Socjal na wieki wieków
Państwo dobrobytu upada – konstatują co jakiś czas liberałowie. Otóż nie. Nie upada i nie upadnie. Będzie trwać kosztem rozwoju
Gdy rząd PiS robi kolejny krok w stronę budowy państwa dobrobytu, z 13. emerytury próbując zrobić regularne, coroczne świadczenie, mnie przypomina się pewien rysunek. Przedstawia on przygarbionego chłopa, na którego plecach podróżuje arystokrata i ksiądz. Rysunek, spopularyzowany w czasach poprzedzających wybuch rewolucji francuskiej w 1789 r., wyrażał krytykę ówczesnych stosunków społecznych opartych na wyzysku chłopstwa. Dzisiaj rolę wyzyskiwanych chłopów przejęli ludzie pracujący i przedsiębiorcy, a rolę szlachty i kleru – ich babcie i dziadkowie, emeryci. Prognozy demograficzne są jednoznaczne: seniorów będzie przybywać, w efekcie czego staną się najsilniejszą politycznie grupą społeczną. Będą wymagać coraz więcej uwagi i coraz więcej nakładów finansowych. Jednak rewolucji nie będzie. Klasa produktywna się nie zbuntuje. Muszę więc zmartwić Witolda Gadomskiego z „Gazety Wyborczej”, który oznajmił, że „państwo dobrobytu umiera”. Nie umiera. Państwo dobrobytu, którego czuła opieka ma obejmować przede wszystkim właśnie emerytów, trwa i trwać będzie. Weszliśmy bowiem w epokę, w której bezpieczeństwo stało się ważniejsze niż wolność. Bertrand de Jouvenel, wybitny francuski filozof polityki, powiedziałby, że w społecznym sporze o wartości wygrali sekurytaryści i – być może – wygrać musieli, bo ludzie uznają wolność za „w gruncie rzeczy potrzebę drugorzędną”, ujawniającą się tylko od czasu do czasu, zwłaszcza w warunkach skrajnej opresji.
Dobrobyt w autokracji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.