Z PZU jak z kapelusza
Zarządzanie budżetem państwa przypomina czasem magiczne sztuczki. Iluzjonista, gdy chce zadziwić publiczność, sięga do pustego kapelusza i wyciąga z niego królika. Rząd zaś, gdy musi dokonać niemożliwego i zmniejszyć deficyt bez jednoczesnego drastycznego obcinania wydatków, sięga do instytucji finansowych. Kilka lat temu problem niedopinającego się budżetu ówczesnemu ministrowi finansów Leszkowi Balcerowiczowi pomógł załatwić dodatkowy miliard wypłaty z zysku NBP. Wcześniej inny minister, Grzegorz Kołodko, próbował zabrać z NBP część rezerwy rewaluacyjnej, ocenianej wówczas na trzydzieści kilka miliardów złotych. Jacek Rostowski ma więc godnych poprzedników. Ale też ma z czego brać – PKO BP z roku na rok wypracowuje duże zyski, a PZU dywidendy nie wypłacało chyba od lat. I niby wszystko jest w porządku i ministrowi Rostowskiemu należałoby bić brawo, ale trudno nie pamiętać o tym, że chyba tylko firmy z przeważającym udziałem Skarbu Państwa od lat siedzą na pieniądzach i nic z nimi nie robią.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.