Nie uciekniemy przed kosztem CO2
R osnące ceny energii to koszt naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej. Wspólnota to nie tylko to, co nam się kojarzy dobrze, czyli fundusze, ale też to, co ma dla nas skutki negatywne, jak uczestnictwo w europejskiej polityce klimatycznej powodujące, że cena energii elektrycznej w Polsce rośnie – powiedział w zeszłym tygodniu w Polsat News wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Za główną przyczynę wysokich rachunków uznał unijny system pozwoleń na emisje CO 2 , czyli ETS. Jak tłumaczył później na Twitterze, to właśnie rosnące dynamicznie w UE ceny dwutlenku węgla stanowią dziś około połowy kosztów energii w Polsce.
Jakby na potwierdzenie słów ministra wkrótce ukazały się dane o najwyższych od dekad hurtowych cenach prądu w Polsce. Jak wyliczył branżowy portal WysokieNapięcie.pl, na rynku spotowym megawatogodzina energii kosztowała w listopadzie przeciętnie ponad 550 zł. A w godzinach szczytowego zapotrzebowania ceny szybowały nawet powyżej 700 zł.
Pomińmy, że w tej chwili, mimo rekordowych cen CO2, Polska ma na tle UE stosunkowo tani prąd. Sasin ma w jednym rację: akurat w przypadku Polski rosnące rachunki za prąd – zarówno dla przemysłu, jak i gospodarstw domowych – rzeczywiście są związane z ETS-em. Faktem jest też, że obciążenie to rośnie szybciej, niż się spodziewano. O ile jeszcze na początku tego roku wyemitowanie tony CO2 wiązało się z kosztem niespełna 30 euro, teraz to niemal 80 euro.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.