Pchać taczkę, i tyle
N i e zwykłem tęsknić do PRL czy do lat 90. i z reguły nie twierdzę, że kiedyś było lepiej. Zazwyczaj było gorzej, a tylko czasem po prostu inaczej.
Kiedy dorastało moje pokolenie, urodzone 20 lat po wojnie, a 10 po śmierci wielkiego ludobójcy, słyszało nieraz o sobie: wydelikacone. Dla tych, którzy przeżyli w latach wojennych oraz powojennych terror, głód i poniewierkę, młodzi, którzy mieli co najwyżej kłopot z cukrem na kartki (i brakiem mieszkań), byli szczęściarzami, których los nie dotknął. Kiedy my staliśmy się starzy, patrzymy na pokolenie obecne z podobnym dystansem – mimozy w conversach i ze smartfonem w głowie (a niechby tak się zepsuł! O jeny!). Jak mawia mój znajomy, w młodości zawodowy rewolucjonista – z tym pokoleniem rewolty nie zrobię, tak długo szykowaliby odpowiedni outlook, że wszyscy by się spóźniali.
Zapewne dla tego pokolenia to koronawirus stanie się historycznym przeżyciem. Niezwykłe dla dzisiejszych 20- i 30-latków ograniczenia w jakiś sposób wpłyną na kształtowanie powszechnych postaw. Oby pozytywna to była zmiana, zakładająca, że stan problemów i niewygód jest raczej normalny dla człowieka – chociaż łatwo było o tym zapomnieć w latach prosperity. Może też lepiej zaczniemy rozumieć mieszkańców tych regionów świata, z którymi los obchodzi się okrutnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.