Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Szafarze nadziei, prorocy apokalipsy

26 stycznia 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

S adzenie drzew to być może jedyny element programu ochrony klimatu, który popierają praktycznie wszyscy: od ONZ, przez ekologów i wielki biznes, po Donalda Trumpa. Do inicjatyw związanych z odtwarzaniem lasów przystąpiły do tej pory m.in. Brazylia, Chiny, Etiopia, Indie i USA. W Polsce o sadzeniu drzew i zazielenianiu miast mówi zarówno Mateusz Morawiecki (w zeszłym roku zapowiedział 500 mln nasadzeń; potem okazało się, że tyle sadzą Lasy Państwowe co roku, a na więcej miejsca nie mają), jak i Rafał Trzaskowski (obiecał 1 mln drzew do 2020 r., posadził 10 razy mniej).

I nic dziwnego. Dla polityków to rozwiązanie win-win. Drzewa wychwytują dwutlenek węgla z atmosfery, przy okazji spełniając wiele innych pozytywnych ról dla środowiska. A jednocześnie raczej nie grożą wyborczą porażką. W zeszłą środę w Davos Trump ogłosił przyłączenie swego kraju do szumnej inicjatywy biliona drzew. Oczekuje się, że USA posadzą w ramach tego projektu 50–100 mld sadzonek. – Jesteśmy oddani sprawie ochrony majestatu Bożego stworzenia i naturalnego piękna naszego świata – podkreślał amerykański prezydent. Nawoływał zarazem do optymizmu i odrzucenia wieszczących apokalipsę „odwiecznych proroków zagłady”.

Mówił o roli, jaką – według niego – w dalszym ciągu mają do odegrania tradycyjne paliwa. W kontrze do wizji Trumpa ustawiła się na szwajcarskim forum 17-letnia aktywistka Greta Thunberg. Sadzenie drzew nie wystarczy, aby zatrzymać wzrost temperatur, nie zastąpi ograniczenia, a właściwie zatrzymania naszych emisji – przekonywała. – Dopóki nie dysponujemy technologiami, które pozwalają na cofnięcie emisji na dużą skalę, dopóty musimy zapomnieć o zerowej emisji netto. Potrzebujemy zeroemisyjności realnej – dodała Szwedka.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.