Bony, talony i inne znaki umysłowego lenistwa
Artykuł 21 ust. 1 pkt 67 ustawy o PIT (t.j. Dz.U. z 2012 r., poz. 361 z późn. zm.) mówi wyraźnie: świadczenia pieniężne lub rzeczowe o wartości do 380 zł rocznie, przekazane pracownikowi, a sfinansowane ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych lub związków zawodowych, są zwolnione z podatku.
Świadczeniami rzeczowymi nie są - w myśl przepisu - bony, talony czy inne znaki uprawniające do ich wymiany na towary lub usługi. Dlaczego nie są? Bo tak chce ustawodawca.
Problemy są dwa. Po pierwsze, nikt chyba nie zna racjonalnych powodów, dla których przepis brzmi tak, a nie inaczej. Dlaczego pracownik, który otrzymał świąteczną paczkę, pieniądze czy kartę przedpłaconą, nie musi płacić podatku, a taki, któremu podarowano np. bon wymienny na artykuły żywnościowe (żeby sam je wybrał i nie był zdany na gust pracodawcy), będzie uboższy o obowiązkową daninę? Czy ktoś może to uzasadnić? Skoro nie ma racjonalnych powodów, są może inne? Tego oczywiście wykluczyć nie można. Co bardziej podejrzliwi twierdzą, że ustawodawca po prostu posłuchał jednych podpowiedzi, odmienne zignorował, a sam się nad tym nie zastanawiał. Można to wytłumaczyć umysłowym lenistwem. Kogo takie wyjaśnienie nie zadowala, może sądzić, że starożytna technika legislacji, znana u nas pod zbiorczą nazwą "lub czasopisma", stosowana bywa częściej, niż nam się wydaje.
W każdym razie o wiele bardziej racjonalna niż takie brzmienie przepisu jest niedawna skarga związkowców do Trybunału Konstytucyjnego, by rozważył, czy zróżnicowanie świadczeń pod względem podatkowym jest dopuszczalne.
Drugi problem jest innej natury. Przypomnijmy: zwolnieniem podatkowym nie są objęte bony, kupony i inne znaki wymienne na towary lub usługi. Ergo, te, które nie są wymienne na towary lub usługi (jeśli takie istnieją), mogą ze zwolnienia korzystać. Podatnicy, pracodawcy i doradcy łamią więc sobie głowę, jak wykazać, że np. kupon, w zamian za który otrzymamy bilet do kina, nie jest obciążony daniną, jako że bilet nie jest usługą ani towarem, lecz czymś, co dopiero w kolejnym etapie pozwala z usług skorzystać. Następnie z troską - a niekiedy i życzliwie - pochylają się nad tym urzędy skarbowe i sądy. Prawnicza ekwilibrystyka byłaby więc nawet zabawna - zwłaszcza że bywa utrzymana w konwencji skeczu - gdyby nie była tak poważnie traktowana przez zainteresowanych. I gdyby nie zabierała czasu i pieniędzy.
Sprawa jest oczywista: ze zwolnienia korzystają wyłącznie pieniądze i świadczenia rzeczowe. Bony, talony i inne znaki - nie, bez względu na to, na co są wymienne, ponieważ wszystko, co może być przedmiotem wymiany, da się ująć w kategoriach rzeczy lub usług. Ostatnie wyroki wskazują, że i NSA jest tego zdania. Przepis jest więc jasny. Ale niemądry - i najwyższa pora, przy pomocy Trybunału Konstytucyjnego lub w inny sposób, go zmienić.
@RY1@i02/2012/234/i02.2012.234.183000200.802.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki
Krzysztof Jedlak
kierownik działu podatki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu