Brzydkie kaczątko, łabędź bez trybu
Szczery i mądry rachunek sumienia jest w świecie polityki taką rzadkością jak ciekawy przebój w Eurowizji. Nie inaczej jest wśród duchowieństwa, co ciekawe, skoro akurat Kościół katolicki wynalazł i propaguje jeden z największych wynalazków kultury duchowej Zachodu – spowiedź świętą. Dobrego przykładu nie dają nawet publicyści, chociaż mogłoby się zdawać, że jest to grupa szczególnie predysponowana do wkładania palca w oko – no i niech tam, ale żeby zaraz we własne? A przecież ktoś jednak pisał o konieczności wystąpienia w wyborach za pomocą jednej listy opozycji, ktoś gorąco przekonywał, że w Polsce jest dyktatura, a ktoś inny, że opozycja dostaje instrukcje z Berlina, a nawet, że TVN zaniża poziom polskiego dziennikarstwa, natomiast TVP podnosi.
Dam dobry przykład autorefleksji. Otóż jeżeli coś mi jednak nie wyszło, to projekt Morawiecki. Tak, broniłem go dla zasady. Kiedy ten młody i nieprzeżarty partyjnymi nawykami polityk stał się wicepremierem w rządzie Zjednoczonej Prawicy, został bardzo mocno zaatakowany, po pierwsze, za wszystko, po drugie, za ekonomiczne matolstwo. „Za wszystko” to akurat miało sens, bo ZP niemal na dzień dobry swoich rządów zaczęła prawną hucpę i Morawiecki brał w tym udział, nieraz głosując z przyjemnością. Natomiast na polu ekonomii sprawa taka prosta już nie była. Można żywić przekonanie, że kurs przyjęty w Polsce u progu transformacji przyniósł wyraźnie więcej lepszego niż złego (sam tak uważam), oraz uważać za fundamentalną zasadę, że za poziom życia twojej rodziny odpowiadasz w pierwszej kolejność ty, a nie twoje państwo (tak! tak!). Co nie oznacza, że kursu nie można zmieniać, bo można, czego przykładem poszukiwania polityk gospodarczych w krajach demokratycznych i kapitalistycznych od przynajmniej 1945 r. Warto, jak mi się zdaje, walczyć o maksymalną wolność gospodarczą, niemniej prawda jest, jaka jest: różnie to bywa na tym Zachodzie. I wcale nie jest oczywiste, że skutkami zwiększania udziału państwa w gospodarce (wraz z budzącą grozę swobodą finansowania państwowych planów pieniędzmi... z powietrza) są bankructwo i nędza. Ileż to razy naczytałem się w moim długim życiu o nieuchronnej katastrofie Szwecji...
Wicepremier Morawiecki złamał schemat. Państwo wydawało, budowało i planowało więcej wydatków i więcej budowania. „Plan Morawieckiego” zawierał analizy, których nie należało zbywać machnięciem ręki. W takich „planach” sporo jest publicystki, niemniej tzw. pułapka średniego dochodu nie była czystą publicystyką, podobnie jak zjawisko wypływania kapitału polskiego za granicę (samo w sobie nic niepokojącego, ale jeżeli przez lata rozwijający się kraj, otwarty na inwestycje, tak łatwo pozbywa się kapitału, to jest o czym mówić). Małe firmy przegrywają z wielkimi firmami dlatego, że polityczne decyzje forują dużych kosztem małych – wicepremier to zauważył. Wreszcie naprawdę nie można zbudować nowoczesnej gospodarki z bagażem słabości instytucji państwa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.