Fiskus w paragonach
Przedsiębiorcy znaleźli nieoczekiwanego sojusznika w swoich zmaganiach z fiskusem. Są nim paradoksalnie kasy fiskalne. Te tradycyjne, zapisujące wszystko na papierowych rolkach.
Wydruki z takich kas trzeba przechowywać tylko przez dwa lata. I tylko w takim okresie urzędnicy mogą je kontrolować. To o trzy lata krócej niż przy kasach z elektronicznym zapisem, które muszą być dostępne dla kontrolerów przez pięć lat. Gdy skarbówka przyjdzie do podatnika po dwóch latach, urzędnicy nie będą już mieli co przeglądać, jeśli chodzi o papierowe rolki z kas. Właśnie na to liczą firmy.
Jest jeszcze jedna przewaga kas tradycyjnych. Są tańsze. W zasadzie można mieć taką za 80 zł, bo jeśli jej cena to 780 zł, państwo odda przedsiębiorcy 700 zł. Tak tanio nie da się kupić kasy z archiwizacją elektroniczną, która jest średnio o 100 - 150 zł droższa, a zwrot od państwa wynosi tyle samo. To właśnie dlatego, mimo że sprzedaż kas z kopiami elektronicznymi rośnie, nadal więcej sprzedaje się kas tradycyjnych. W 2010 r. na 1,5 mln sprzedanych kas zaledwie 80 tys. stanowiły kasy z zapisem elektronicznym. Branża spodziewała się przełomu dopiero w 2012 r. Tymczasem procentowy udział sprzedaży tych urządzeń, np. w Posnecie, zwiększył się z 28 proc. w 2010 r. do 48 proc. w okresie styczeń - lipiec 2011 r. Struktura sprzedaży zmienia się głównie za sprawą dużych sieci handlowych. Małe firmy wolą urządzenia tańsze i dające poczucie bezpieczeństwa na wypadek kontroli.
EM
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu