Pustka w Radzie Pokoju Trumpa. Nawet najwierniejsi się nie spieszą
Albania, Argentyna, Indonezja, Stany Zjednoczone, Węgry, Wietnam. Ci członkowie Rady Pokoju Donalda Trumpa mają być reprezentowani przez szefów państw lub rządów (a w przypadku Wietnamu – przez kierownika rządzącej partii komunistycznej) na inauguracyjnym posiedzeniu liderów, które ma się odbyć 19 lutego w Instytucie Pokoju im. Donalda Trumpa. Sześć państw na 195 uznawanych przez Waszyngton to 3 proc. wszystkich. Jak na ambicje zastąpienia ONZ – mogło być lepiej.
Można do tej listy dodać prezydenta Rumunii Nicușora Dana, który udaje się na posiedzenie jako obserwator, a nie pełnoprawny uczestnik. Być może ktoś jeszcze zdecyduje się na przyjazd w ostatniej chwili. Niemniej jak na radę, za pomocą której Trump miał zarządzać światem, to wizerunkowa porażka. Do USA z różnych powodów nie udają się nawet bliscy ideologicznie liderzy. Nie ma na razie na liście obecności większości prawicowych przywódców latynoamerykańskich w rodzaju Salwadorczyka Nayiba Bukelego, choć oni akurat przyjadą do Trumpa na początku marca. Nie ma premiera Izraela Binjamina Netanjahu, którego Trump wspiera nawet wtedy, kiedy nie musi, choć ma się pojawić jego szef dyplomacji Gideon Sa’ar. Nie ma aliantów ruchu MAGA z Europy: Giorgii Meloni z Włoch ani Karola Nawrockiego.
Nawet Łukaszenka nie poleciał do Trumpa
Nie ma też, mimo otrzymanego zaproszenia, Alaksandra Łukaszenki, który szuka każdej okazji do zrobienia sobie zdjęcia z kimkolwiek ciut ważniejszym. Kartę Rady Pokoju dotychczas podpisało niemal 30 krajów. Na czwartkowym posiedzeniu mają zostać ogłoszone ważne decyzje dotyczące zarządzania Strefą Gazy; Amerykanie twierdzą, że znaleźli 5 mld dol, które mogą zostać przeznaczone na odbudowę zburzonego przez izraelskie wojsko terytorium. Jednak autorytarny sposób kierowania Radą Pokoju, zapisany w dokumencie ujawnionym przez „The Times of Israel”, odstrasza najwierniejszych. Nawet ci, którzy nie odrzucili zaproszenia Trumpa do udziału w pracach rady, nie spieszą się, by inwestować w coś, co za miesiąc może amerykańskiego prezydenta znudzić albo rozczarować, po czym trafi do szuflady.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.