Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Budżet powinien zrezygnować z PIT od zasądzanych podatnikom odsetek

10 stycznia 2019

Gerard Dźwigała: Można sobie zadać pytanie: czy odsetki od kwoty, którą dłużnik miał nam zapłacić np. trzy lata temu, a zapłacił je dopiero dziś wraz z należnością główną, rzeczywiście powodują, że staliśmy się bogatsi?

Gerard Dźwigała radca prawny, doradca podatkowy w Dźwigała, Ratajczak & Wspólnicy

Nie zgadza się pan z pouchwałowym orzecznictwem, które każe podatnikom płacić PIT od odsetek przyznanych im za spóźnioną wypłatę odszkodowań i alimentów. Dlaczego?

Bo uchwała zawiera w swym podstawowym uzasadnieniu analizę bardzo indywidualnej sytuacji, ściśle powiązanej z charakterem należności głównej. W stanie faktycznym tamtej sprawy mieliśmy do czynienia z zaległą ceną sprzedaży akcji, która to cena jest przychodem rozpoznawanym memoriałowo, czyli opodatkowanym w dacie sprzedaży, a nie w momencie rzeczywistej zapłaty (uzyskania przychodu kasowo). Problem wynikł z tego, że odsetki, jako kwoty biegnące (trudne do uchwycenia, gdy nie są zapłacone) tradycyjnie są rozpoznawane w rachunku podatkowym właśnie kasowo, tzn. opodatkowane dopiero, gdy są rzeczywiście otrzymane. Stąd sąd rozpoznający sprawę stanął przed problemem, jak zastosować zasady opodatkowania (w tym zasadę memoriałowego rozpoznania przychodu kapitałowego) do odsetek, które rozpoznawane są na zasadzie przeciwnej – kasowo. W tak specyficznym stanie faktycznym NSA uznał ostatecznie, że nie można tej zasady zastosować do odsetek od ceny sprzedaży akcji. Można jednak zaryzykować twierdzenie, że ta sprzeczność i specyfika stanu faktycznego była pierwszym i podstawowym powodem kierunku rozstrzygnięcia. Trudno – moim zdaniem – traktować ją jako przesądzającą samą w sobie dla zerwania z zasadą dzielenia przez odsetki losu prawnego należności głównej we wszystkich sytuacjach.

Czyli pana zdaniem z uchwały wyciągnięto zbyt daleko idące wnioski?

Uważam, że traktowanie uchwały jako przesądzającej zasadę ogólną także dla innych stanów faktycznych nie jest prawidłowe. Nie wchodząc dalej w zagadnienie oceniane przez NSA (bardzo, co należy podkreślić, specyficzne, a nie uniwersalne), zwracam uwagę, że część ogólna wywodu uzasadnienia uchwały nie dotyka kluczowej dla mnie kwestii. Punktem wyjścia powinna być nie tylko i nie w pierwszej kolejności analiza charakteru prawnego odsetek, ale przede wszystkim analiza ich natury ekonomicznej i celu, dla którego są one wypłacane. W opodatkowaniu dochodu chodzi przecież o obciążenie daniną zysku, przyrostu majątku, czyli kategorii stricte ekonomicznej.

I uważa pan, że zasądzane podatnikom odsetki takiego przyrostu majątku nie powodują?

Właśnie tak, ze względu na inflację. 1000 zł, które otrzymujemy w tym roku, nie reprezentuje ekonomicznie tej samej wartości co 1000 zł, które otrzymalibyśmy np. pięc lat temu, bo siła nabywcza jednostki pieniądza spada. Jednak dla celów podatkowych ustawodawca tej różnicy nie dostrzega i uznaje, że otrzymując np. 1100 zł po pięciu latach, gdy roczna inflacja sięgała 5 proc., podatnik jest rzeczywiście wzbogacony. Byłaby to prawda jedynie przy założeniu, że wartość waluty, w której ten przyrost jest mierzony, nie ulega zmianie, co jest niestety założeniem kontrfaktycznym.

Można sobie zadać pytanie: czy odsetki od kwoty, którą dłużnik miał nam zapłacić np. trzy lata temu, a zapłacił je dopiero dziś (wraz z należnością główną), rzeczywiście powodują, że staliśmy się bogatsi, niż gdybyśmy trzy lata temu dostali tylko należność główną?

I odpowiedź na to pytanie brzmi oczywiście, że nie?

Odpowiedź brzmi: to zależy. Głównie od stopy odsetek. Nie ulega jednak wątpliwości, że we wszystkich przypadkach do pewnego stopnia, tzn. pokrywającego koszt inflacji, odsetki nie są żadnym dodatkowym zyskiem, lecz jedynie odszkodowaniem i rekompensatą. Dzięki oprocentowaniu następuje faktycznie waloryzacja (odbudowa wartości) posiadanej należności głównej względem jej wartości historycznej, tzn. oprocentowanie kompensuje spadek wartości nominalnej tego, co miałem pierwotnie otrzymać. W swej podstawowej funkcji i zakresie odsetki nie powodują więc przysporzenia, lecz przywrócenie stanu pierwotnego, prawidłowego. Mój majątek wzrósł dzięki odsetkom jedynie nominalnie, ale za większą kwotę pieniędzy nie mogę przecież nabyć więcej dóbr – a jedynie mniej więcej tyle samo (zależnie od stopy odsetek). W istocie więc wzbogacony nie jestem.

Czyli według pana podatek mógłby być tylko od tej części odsetek, które przewyższają utratę wartości pieniądza?

Właśnie tak. W przeciwnym razie stajemy przed trudnymi do zaakceptowania z punktu widzenia aksjologii prawa przypadkami zarabiania państwa na krzywdzie obywateli. Otrzymujący odsetki jest bowiem co prawda pozornie (nominalnie) wzbogacony, ale w istocie – ze względu na procesy inflacyjne – wcale zamożniejszy nie jest. W uchwale NSA (sygn. akt II FPS 6/12) i obecnym orzecznictwie, które przyjęło jej tezy, brakuje mi właśnie pogłębienia tego elementu analizy, tzn. oceny, czy i w jakim zakresie podatnik, otrzymując należności główną z odsetkami np. po 5 czy 10 latach, jest efektywnie wzbogacony. Kwoty nominalne, w warunkach inflacji, nie są tu miarodajne i interpretując przepisy (zatem także i ich cel), nie można tego elementu pomijać. A inflacja jest zawsze elementem stanu faktycznego i to notoryjnym, niewymagającym dowodu.

Ale przecież gdyby podatnik dostał odszkodowanie na czas i wpłacił pieniądze na lokatę do banku, to musiałby się rozliczyć z fiskusem z oprocentowania. Czy nie tak?

Nie jest nowością stwierdzenie, że państwo właściwie od zawsze opodatkowuje inflację (np. odsetki bankowe, które pokrywają jedynie inflację), jednak trudno się z tym pogodzić w odniesieniu do każdej kategorii odsetek. Jak dla mnie jest różnica pomiędzy osobą, która otrzymała odszkodowanie na czas i stać ją było na ulokowanie pieniędzy w banku, a dzieckiem, które otrzymało należne mu alimenty dopiero po latach. Dla tego dziecka zwłoka powoduje określone trudności życiowe, a w każdym przypadku gorszą sytuację finansową bez własnej winy. Twierdzę również, że w większości przypadków uprawniony np. do alimentów małoletni nie złożyłby otrzymanego świadczenia na lokacie, ale środki zostałyby natychmiast wydane na jego podstawowe normalne potrzeby. Czy zatem – nawet wyższe od inflacji – odsetki otrzymane za trzy lata zrekompensują mu to, że nie mając tych środków, nie pojechał na wakacje, nie chodził z rówieśnikami do kina czy na basen, nie mówiąc o niezaspokojonych bardziej podstawowych potrzebach?

Nie godzę się więc z tezą, że otrzymując odsetki, dziecko zarabia albo się bogaci. W tym przypadku można jedynie mówić o rekompensacie i próbie doprowadzenia do stanu równowagi.

Czyli pana zdaniem odsetki za opóźnienie są po prostu elementem świadczenia alimentacyjnego albo odszkodowawczego?

Tak, bo powodują, że dostajemy dziś (mierząc siłą nabywczą) to samo, co dostalibyśmy wcześniej. W sensie prawnym odsetki nie są należnością główną, ale w sensie ekonomicznym można przyjąć, że są. Prawdą jest, że ich przyczyną jest opóźnienie w zapłacie, ale pierwszym warunkiem – i to sine qua non – jest istnienie konkretnej należności z konkretnego tytułu, który podlega określonym zasadom opodatkowania. Zapłata jednego bez drugiego nie miałaby sensu. Zasądzane przez sądy odsetki nie wynikają ze świadomego wyboru podatnika (jak wtedy, gdy otrzymuje odszkodowanie na czas i wpłaca je sobie na lokatę bankową). Wręcz przeciwnie, są wynikiem naruszenia jego prawa podmiotowego jako wierzyciela.

Stąd nie ma moim zdaniem dostatecznego uzasadnienia dla odrębnego traktowania ustawowych odsetek w ujęciu podatkowym. Jeżeli natomiast odsetki umowne albo ustalone w ugodzie wykraczają ponad ich funkcję kompensacyjną, to uważam, że istnieją możliwości, aby nadwyżkę opodatkować na zasadach ogólnych. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.