Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Uzdrawianie internetu czas zacząć

dzieci młodzież pokolenie Z
Każdy, kto zapuścił się w odmęty internetu lub obejrzał popularny serial „Dojrzewanie”, wie, jak toksyczne historie mogą się tam rozgrywać
dzisiaj, 19:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Trudno nie przyklasnąć temu pomysłowi. Naukowcy dawno dowiedli, że social media mają katastrofalne skutki zarówno dla umysłów rozwijających się, jak i tych dojrzałych. Bywa to porównywane do poziomu dewastacji, jaki narkotyki i alkohol wyrządzają psychice. Problem w tym, że nie wystarczy ograniczyć dostęp do treści - trzeba pomyśleć o szerszym problemie z dostępem do technologii.

Minister edukacji Barbara Nowacka razem z posłem Romanem Giertychem przedstawili śmiały projekt ograniczenia dostępu młodzieży do nieodpowiednich treści w internecie. Ich propozycję zainspirowała regulacja z Australii, gdzie przyjęto ustawę Online Safety Amendment (Social Media Minimum Age) Act, zgodnie z którą osoby poniżej 16. roku życia nie mogą tworzyć kont na platformach społecznościowych. Pilnować tego zakazu mają same platformy.

Trudno nie przyklasnąć temu pomysłowi. Naukowcy dawno dowiedli, że social media mają katastrofalne skutki zarówno dla umysłów rozwijających się, jak i tych dojrzałych. Bywa to porównywane do poziomu dewastacji, jaki narkotyki i alkohol wyrządzają psychice.

Jak ograniczono social media w Australii?

Podkreślmy, że u podstaw ustawy australijskiej leży ograniczenie nie tyle dostępu do samych aplikacji, co raczej treści w nich zawartych. Zarazem wyłączona jest z tego duża grupa usług cyfrowych, takich jak gry online, komunikatory oraz portale edukacyjne czy zdrowotne. Ostrze spada więc najbardziej na Facebooka, Instagrama, TikToka, Twitcha, X, YouTube’a oraz Reddit i inne popularne platformy. Wyłączenie z tej listy gier dowodzi, że chodzi przede wszystkim o przeciwdziałanie szkodom wyrządzanym młodym w sposób systemowy i algorytmiczny stricte przez media społecznościowe. Ograniczenie dotyczy nie tego, jak przebiega kontakt z technologią, ale wymiany treści i w założeniu ma ograniczać kontakt z negatywnymi czynnikami w cyfrowym środowisku. To się chwali, bo każdy, kto zapuścił się w odmęty internetu lub obejrzał popularny serial „Dojrzewanie”, wie, jak toksyczne historie mogą się tam rozgrywać.

Dopaminowy haj i katastrofa dla mózgu

Jednak obok szkodliwych treści w sieci istnieje jeszcze głębsze zagrożenie, mianowicie wpływ samych technologii na zmianę struktury neuronalnej w mózgu. Chodzi o „dopaminowy haj”, jaki przeglądanie portali dostarcza umysłom. Ciągłe powiadomienia i dopływ nowych informacji przyzwyczajają do osiągania łatwej i szybkiej gratyfikacji, uniemożliwiając po prostu człowiekowi skupienie się. Mózg nie potrafi odroczyć nagrody i potrzebuje ciągłych bodźców. W skrajnych przypadkach, jak u dziecka ze stwierdzonym ADHD, skutki korzystania z mediów społecznościowych mogą być katastrofalne dla jego rozwoju i przyszłości. Niestety w przedstawionym projekcie ustawy nie ma słowa na ten temat. Co zresztą nie dziwi, ponieważ ograniczenie w takim wymiarze łączyłoby się z ograniczeniem technologii jako takiej. To zadanie znacznie trudniejsze, ale warto próbować. Szwedzi obecnie pracują nad prawem, które radykalnie ogranicza używanie urządzeń elektronicznych na terenie szkół. Warto śledzić ich poczynania.

Sprawa jest poważna, bo dotyczy de facto bezpieczeństwa i zdrowia – nie tylko młodego pokolenia. Pytanie, czy ten temat nie stanie się nad Wisłą przedmiotem politycznych rozgrywek. Oraz czy mediów społecznościowych nie wezmą pod skrzydła radykałowie, którzy w ratunku dzieci będą widzieli ograniczenie wolności słowa.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.