Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kto tu na kogo pluje

31 sierpnia 2022
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

K olejny raz polska pomoc dla Ukrainy stała się przedmiotem niewybrednej krytyki węgierskich decydentów. Tym razem jej autorem jest János Lázár, minister budownictwa i rozwoju, przez lata prawa ręka premiera Viktora Orbána. Polityk ten wystąpił w ostatni weekend na festiwalu Tranzit, w czasie którego skomentował problemy Budapesztu z pozyskaniem pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, którego Bruksela wciąż nie zaakceptowała. Lázár powiedział, że minister funduszy europejskich Tibor Navracsics negocjuje nie z dżentelmenami, lecz łajdakami. A najlepszym przykładem mieliby być „Polacy, którym kazano napluć na Węgry, żeby dostać pieniądze, więc napluli na nas, a nie dostali złamanego grosza”.

Ten konstrukt retoryczny pokazuje, że węgierskie władze nie rozumieją, że ochłodzenie we wzajemnych relacjach wynika z polskiego zaangażowania w pomoc Ukrainie i odmiennej wizji relacji z Rosją. Zamiast tego zwolennicy Fideszu słuchają o sprzedaniu się za unijne pieniądze i realizacji polskich planów geopolitycznych. W ostatnim półroczu pojawiły się dwie wypowiedzi, w których premier tłumaczył Węgrom przyczyny, dla których Polska zaangażowała się w pomoc Ukrainie. W marcowym „Mandinerze” Orbán powiedział, że „Polacy chcą przesunąć granicę świata zachodniego do granicy świata rosyjskiego. Poczują się bezpieczni, jeśli tak się stanie, a NATO, w tym Polska, będą mogły rozmieścić właściwe siły wojskowe na zachód od tej linii. Dlatego zaciekle popierają członkostwo Ukrainy w NATO”. Do Polski nawiązał także w lipcu, w czasie przemówienia wygłoszonego w rumuńskim Siedmiogrodzie. Powiedział wtedy, że wojenne różnice między Polską a Węgrami wynikają z „choroby serca”. – My postrzegamy wojnę jako konflikt między dwoma narodami słowiańskimi, od którego musimy się trzymać z daleka, a oni już w niej walczą – deklarował.

Od pół roku nie przeczytałem w sympatyzujących z rządem mediach ani jednej analizy pióra Węgra, która w rzeczowy sposób przedstawiłaby polski punkt widzenia. Takie zabiegi były podejmowane przez polskich publicystów. Ci pro-rządowi piszą o polskich ambicjach związanych z ideą Międzymorza i realizacji marzeń o regionalnej hegemonii. W ten sposób, także w „Mandinerze”, autor skomentował tekst Jakuba Kumocha, który w Kancelarii Prezydenta odpowiada za politykę międzynarodową. Podejmowane przez stronę polską działania nie przynoszą oczekiwanych skutków po stronie węgierskiej. Ostre i dyplomatyczne słowa premiera Mateusza Morawieckiego o Ukrainie albo prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o Buczy odbijają się medialnym echem, ale nie wpływają na retorykę władz. Węgierscy politycy, w tym ambasador w Polsce Orsolya Kovács, zapewniają, że różnice w podejściu do wojny nie zniszczą naszych relacji.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.