Od utopii do utopii
Miesiąc temu w Londynie odbyła się premiera nowej książki Nialla Kishtainy’ego „Infinite City”. Możecie tytuł tłumaczyć na różne sposoby – zwłaszcza że na polskie wydanie na razie się nie zanosi. Może to być „Wieczne miasto”. „Miasto bez granic” lub „Miasto nieskończone”. Rzecz traktuje o Londynie. Wielkiej, może największej metropolii w dziejach świata. Przynajmniej gdy chodzi o wpływ na rozwój oryginalnej, nierzadko wywrotowej myśli społecznej. Bo tym, co spina to londyńskie dziedzictwo, jest – zdaniem Kishtainy’ego – utopia. To dzięki niej właśnie nad Tamizą powstawały najważniejsze prace światowych wizjonerów, którzy próbowali wymyślić sobie lepszy, wręcz idealny świat.
Przy okazji zdałem sobie sprawę, że Kishtainy nie jest w Polsce autorem nieznanym. W tym roku na naszym rynku pojawiło się kolejne – już czwarte – wznowienie jego pierwszej książki „Krótka historia ekonomii”. Choć bardziej niż doskonale wpisuje się ona w tematykę niniejszej kolumny, to nigdy – przez naście lat jej istnienia – nie została przeze mnie opisana. Czas najwyższy naprawić to przeoczenie.
„Krótka historia ekonomii” jest dzieckiem swoich czasów. Dekady, która przyszła po kryzysie 2008 r. Charakteryzowały ją duży optymizm i nadzieja, że ekonomię uda się wyprowadzić z wąskiej neoliberalnej ścieżki, na którą zabrnęła, gdy kapitalizm pokonał komunizm, a potem się zglobalizował i kompletnie rozbisurmanił. Liczono więc, że pod wpływem krachu bankowego przyjdzie korekta. Jej źródeł upatrywano właśnie w powrocie do tradycji ekonomii wielonurtowej i heterodoksyjnej. A nie tylko z liberalnego abecadła.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.