Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czego nie chcemy wiedzieć, czyli ryzykozwrot z inwestycji

27 lutego 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

S tare przyzwyczajenia umierają powoli. Świat finansów i ekonomii, szczególnie w stosowanej jego części, zgodnie z naturą ludzką, uwielbia uproszczenia – więc po latach praktyki zapomina o prawdziwej istocie zjawisk. Nie inaczej jest ze stopą zwrotu i ryzykiem inwestycji. By ocenić to pierwsze, wykorzystujemy liczby, żeby opisać to drugie – słowa. A przecież matematyka finansowa dostarczyła nam już wielu instrumentów, by móc mówić o tych dwóch nierozerwalnie związanych ze sobą wymiarach każdej inwestycji jednocześnie – jako o ryzykozwrocie.

Każde aktywo – firma, obligacja czy instrument pochodny proponowany zamiast przyzwoitego oprocentowania lokat przez banki – warte jest tyle, ile wynosi suma przepływów pieniężnych w przyszłości wyrażona w dzisiejszej wartości pieniądza. „Dzisiejsza wartość pieniądza” to dyskontowanie, „suma przepływów pieniężnych w przyszłości” jest prognozą – i to prognozą obciążoną niepewnością. Model ten – nazywany metodą zdyskontowanych przepływów pieniężnych – zaproponowali w latach 50. XX w. ekonomiczni nobliści Franco Modigliani (Massachusetts Institute of Technology) oraz Merton Miller (Uniwersytet Chicagowski).

Jednak w tej metodzie kryje się wiele subtelności, które osoba dokonująca wyceny (analityk, inwestor czy audytor) musi rozważyć: jakich stóp procentowych użyć do dyskontowania, czy i jaką premię dodać za ryzyko, jak oszacować przepływy, jakie są możliwe ich scenariusze, jaki przyjąć horyzont czasowy etc. Uczciwy analityk przedstawi nie jedną liczbę, lecz cały wachlarz mniej lub więcej prawdopodobnych realizacji danej inwestycji. Tyle że udając się do niego, najczęściej chcemy usłyszeć prosty i szybki komunikat.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.