Kruchy los pracownika
W czasie pandemii niektóre rzeczy widać wyraźniej – choćby kruchość modelu, w którym stabilność ekonomiczna jednostek oparta jest wyłącznie na zyskach z pracy.
W kapitalizmie niemal wszyscy ludzie utrzymują się z pracy swoich rąk i głów. Wyjątek stanowi wąska grupa rentierów – ci nie muszą pracować, by przeżyć. Dla nich zajęcie może być (nie musi) źródłem zaspokajania potrzeb wyższego rzędu: społecznego uznania czy poczucia misji. Rentierów zostawmy na boku i skupmy się na pracownikach – w tej grupie dochody z pracy w bezpośredni sposób wyznaczają pozycję społeczną jednostki. To one w ogromnym stopniu determinują to, gdzie mieszkasz, co i jak konsumujesz albo z kim się zadajesz. Taka jest rzeczywistość społeczeństwa klasowego.
Z dochodami z pracy jest jeden podstawowy problem – ich źródło może w każdej chwili wyschnąć. Powody mogą być różne: zarówno indywidualne (np. choroba), jak i zbiorowe: krach ekonomiczny lub – jak obecnie – zamrożenie gospodarki. I co wtedy? Jak długo jesteśmy w stanie przetrwać bez konieczności znaczącej zmiany struktury swoich wydatków? A co za tym idzie, nieuchronnej społecznej degradacji: przeprowadzki do mieszkania w gorszej okolicy albo oszczędzania na podstawowych produktach? Innymi słowy: jak długo przeciętny obywatel bogatego zachodniego świata może nie pracować bez poczucia, że poniósł życiową porażkę?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.