Dziennik Gazeta Prawana logo

Unijne swobody nie obowiązują w kryzysie

27 czerwca 2018

Każdy obywatel Unii Europejskiej może korzystać ze swobody przepływu osób, której wyrazem jest możliwość pracy w dowolnym kraju w zjednoczonej Europie. Tą wolność dobrze wyraża instytucja delegowania pracowników. Jego istotą jest bowiem to, że pracodawcy wysyłający swoich pracowników do pracy za granicę nie muszą za nich opłacać podatków ani składek na ubezpieczenia społeczne w miejscu, gdzie faktycznie świadczą oni pracę. Wszystkie koszty nadal ponoszone są w Polsce, a to czyni firmę bardziej konkurencyjną.

Delegowanie pracowników to intratny interes dla polskich firm. To także wysokie dochody dla państwa, bo delegowani z Polski to 230 tys. osób, co stanowi aż 1/4 wszystkich delegowanych do pracy w Unii. Konkurujemy, bo zwyczajnie jesteśmy tańsi niż pracownicy państw starej Unii. Przywilej ten państwa te chcą nam jednak odebrać. A wszystko to za sprawą dwóch wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczących nadużyć dużych firm z branży budowlanej i pogłębiającego się europejskiego kryzysu. Państwa, które najtrudniej go znoszą, chcą tak zaostrzyć przepisy dotyczące delegowania, że w istocie stanie się ono nieopłacalne. A swoboda, z której nikt nie korzysta, to właściwie jej brak.

Od 1996 r. obowiązuje unijna dyrektywa dotycząca delegowania w ramach świadczenia usług (96/71/WE z 16 grudnia 1996 r., Dz.U. WE L 18/1). Przewiduje ona m.in., że pracownicy delegowani muszą mieć zapewnione minimalne warunki zatrudnienia obowiązujące w państwie przyjmującym, dotyczące wynagrodzenia, czasu pracy i wypoczynku. Aby ukrócić sytuacje, w których prawa pracowników delegowanych były naruszane, unijni decydenci postanowili wprowadzić nowy uzupełniający akt prawny, w którym miały znaleźć się takie rozwiązania, które pozwolą lepiej chronić prawa zatrudnionych. Powstał projekt, w którym pewna ochrona dla nich rzeczywiście została zapisana, ale "tylnymi drzwiami" wprowadzono ogrom nowych obowiązków dla firm i wyposażono państwa unijne w środki kontrolne, którymi mogą niemalże dowolnie je karać. Ochrona pracownicza stanowi niewielki procent całości projektu, reszta to nowe restrykcje, nakazy, zakazy i groźby.

Przykładem jest odpowiedzialność solidarna firmy wysyłającej i tej, na rzecz której praca ma być wykonywana. Projekt stanowi, że jeżeli pracodawca nie będzie wypłacał pracownikowi pensji za pracę świadczoną za granicą, to odpowiedzialność za to będzie przechodzić na firmę przyjmującą pracownika w kraju delegowania. Pomysł wydawałby się godny pochwały, gdyby nie to, że np. niemiecka firma, do której delegowani są pracownicy, biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo bycia zobowiązanym do wypłaty im wynagrodzeń, prawdopodobnie będzie wolała skorzystać z usług miejscowej firmy, a nie polskiej. Nasz krajowy przedsiębiorca oczywiście może tam założyć swój oddział, a nawet przenieść siedzibę, jednak wówczas będzie musiał odprowadzać na miejscu daniny publiczne, przez co straci też państwo polskie. Na taki krok będą mogły pozwolić sobie nieliczne podmioty gospodarcze, a z pewnością nie małe firmy. Jeśli do tego dołożymy stawianie przedsiębiorcom warunku posiadania odpowiednio wysokich obrotów, by móc delegować pracowników, nakładanie na nich obowiązku utrzymywania za granicą przez 2 lata osoby odpowiedzialnej za kontraktowanie się z władzami państwowymi, a także wyposażenie zagranicznych inspektorów pracy w niemal dowolne możliwości kontroli pracodawców osób delegowanych, otrzymamy pełny obraz tego, w jaki sposób państwa unijne chcą zabić sens delegowania pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej do pracy w bogatszych krajach Unii.

Już 30 maja odbędzie się głosowanie nad projektem w Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych Parlamentu Europejskiego. Ma ona decydujący głos w procesie przygotowywania nowej dyrektywy. Biorąc pod uwagę korzystne dla Polski propozycje zmian w projekcie innych komisji PE, trzeba mieć nadzieję, że dotychczasowa nieprzychylna postawa Komisji Zatrudnienia względem przedsiębiorstw delegujących ulegnie zmianie.

@RY1@i02/2013/094/i02.2013.094.21700020a.802.jpg@RY2@

Karolina Topolska dziennikarz Dziennika Gazeta Prawna

Karolina Topolska

dziennikarz Dziennika Gazeta Prawna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.