Wyciągnięte ramiona gotowe objąć Amerykę
O twarcie kadencji kolejnego prezydenta USA to patetyczny, ale i piękny rytuał. Przy każdej zmianie władzy miliony wyborców mają prawo marzyć, że tym razem naprawdę wszystko będzie lepsze. Gorzej, gdy temu wrażeniu ulegają dziennikarze, którzy opisują wydarzenia, a nie przeżywają je na wizji czy przelewają na papier swoje emocje. Dzień 20 stycznia pokazał jednak, że wielu przedstawicieli szeroko pojętej prasy nie odróżnia polityki od serialu na Netfliksie. Co więcej, ogląda go naiwnie.
Przy okazji inauguracji Joego Bidena Rachel Maddow – rozpoznawalna prezenterka stacji MSNBC – wyraźnie zaczerwieniona na twarzy zaczęła program od przyznania się swoim gościom i widzom, że „zużyła już pół paczki chusteczek”. Przez cały dzień publicystom różnych stacji – od prawicowego Fox po CNN – na przemian odbierało ze wzruszenia mowę lub zbierało się na łzy. David Chalian, szef działu politycznego CNN, bredził na antenie o tym, jak rzędy świateł ustawione przed Kapitolem jako symboliczne znicze dla ofiar pandemii „przypominają mu wyciągnięte ramiona Joego Bidena, gotowe, by objąć Amerykę”. W porównaniu z tym materiał „Los Angeles Times” o ośmioletniej dziewczynce, która nie chciała wstawać z łóżka do szkoły i grymasiła, dopóki nie wygrali Biden i Kamala Harris, można uznać za nieszkodliwy eksponat przyszłego muzeum emocjonalnej propagandy. Dla jasności – wielu polskich obserwatorów amerykańskiej polityki rzuciło się, by zrobić to samo, co oglądali na żywo w transmisjach zza oceanu. Media społecznościowe pełne były deklaracji o wzruszeniu i łzach, jakie towarzyszyły tej podniosłej okazji. Choć mimo wszystko mówimy cały czas o wyborze prezydenta w Waszyngtonie, nie w Warszawie.
I choć to wszystko jest dość żenujące, problem, który z tego wynika, jest prawdziwy. Czy możemy liczyć na uczciwe i rzetelne opisywanie działań nowej administracji przez media, które występują na trybunach w roli kibiców albo przyklejonych do ekranu fanów? Czy dziennikarze dosłownie świętujący zwycięstwo Bidena i Harris będą w stanie teraz patrzeć im na ręce? Słowem: czy taka „czwarta władza” zasługuje jeszcze na ten tytuł? Ostatnie lata zacementowały już w mediach głównego nurtu zasadę „wszystko jest lepsze od Trumpa” jako aksjomat. Amerykańska prasa skłonna była uznać, że odsunięcie Trumpa od władzy i powstrzymanie przyszłych zwycięstw kolejnych demagogów jest zadaniem tak doniosłym, że warto dla niego poświęcić zawodowy etos i standardy. A już na pewno patrzeć na Bidena i Harris łagodniej. Jeśli nowy prezydent reprezentuje sobą triumf demokracji – a tak właśnie zdaniem gadających głów z Nowego Jorku i Waszyngtonu jest – to z samego szacunku dla tych wartości należy traktować go inaczej. Dość powiedzieć, że skala lizusostwa dużych magazynów wobec Kamali Harris jest tak duża, że nawet osoby z bliskiego otoczenia wiceprezydent zaczęły postrzegać to jako problem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.