Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ustawa kamuflażowa. Gra o władzę nad pieniędzmi z NBP

Jest nowe święto państwowe w kwietniu 2026. Prezydent podpisał ustawę. Będzie dodatkowy dzień wolny od pracy dla Polaków?
W prezydenckim projekcie o SAFE najciekawsze jest to, że jego istotą jest transfer władzyShutterstock
dzisiaj, 21:00

Prawo bywa spektaklem. Pod szlachetnymi deklaracjami dobra wspólnego można ukryć zupełnie inne cele – polityczne lub instytucjonalne. Prezydencki projekt ustawy dotyczącej finansowania obronności, tzw. polski SAFE 0 proc., jest przykładem takiego legislacyjnego kamuflażu.

Francuzi mają na to piękną nazwę: „loi spectacle”, widowisko zamiast prawa. Rosyjski „zakon pokazucha” brzmi przaśnie, ale znaczy to samo. Prawo, którego cel jest inny niż ten oficjalnie deklarowany, a wszystko po to, aby za nobliwą etykietą nowości legislacyjnej, z oczywistą deklaracją powiększania dobra wspólnego, schować to, co nie powinno być demonstrowane w swej dosłowności. U nas może „ustawy kamuflażowe”?

Rozdźwięk między celem werbalizowanym a realizowanym w nowości legislacyjnej nie jest niczym nowym ani rzadkim. Ci, którzy jakąś zmianę legislacyjną lansują, mają w tym swój cel, mają oczekiwania – czasem złudne lub przesadne. Umiejętności prawoznawcze (jak taki przepis napisać?) i polityczno-prawne (przepchanie zapisu przez parlament, oprawa propagandowa itp.) czasem idą z tym w parze, a czasem nie. Ale odkrycie tego rozdźwięku zawsze powoduje u obserwatorów niemiłe wrażenie hipokryzji.

Problem z jawnością i transparentnością czy szwindle i lobbing?

Różna bywa intensywność kamuflażu. Wszak taki zabieg może skrywać działania skądinąd legislacyjnie sensowne i niezbędne, ale niepopularne, kiedy to nadmiar szczerości ustawodawczej mógłby trwale przeszkodzić przeprowadzeniu nieodzownego przedsięwzięcia. Wtedy co najwyżej dyskutujemy o dostatecznej czy niedostatecznej transparentności i jawności życia publicznego. Gorzej, gdy chodzi o jakieś lobbystyczne benefity grupowe, ukryte przekupstwa wyborcze czy szwindelki polityczno-korupcyjne.

W rozwiniętej, nieskarlałej demokracji, przy niezależnych i – dodajmy – wykształconych mediach, przy wysokim poziomie kultury prawnej, takie zabiegi stosunkowo łatwo odkryć. Gorzej, gdy tych bezpieczników brak, co chyba jest typowe w naszych czasach, epoce łatwego rozpowszechnienia informacji elektronicznej wszelakiego autoramentu i dezinformacji, postprawdy i propagandy jako oręża walki politycznej.

W konsekwencji media łatwo oszukać, a wyobraźnię elektoratu nie tylko zdominować, ale wręcz podpalić. Ważny problem ukryć, a atrapę smakowicie udekorowaną – pięknie oświetlić.

Prezydencki projekt o SAFE: próba sił między ośrodkami władzy wykonawczej

Ostatnio uwagę publiczną przykuwa projekt ustawy przedstawiony przez prezydenta, mający służyć sfinansowaniu wydatków obronnych bez konieczności korzystania z europejskiego programu SAFE. Otóż projekt ten skupia się na szerokim przedstawieniu kwestii, kto i jak będzie decydował o wydawaniu pieniędzy. Przewiduje tu utworzenie specjalnych organów decyzyjno-nadzorczych, o charakterystycznej strukturze podmiotowej, zapewniającej ośrodkowi władzy prezydenckiej większość hamującą decyzje zarządcze. Natomiast co do tego, skąd pieniądze mają pochodzić, projekt odwołuje się do już istniejącej ustawy o Narodowym Banku Polskim, wskazując, że idzie tu o wykorzystanie tego, co owa już istniejąca ustawa przewiduje, jako 95-proc. wpłatę do budżetu z rocznych zysków NBP. Oczywiście, o ile takowe zaistnieją. Dyskusja skupia się wokół realności oczekiwania na te zyski, spekulacyjnego – czy nie – sposobu ich wygenerowania, bezpieczeństwa dla istniejących rezerw i systemu pieniężnego, roli banku centralnego w ogólności i koincydencji projektu z wetem dotyczącym ustawowej introdukcji projektu europejskiego.

Natomiast według mnie w prezydenckim projekcie najciekawsze jest to, że jego istotą jest transfer władzy. Dotychczas rząd, czerpiąc z budżetu, decydował o zagospodarowaniu 95-proc. wpłaty z zysku NBP. Celem prezydenckiej inicjatywy jest drastyczne ograniczenie tej możliwości. Mamy więc do czynienia z kolejnym przykładem próby przesunięcia prawnego układu sił między dwoma ośrodkami władzy wykonawczej. Piszę o kolejnym przykładzie, bo takie przesunięcia (faktyczne i legislacyjne) były całkiem liczne w okresie poprzedniej kadencji prezydenckiej: przypomnijmy kwestię prawdziwych i rzekomych prerogatyw. Natomiast z punktu widzenia legislacyjnego mamy oto przykład projektu właśnie ustawy kamuflażowej. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.