Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niezawisłość opłacana przez ministerstwo

22 listopada 2013
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Sędzia nie powinien łączyć swojego stanowiska z typowo polityczną funkcją podsekretarza stanu, pozostaje on bowiem w całkowitym uzależnieniu od władzy wykonawczej

Jedną z generalnych zasad rozdziału władz jest niezależność sądów i niezawisłość sędziów. Powinna ona obowiązywać również w sferze wypłaty wynagrodzeń dla sędziów delegowanych do pełnienia funkcji w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jest w pełni zrozumiałe, że sędzia delegowany nie powinien ponosić obciążeń z tym związanych, a tym samym zwroty kosztów przejazdu, zamieszkania czy dieta powinny mu przysługiwać. Środki te są wypłacane z budżetu sądów, z których sędziowie są delegowani. Należy jednak zauważyć, że w przypadku sędziów pełniących obowiązki podsekretarzy stanu w resorcie dziwnym trafem fundusze na wynagrodzenia pochodzą z budżetu pozostającego w dyspozycji MS, nie zaś sądów.

Zgodnie z treścią art. 91 par. 1 ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych wysokość wynagrodzenia sędziów zajmujących równorzędne stanowiska sędziowskie różnicuje staż pracy lub pełnione funkcje. W oparciu o art. 91 par. 8 ww. ustawy minister sprawiedliwości jest uprawniony do ustalenia wielkości dodatku funkcyjnego dla sędziego delegowanego do pełnienia funkcji podsekretarza stanu w wysokości mnożnika od 0,4 do 1,1 przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Jednocześnie zgodnie z art. 78 par. 3 i 4 cytowanej ustawy w okresie delegowania, ze względu na charakter pracy i zakres wykonywanych zadań, sędziemu może być przyznany przez ministra sprawiedliwości dodatek specjalny.

Podane do publicznej wiadomości wysokości uposażeń tych sędziów są szokujące i budzą poważne wątpliwości w zakresie faktycznego statusu tych stanowisk. Nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć zarówno sobie, jak też koleżankom i kolegom sędziom, jak w dobie kryzysu organ wykonawczy może publicznie stwierdzać, że uposażenia sędziów są na godnym poziomie, a jednocześnie sam wypłacać niektórym sędziom dodatek funkcyjny w górnej wysokości mnożnika, tj. ok. 3,5 tys. zł, oraz dodatek specjalny w wysokości ok. 7 tys. zł. Dziwię się osobiście, że minister sprawiedliwości nie podejmuje decyzji w przedmiocie wysokości tych dodatków, tym bardziej że jego praca w zakresie kierowania resortem jest wynagradzana znacząco niżej, a przecież wysokość tych dodatków jest uznaniowa.

Rodzi się pytanie, czy poczucie misji i etos sędziowski obowiązują również w czasie delegacji i czy sam prestiż stanowiska nie byłby wystarczającą zachętą dla delegacji sędziów. Zawsze byłem przeciwnikiem jakichkolwiek dodatków funkcyjnych, albowiem moim zdaniem nie służą one szeroko pojętemu dobru wymiaru sprawiedliwości i są pewną formą uzależniania sędziów od potrzeby awansów, w miejsce jakości orzecznictwa. Tajemnicą poliszynela pozostaje dodatkowo to, że sędziowie pełniący funkcje podsekretarzy nigdy nie wracają na swoje stare stanowiska, przechodząc do sądownictwa administracyjnego lub sądów wyższego rzędu.

Warto zauważyć, że podsekretarzy stanu powołuje prezes Rady Ministrów, będący organem władzy wykonawczej, i to on wypłaca sędziom dużo wyższe wynagrodzenia niż samemu ministrowi sprawiedliwości. Zastanawiam się, czy w takim układzie stanowisko podsekretarza stanu zajmowane przez czynnego sędziego można traktować nadal jako udział przedstawiciela władzy sądowniczej, czy też jest to już typowe stanowisko polityczne, którego nie powinien piastować sędzia z uwagi na konstytucyjny rozdział władz.

Przypominam, że ustawodawca, wykonując wyrok Trybunał Konstytucyjnego z 15 stycznia 2009 r., sygn. akt K 45/07, dokonał zmiany w prawie o ustroju sądów powszechnych i zabronił sędziom delegowanym do MS łączenia tego z funkcją orzeczniczą w sądach z uwagi na naruszenie zasady rozdziału władz. Tym samym zasadne wydaje się postawienie tezy, że podobne wątpliwości natury konstytucyjnej budzi norma art. 98 par. 6 u.s.p., i jestem przekonany, że sędzia nie powinien łączyć swojego stanowiska z typowo polityczną funkcją podsekretarza stanu, albowiem pozostaje on w całkowitym uzależnieniu od władzy wykonawczej, nie tylko wykonując ściśle polecenia służbowe wydane przez polityka, ale również w sferze finansowej.

Jest dla mnie oczywiste, że sędzia pełniący obowiązki w charakterze podsekretarza stanu w MS nie jest i nie będzie rzeczywistym przedstawicielem władzy sądowniczej i w żaden sposób nie może pełnić oczekiwanej w trójpodziale władzy funkcji równoważącej.

Jedynym rozwiązaniem, jakie widzę w zaistniałej sytuacji, jest interwencja ustawodawcy poprzez wprowadzenie zasady analogicznej do tej obowiązującej w odniesieniu do osoby ministra, a mianowicie, że podsekretarzem stanu nie może być sędzia bez zrzeczenia się urzędu.

Na marginesie jedynie wskażę, że wysokość dodatków sędziów pełniących obowiązki podsekretarzy stanu powinna ulec radykalnemu zmniejszeniu lub likwidacji. Mam wrażenie, że dziś żaden obywatel nie jest w stanie zrozumieć, jak może dochodzić do sytuacji, w której podsekretarz stanu (zwany potocznie wiceministrem) zarabia dużo więcej od samego premiera.

Jedynym rozwiązaniem jest interwencja ustawodawcy poprzez wprowadzenie zasady analogicznej do tej obowiązującej w odniesieniu do osoby ministra, a mianowicie, że podsekretarzem stanu nie może być sędzia bez zrzeczenia się urzędu

@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.07000070a.803.jpg@RY2@

Rafał Puchalski sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu

Rafał Puchalski

 sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.