Potrzeba samooczyszczenia
Nikt nie robi tyle złego dla walki o praworządność i niezależność sądów, ile sami sędziowie. Jedni robią źle czynem – poprzez korzystanie z nieuzasadnionych przywilejów. Inni zaniedbaniem – odwracając głowy od problemów wywoływanych przez tych pierwszych.
Kilka dni temu DGP ujawnił, że spośród 19 mieszkań „rodzinnych” należących do Sądu Najwyższego aż dziewięć z nich zajmują od wielu lat sędziowie w stanie spoczynku. Płacą jedynie za media, które zużyją. Praktyka to skandaliczna, bo naprawdę nie trafiło na ludzi ubogich. Jeśli sędzia w stanie spoczynku chce mieszkać w Warszawie, niech sobie mieszkanie kupi lub wynajmie. Nie musi zajmować służbowego lokalu, który w założeniu służyć powinien tym sędziom, którzy są spoza stolicy, a w Warszawie, w gmachu Sądu Najwyższego, na co dzień pracują.
Ruszyło mnie kilka aspektów tej sprawy. Po pierwsze, nawet dla zainteresowanych od lat tematyką wymiaru sprawiedliwości ekspertów nasze ustalenia były zaskoczeniem. Najzwyczajniej w świecie, niemal nikt nie wiedział o profitach czerpanych przez sędziowskich emerytów. To kolejny dowód na to, że wymiarowi sprawiedliwości nie po drodze z jawnością. O przywilejach sędziów w stanie spoczynku dowiedzieliśmy się przypadkiem, tylko dlatego, że szukałem informacji na temat stanu posiadania SN. Oraz – nie ma co ukrywać – dlatego, że nowa prezes Małgorzata Manowska uznała to za nieuzasadnione przywileje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.