Uciec do raju
Optymalizacja podatkowa to nie oszustwo. Racjonalnie działający przedsiębiorca zawsze stara się zmniejszyć ciężar obciążeń fiskalnych - dowodzi Marcin Jamroży
Marcinem Jamrożym
@RY1@i02/2014/016/i02.2014.016.000001000.801.jpg@RY2@
mat. prasowe
Marcin Jamroży, adiunkt w Instytucie Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, partner w Rödl & Partner, specjalizuje się w opodatkowaniu przedsiębiorstw
Gdzie i kiedy narodziła się optymalizacja podatkowa?
Optymalizacja podatkowa jest tak stara jak same podatki, choć termin jest stosunkowo młody. Od kiedy wymyślono daniny, od kiedy sobie uświadamiamy, że jest to pewien wydatek związany z prowadzeniem działalności gospodarczej, racjonalnie działający przedsiębiorca stara się zmniejszyć ciężar obciążeń podatkowych. Systemy podatkowe ewoluują, stają się coraz trudniejsze, stąd zawód doradcy podatkowego. Gdybyśmy mieli dalej dziesięcinę czy pogłówne, to prawdopodobnie ta profesja by się nie rozwinęła i w związku z tym nie znalibyśmy terminu optymalizacji podatkowej, który wiąże się właśnie z obniżaniem ciężaru podatkowego. Na większą skalę w europejskiej debacie publicznej pojawił się on w latach 80., gdy w Irlandii bardzo korzystnie były opodatkowane spółki offshorowe.
Dlaczego niektórym państwom opłaca się stworzenie takich warunków prawno-fiskalnych, że spółki płacą tam mniejsze podatki lub nie płacą ich w ogóle?
Niekiedy element związany z poborem podatku i dodatkowymi dochodami nie jest tak istotny, np. w przypadku Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które mają permanentne nadwyżki budżetowe. ZEA to bogate państwo, chcące przyciągnąć inwestorów finansowych, którzy czerpią dochody pasywne, z odsetek, dywidend, należności licencyjnych, i może sobie pozwolić na uszczerbek w swoich dochodach, po to by np. w Dubaju stworzyć międzynarodowe centrum finansowe.
Ale już np. Cypr jest w zupełnie innej sytuacji. Tu o nadwyżkach budżetowych nie ma mowy.
Obecnie nie. Tam jest niższa stawka podatku dochodowego niż w Polsce, ale nie to jest decydujące w wyborze tego kraju na siedzibę firmy. Z punktu widzenia inwestorów bardziej istotne jest na przykład to, że tam nie płaci się podatku od zbycia udziałów czy akcji. Wiele restrukturyzacji znanych polskich firm właśnie dlatego odbywało się przez Cypr, Luksemburg czy Maltę. W Polsce, zbywając swój udział w spółce kapitałowej, spółka holdingowa zwykle zapłaci 19-proc. podatek. Za to warto zaznaczyć, że od podatku z tego typu transakcji zwalnia wiele innych europejskich państw, m.in. Dania, Holandia, Szwecja, Węgry czy nawet Niemcy.
Więc jak to jest, że rządy w Danii, Niemczech czy na Cyprze uważają, iż takie działanie jest z budżetowego punktu widzenia korzystne, a w Polsce nie?
Dotknął pan kluczowego problemu. Utrzymując bardziej restrykcyjne rozwiązania podatkowe, nie wprowadzając pewnych specjalnych preferencji, sami stymulujemy ucieczkę biznesu za granicę, by z takich przywilejów skorzystać. Gdyby nie zabrakło politycznej odwagi, by wprowadzić zbliżone regulacje - nawet nie tak daleko idące jak na Cyprze, ale chociażby podobne do duńskich czy holenderskich - to moja intuicja podpowiada mi, że wielu przedsiębiorców, którzy dziś optymalizują poprzez zagraniczne jurysdykcje podatkowe, w ogóle nie myślałoby o wychodzeniu z Polski. Ale jest to trudne politycznie.
Dlaczego?
Wprowadzenie preferencji i ulg holdingowych, z których korzystaliby inwestorzy, osoby najbardziej majętne (bo to właśnie one by bezpośrednio na nich najwięcej zyskały), jest trudne do przeforsowania. Takie regulacje nie są populistyczne, choć stymulują wzrost gospodarczy, a w perspektywie kilku lat doprowadziłyby do zwiększenia wpływów z podatków dochodowych.
Cały czas mnie to frapuje - skoro Cypr może, Malta może, to dlaczego Polska nie może się stać rajem podatkowym?
Gospodarki różnią się strukturą, zasobami czy ukierunkowaniem. Mniejsze państwa nie mogą przyciągać inwestycji produkcyjnych czy związanych z produkcją rolną, więc siłą rzeczy muszą konkurować w dziedzinie usług finansowych czy ubezpieczeniowych.
Czyli nie możemy zostać rajem podatkowym, bo powierzchnia naszego kraju jest zbyt duża?
To, co kiedyś uchodziło państwom peryferyjnym, nam już teraz niekoniecznie. Sfera opodatkowania jest w obrębie Unii Europejskiej harmonizowana. Jest coraz mniej swobody na uprawianie agresywnej polityki podatkowej.
Zaraz, zaraz, Luksemburg to państwo peryferyjne?
Oczywiście politycznie jest ważny jako jedno z państw, które zakładało UE. Ponadto jest jednym z najbogatszych państw Unii. Księstwo Luksemburga nie stosuje szkodliwej konkurencji podatkowej, ale oferuje specjalne preferencje podatkowe skierowane zwłaszcza do spółek holdingowych. Ale tak już było, że w ramach Unii małym państwom pozwalało się na więcej. One z natury rzeczy nie będą konkurować przy inwestycjach innych niż finansowe.
Ale dlaczego krajom, w których praktycznie nie płaci się podatków dochodowych, opłaca się sprowadzanie firm do siebie?
Krótko mówiąc, aby stymulować rozwój gospodarczy. To wiąże się z alokowaniem kapitału do tych państw, tworzeniem spółek, wynajmem lokali, zatrudnianiem personelu, dokonywaniem operacji finansowych. Do tego dochodzą opłaty administracyjne, często obowiązek powołania miejscowego członka zarządu. Wreszcie właściciel spółki będzie przebywał w interesach - będzie więc wydawał pieniądze na miejscu. Jest cała paleta korzyści związanych z tym, że w danym kraju parkuje kapitał. To jedno z kół zamachowych gospodarki.
Wiemy, że polscy biznesmeni jeżdżą na cypryjskie plaże dobić targu. Co można zrobić, by zamiast tego jeździli do Ustki czy Juraty?
Pogody nie zmienimy, ale nad systemem podatkowym można pracować. W związku z przynależnością do UE, kierowaniem się pewnymi standardami, orzecznictwem trybunałów, w tej chwili nie jesteśmy już w stanie zrewolucjonizować systemu i wprowadzić zupełnie innych koncepcji opodatkowania, np. zlikwidować podatki dochodowe na korzyść podatków pośrednich. Ale - użyję raz jeszcze tego zwrotu - przy większej odwadze politycznej możemy go uczynić bardziej konkurencyjnym. Bo dziś mamy problem z wychodzeniem polskich inwestorów za granicę - wystarczy spojrzeć, gdzie najbardziej majętni Polacy płacą podatki i gdzie lokują swoje interesy. Nie mamy raczej szans stać się centrum usług finansowych, ale możemy zmniejszyć liczbę szkodliwych optymalizacji zagranicznych.
Poproszę o konkrety. Co można zrobić, by Polska, jeśli nie podatkowym rajem, to stała się chociażby czyśćcem?
Rozmawiamy o preferencjach w opodatkowaniu holdingów. Niekoniecznie chodzi o pełne zwolnienie, ale przynajmniej niższe, np. zryczałtowane, opodatkowanie przy transferze udziału akcji przez spółkę holdingową. Moglibyśmy pomyśleć o odstąpieniu od poboru podatków u źródła, preferencjach związanych z amortyzacją wartości niematerialnych, np. znaków towarowych.
A po co?
Bo - o czym ostatnio było głośno - można łatwo przenieść znaki towarowe za granicę i wystawiać faktury za opłaty licencyjne. Efektywnie te opłaty trafiają do spółek w państwach, gdzie się nie płaci podatku, a w Polsce ma się jeszcze koszt. Same plusy. Żeby firmy tak nie robiły, powinniśmy zachęcić je do niewyprowadzania z Polski wartości niematerialnych. Można to zrobić w formie bardziej represywnej, np. nazywając to obejściem prawa podatkowego. Czyli nie zakazać, ale powiedzieć, że na gruncie prawa podatkowego tego nie honorujemy, bo to ma na celu wyłącznie wywołanie skutków podatkowych w postaci niższego obciążenia. To jest kwestia mocno problematyczna, bo nie do końca wiadomo, czym jest obejście prawa podatkowego. Przecież nikt nie rozpatruje ulokowania inwestycji w polskiej specjalnej strefie ekonomicznej jako działania mającego na celu obejście prawa podatkowego, chociaż skutkuje ono zwolnieniem dochodów spod opodatkowania. Rozwiązaniem praktykowanym przez wielu ustawodawców zagranicznych jest zaś opodatkowanie na wyjściu. Jeśli już wyprowadzasz znak towarowy za granicę, to różnicę między rynkową wyceną a księgową opodatkuj, proszę, w Polsce.
Co jeszcze stoi na przeszkodzie temu, byśmy przestali być piekłem podatkowym?
Wielu przedsiębiorców razi daleko posunięta małostkowość w stosowaniu przepisów podatkowych. Koncentrujemy się niekiedy na rzeczach nie do końca zrozumiałych. Przykładowo mamy coś takiego jak nieodpłatne świadczenie. Trudno komuś, kto myśli racjonalnie, wytłumaczyć, dlaczego ja mam opodatkować przychód z tytułu świadczenia otrzymanego nieodpłatnie, skoro nie płacąc, nie obniżyłem podstawy opodatkowania. Czyli dla fiskusa i tak jest już lepiej, a my jeszcze temu przedsiębiorcy doszacowujemy przychód. Powinniśmy wyeliminować nadmierną fiskalizację. Istnieje dużo drobnych, ale niejasnych przepisów, które powodują, że w naszym kraju od strony opodatkowania biznes prowadzi się niechętnie. Oczywistym i często powtarzanym postulatem jest to, by zbudować zaufanie między przedsiębiorcami a administracją skarbową. Mówiąc bardziej dosadnie, chodzi o to, by urzędnicy nie traktowali przedsiębiorcy jako potencjalnego oszusta, a z kolei biznes nie uważał każdej kontroli za kij wkładany w szprychy dobrze rozpędzonego roweru. Ta relacja powinna być bardziej partnerska. Wiele sporów, które toczą się aż do rozstrzygnięć sądowych, co kosztuje czas i pieniądze, mogłoby być rozwiązywane już na etapach wcześniejszych. Na przykład w Niemczech jest tak, że po kontroli podatkowej, po spisaniu protokołu, mamy do czynienia ze swoistego rodzaju negocjacjami. Obie strony przedstawiają swoje argumenty i często dochodzą do rozwiązania, które satysfakcjonuje jednych i drugich. Przez to ucinany jest spór, który później toczyłby się przez lata w sądach.
Wróćmy nad Wisłę. Jeśli mielibyśmy stworzyć mały podręcznik optymalizacji dla firm w Polsce, to co by się w nim znalazło?
Jeżeli chodzi o ogólne trendy, to od lat jest tendencja do zmiany rezydencji podatkowej przez osoby fizyczne czy ucieczki przed ZUS. Przy zyskującym na znaczeniu handlu elektronicznym pojawiają się już ukształtowania, związane np. z lokalizacją serwera, skutkujące ucieczką od podatku w państwie rezydencji.
Na stronie jednej z kancelarii proponowano mi, bym stał się rezydentem podatkowym St. Kitts.
To nie jest żaden problem, zwłaszcza dla osób majętnych.
A jaki jest koszt zmiany rezydencji podatkowej?
To nie jest propozycja dla przeciętnego Kowalskiego. W wielu rajach podatkowych, jak Andora, Księstwo Monako czy Gibraltar, trzeba mieć bardzo wysoki stan posiadania lub dochodów, by uzyskać status rezydenta podatkowego. Jeśli chodzi o przynajmniej niektóre kantony szwajcarskie, to przez długi czas szacowano nakłady na życie i negocjowano porozumienie dotyczące tego, jak duży zryczałtowany podatek ma być zapłacony. Ale żeby się o to pokusić, trzeba mieć majątek lub dochody liczone w milionach franków szwajcarskich. Jeśli mam tylko milion, nikt nie będzie ze mną rozmawiał o preferencyjnym opodatkowaniu zryczałtowanym. Kowalski może się zaś zastanowić nad innymi kierunkami. Przykładowo w Bułgarii jest 10-procentowy podatek liniowy. To jest atrakcyjne i dlatego pojawiają się już propozycje związane z rezydencją podatkową w tym kraju. Bułgaria ma tylko ten minus, że jest raczej mniej przewidywalna politycznie i być może nie tak przyjemnie załatwia się tam interesy.
A co z dość popularnym wśród małych polskich przedsiębiorców rozwiązaniem, by zamiast odprowadzać dziesięć razy wyższy ZUS w Polsce, płacić go w Wielkiej Brytanii? To też optymalizacja podatkowa?
Pod warunkiem że te osoby faktycznie pracują lub wykonują działalność w Wielkiej Brytanii. Gdy rzeczywiście świadczą usługi w dwóch państwach, jest to legalne. Ale gdy ktoś to robi tylko w Polsce, a zarejestrowany jest w Anglii, jest to moim zdaniem zwykłe oszustwo. Z drugiej strony skoro te składki zasilają brytyjski budżet, to oczywiście Wielka Brytania nie ma interesu w tym, by skrupulatnie badać takie rzeczy. To Polska powinna dokładać starań, by stwierdzono, czy to tylko rejestracja, czy ktoś rzeczywiście wykonuje pracę na Wyspach. Dużo tzw. optymalizacji bardzo dobrze wygląda na papierze, ale jeśli przeanalizować je dokładniej, są grubymi nićmi szyte.
Wróćmy do różnych możliwości optymalizacji. Co jeszcze można wykorzystać?
Oprócz rezydencji podatkowej atrakcyjne jest tworzenie spółek holdingowych w innych krajach. Wśród tych, którzy swój biznes chcą reorganizować, popularne będą kierunki, które już w naszej rozmowie wskazaliśmy. Można też tworzyć fundacje i trusty, które jeżeli służą celom ustawowo przewidzianym, są nieopodatkowane.
Co to jest trust?
Najogólniej to masa majątkowa, której zarządcy działają powierniczo na rachunek beneficjentów. Właściciele wnoszą składniki majątkowe, rzadziej środki pieniężne, do trustu, który jest zarządzany przez profesjonalnych powierników. Dochody tego trustu, który ma służyć np. potomkom rodziny, zazwyczaj korzystają z preferencji podatkowych.
Czyli jak się zrzucimy po 100 mln zł, założymy trust, to nie płacimy podatków?
Podatku można uniknąć lub go zminimalizować, zwłaszcza od tego, co ten trust wypracuje.
Gdzie w takim razie leży granica między optymalizacją a oszustwem? Można ją dokładnie nakreślić?
Propozycja Komisji UE jest taka: "nie uwzględnia się sztucznego uzgodnienia lub sztucznych uzgodnień, które przyjęto w zasadniczym celu uniknięcia opodatkowania i które prowadzą do osiągnięcia korzyści majątkowej". Ta sztuczność ma moim zdaniem polegać na tym, że oprócz powodów podatkowych ta konstrukcja nie byłaby nam do niczego potrzebna. Mamy więc niespójność między warstwą prawną - dokonaniem jakiejś transakcji czy powołaniem jednostki - a biznesową racjonalnością. Pytanie, dlaczego raz działania zmierzające do ograniczenia ciężaru podatkowego będziemy uważali za obejście prawa podatkowego, a innym razem za dozwolone. Równie dobrze można zapytać, czy nabycie samochodu z kratką i odliczenie VAT też nie jest sztuczne. No bo po co większości kratka w samochodzie? Jeśli ktoś tworzy spółkę na Cyprze, ma do tego prawo. Więc dlaczego teraz nie powinniśmy jej faktur do spółki matki uwzględniać na gruncie prawa podatkowego, jeżeli odzwierciedlają faktyczne świadczenia?
Nabycie samochodu z kratką czy zainwestowanie w specjalnej strefie ekonomicznej mają uzasadnienie biznesowe. Potrzebuję auta, chcę otworzyć nową fabrykę i przy okazji realizuję korzyść podatkową. Z kolei jeśli tworzę spółkę np. w ZEA, równie dobrze mogę się bez niej obyć - potrzebuję jej wyłącznie do tego, by obniżyć zobowiązania podatkowe. Właśnie tutaj widziałbym granicę między optymalizacją, której sąd ani organ podatkowy nie powinny kwestionować, a obejściem prawa.
Powiedział pan, jak państwo mogłoby się zmienić, by ludzie zamożni nie chcieli optymalizować podatków za granicą. To metoda marchewki. A metoda kija?
Na pewno powinniśmy podnosić specjalizację tych urzędników, inspektorów kontroli skarbowej, którzy na co dzień zajmują się patologiami prowadzenia działalności. Nie trzeba się koncentrować na sprzedawcy w kiosku, który za sprzedaż gazety wystawi paragon lub nie. Trzeba się koncentrować na sztucznych konstrukcjach, a zwłaszcza zorganizowanej przestępczości, która wyłudza np. VAT na kwoty liczone w setkach milionów. Skomplikowanie naszego świata powoduje, że często nawet dobrze wyszkolony pracownik służb fiskalnych nie jest w stanie powiedzieć, czy w danym przypadku wszystko odbywa się lege artis, czy dochodzi do oszustwa. Powinna też się rozwijać współpraca ze związkami przedsiębiorców, bo ci, którzy działają w szarej strefie, czynią też wiele szkód innym ludziom biznesu.
Pan pracuje na uczelni i jest również doradcą podatkowym. Czy doradca podatkowy nie może mieć poczucia, że doradzając klientom, nie działa na niekorzyść państwa?
Jeżeli korzysta z legalnych instrumentów optymalizacji czy możliwości przewidzianych w prawie (ulgi, zwolnienia itd.), to oczywiście nie. Ale zapewne są firmy, które zachęcają do takich optymalizacji, które nie są legalne, często mówiąc, że tylko głupiec płaci wysokie podatki. Daleko mi do takiego doradztwa. Na przykład jeżeli ktoś wykonuje pracę w Polsce (nie mówię tu o członkach zarządów czy rad nadzorczych) i jest polskim rezydentem, to musi zapłacić podatki w Polsce. Chyba że pracuje tu jako rezydent np. Cypru. Ale wtedy powinien przebywać w Polsce krócej niż 183 dni w następujących po sobie 12 miesiącach. Jeśli w rzeczywistości jest dłużej i nie płaci podatku w Polsce, to takich działań nie określam mianem optymalizacji. To nadużycie prawa albo po prostu oszustwo.
@RY1@i02/2014/016/i02.2014.016.000001000.802.jpg@RY2@
Michael Sohn/AP
Przeciętny Kowalski nie ma szans zostać rezydentem podatkowym Szwajcarii
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu