Do szpitali po cichu wracają limity. Diagnostyka onkologiczna pod presją
NFZ szuka miliardów i sięga po ciche ograniczenia finansowania diagnostyki. Efekt może być odwrotny od zamierzonego: zamiast oszczędności – dłuższe kolejki i późniejsze wykrywanie nowotworów. Innymi słowy, do systemu tylnymi drzwiami wracają limity.
Jak NFZ chce ograniczyć wydatki na diagnostykę
Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia ma problem: lukę w budżecie w wysokości 23 mld zł i ból głowy, jak ją zasypać. Ponieważ na hojność ministra finansów nie może liczyć, łata więc dziurę chirurgicznymi cięciami. Najnowszy pomysł – mocno kontrowersyjny – to mniej pieniędzy na cztery kosztochłonne badania, od których zależy szybkość postawienia diagnozy i rozpoczęcia leczenia onkologicznego.
Jak to ma działać? Fundusz po przekroczeniu kontraktu przez szpital zapłaci mu za diagnostykę obrazową tylko 40 proc. stawki, a na dodatek z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Zasada nie będzie dotyczyć świadczeń dla dzieci i pacjentów z tzw. kartą DILO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego), umożliwiającą szybką ścieżkę diagnostyki i leczenia nowotworów. Placówki medyczne nie stracą gwarancji, że NFZ zapłaci im za nadwykonania – ale znacznie mniej i dopiero w kolejnym roku. Pytanie, który dyrektor szpitala będzie chciał kredytować NFZ i jeszcze do tego dopłacać?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.