Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Zielona konsumpcja nie uratuje planety

Sylwia Spurek podczas protestu w obronie zwierząt przed Sejmem
Sylwia Spurek podczas protestu w obronie zwierząt przed Sejmem
24 listopada 2021
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W yższa składka zdrowotna dla osób jedzących mięso, zakaz wędkarstwa i jeździectwa – to tylko kilka spośród ostatnich pomysłów Sylwii Spurek, polskiej eurodeputowanej z grupy Zielonych, która swoim głównym znakiem rozpoznawczym uczyniła ekologię i troskę o los zwierząt. Była zastępczyni rzecznika praw obywatelskich i ekspolityczka Wiosny nawet o wegetarianach mówiła np., że będą się kiedyś wstydzić spożywania nabiału i jaj.

To podejście wywołuje niechęć, a nawet hejt, ale Spurek ma też grono fanów uważających ją za głosicielkę niewygodnych prawd. W pewnym sensie mają rację. Negatywny wpływ hodowli bydła czy transportu lotniczego na klimat i potrzeba ich ograniczania to realne problemy. Inną kwestią jest skuteczność. Wątpliwości mają nawet sojusznicy europosłanki. Ci łagodniejsi twierdzą, że polityka wymaga pragmatyzmu. Inni uważają, że wyższościowy ton Spurek zniechęca ludzi do spraw, o których mówi.

Wspólnym mianownikiem aktywności europosłanki jest zmiana wzorców konsumpcji. O ile wprowadzenie w życie większości pomysłów przez nią firmowanych wydaje się mało prawdopodobne, stanowią one element presji na zmianę stylu życia. To klasyczna szkoła „kija i marchewki”. Symbolicznie dowartościowujemy etyczną konsumpcję, a osoby konsumujące produkty odzwierzęce stygmatyzujemy. Jeśli deklarują poparcie dla proekologicznych rozwiązań, mówimy: hipokryta.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.