Brexit a sprawa polska
C zy Bóg może stworzyć kamień, którego nie będzie w stanie podnieść? Właśnie to pytanie było esencją rozważań prawnych na temat istoty suwerenności, gdy Wielka Brytania wchodziła do Wspólnot Europejskich. Królewski sąd orzekł, że skoro parlament dobrowolnie – na życzenie obywateli – zdecydował się oddać część uprawnień na rzecz organizacji ponadnarodowej, to również w dowolnym momencie, gdy obywatele sobie tego zażyczą, może zdanie zmienić. To się właśnie dzieje.
Tyle że przez 47 lat obecności Wielkiej Brytanii w europejskich strukturach już bardzo wiele wody upłynęło w Tamizie. Procesy globalizacyjne na niespotykaną wcześniej skalę zmniejszyły świat. Migracje oraz rozwój technologii cyfrowych potęgują wrażenie chaosu. Imperium amerykańskie dostaje zadyszki, Chińczycy już nie tylko trzymają się mocno. W tym rozedrganym świecie każda akcja rodzi reakcję: globalizacja zrodziła tendencje antyglobalistyczne.
Czy można wyjść z czegoś, jeśli w tym czymś w pełni się nie było? Właśnie tak, z ironicznym dystansem Brytyjczycy komentują bolesne rozsta(wa)nie z UE. W tak skomplikowanej relacji rozwód z orzekaniem o winie (którego wydają się domagać urażeni euroentuzjaści z kontynentu) nie jest możliwy. Jak zatem sensownie ułożyć separację?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.