Po wejściu w życie pakietu przewozowego jest to o wiele trudniejsze. Zasadniczo to przedsiębiorca wysyłający towar powinien przed jego wysyłką zgłosić ten fakt do elektronicznego rejestru SENT, aby uzyskać ważny przez 10 dni numer referencyjny dla przesyłki. W tym celu powinien podać do rejestru wszystkie najważniejsze informacje o przesyłce, a sam numer referencyjny przekazać kierującemu. Przy sprowadzaniu alkoholu skażonego z zagranicy takie obowiązki ciążą jednak na podmiotach odbierających. Co więcej, w niedalekiej przyszłości (trwają nad tym zaawansowane prace legislacyjne) nadzór obejmie ruch kolejowy, a sami kierujący będą musieli mieć włączone lokalizatory GSM podczas przejazdu. Niewypełnienie tych obowiązków grozi wysokimi sankcjami.
Przestępcy zawsze znajdą sposób
Mimo wejścia w życie tak daleko idących przepisów przedsiębiorcy z branży spirytusowej obawiają się, że to ciągle zbyt mało. Wskazują, że przestępcy już przerzucają się z alkoholu całkowicie skażonego na częściowo skażony. Ten pozostał zwolniony z podatku pod tymi samymi warunkami co dotychczas. Zgodnie z art. 32 ust. 4 pkt 2 ustawy o podatku akcyzowym powinien być skażony jedną z metod określonych przez ministra finansów w rozporządzeniu z 7 lipca 2016 r. Musi też być wykorzystany do produkcji wyrobów nieprzeznaczonych do spożycia przez ludzi. Przestępcy dodają jednak do niego np. tert-butanol, co uniemożliwia Służbie Celno-Skarbowej ustalenie kraju jego pochodzenia na podstawie samej analizy chemicznej. W konsekwencji niebezpieczny alkohol, choć trudniejszy w produkcji, ciągle może być łatwo dostępny, a budżet traci należne mu wpływy.
Branża spirytusowa chce w związku z tym, aby zwolnienie zmieniło charakter. Byłoby ono "zwrotowe", a więc firma najpierw zapłaciłaby wysoki podatek, a dopiero po zużyciu alkoholu do legalnej produkcji mogła go odzyskać. Apeluje też o surowsze sankcje wobec sprzedawców takich trunków. Niewykluczone, że te staną się rzeczywistością wraz z wejściem w życie nowelizacji kodeksu karnego skarbowego, nad którą trwają prace w Ministerstwie Sprawiedliwości (zaostrzenie kursu zaproponował resort finansów). Niezależnie od tego fiskus wie, że nie można polegać tylko na przepisach i kontynuuje kontrole, których ofiarą stały się lokalne targowiska.
Żywność ma już własne regulacje
A może wprowadzenie szczególnych przepisów dla produkcji regionalnych nalewek rozwiązałoby problem. Tak właśnie stało się w przypadku spożywczej produkcji rolniczej.
Rolnicy mogą już produkować i sprzedawać na atrakcyjnych zasadach produkty żywnościowe. Pozwalają im na to przepisy obowiązującej od 1 stycznia 2017 r. nowelizacji niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników (Dz.U. z 2016 r. poz. 1961). Wynika z nich, że rolnik, który osiągnie przychody do wysokości 20 tys. zł rocznie, w ogóle nie zapłaci podatku dochodowego zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 71a ustawy o PIT (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2032 ze zm.). Powyżej tej kwoty, a poniżej 250 tys. euro zapłaci 2-proc. ryczałt od uzyskanego przychodu. Jednocześnie w ramach sprzedaży bezpośredniej można zbyć produkty do określonych limitów. Te określa rozporządzenie ministra rolnictwa i rozwoju wsi (Dz.U. z 2016 r. poz. 2159). Zdaniem naszych rozmówców podobne ułatwienia mogłyby objąć drobnych wytwórców nalewek, o ile sam proces produkcji podlegałby nadzorowi.
RAMKA 2
Ułatwienia na horyzoncie
Fiskus chce zrezygnować z akcyzy na cydr (wprowadzi zerową stawkę daniny) oraz zwolnić ten napój z obowiązku banderolowania. Takie rozwiązanie pozwoliłoby obniżyć cenę cydru o 10 proc. Resort finansów poinformował, że podobne rozwiązania obowiązują już w wielu krajach Unii Europejskiej, takich jak Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Hiszpania, Luksemburg, Portugalia, Rumunia, Słowenia i Włochy.
Jak jest u innych
Na preferencje pozwala niektórym krajom dyrektywa Rady 92/84/EWG z 19 października 1992 r. w sprawie zbliżenia stawek podatku akcyzowego dla alkoholu i napojów alkoholowych (Dz.U. WE z 1992 r. L 316, s. 29). I tak Bułgaria i Czechy mogą stosować obniżoną stawkę akcyzy dla alkoholu etylowego produkowanego przez gorzelnie należące do producentów owoców i produkujące rocznie ponad 10 hektolitrów alkoholu etylowego z owoców dostarczanych im przez gospodarstwa domowe. Preferencja ograniczona jest do 30 litrów takiego alkoholu rocznie, jeśli przeznaczony jest na własny użytek. Węgry i Rumunia korzystają z podobnego przywileju do 50 litrów (aczkolwiek tu KE dokonała przeglądu jego działania w 2015 r.).
Francja może korzystać z obniżonej stawki akcyzy dla rumu z trzciny cukrowej "cechującego się zawartością substancji lotnych niebędących alkoholem etylowym i metylowym równą lub przekraczającą 225 gramów na hektolitr czystego alkoholu oraz rzeczywistą zawartością alkoholu równą lub przekraczającą 40 proc. objętości.
Z kolei Grecja korzysta z preferencji dla alkoholu produkowanego z anyżu, jeśli jest bezbarwny i gotowy produkt zawiera co najmniej 20 proc. alkoholu uzyskanego podczas destylacji nieciągłej w tradycyjnych, miedzianych kotłach o pojemności 1000 litrów lub mniejszej.
!Drobnych wytwórców nalewek mogłyby objąć podobne ułatwienia jak rolników, o ile sam proces produkcji podlegałby nadzorowi.
@RY1@i02/2017/199/i02.2017.199.18300020a.806.jpg@RY2@
Mariusz Szulc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu