Dziennik Gazeta Prawana logo

Olejnik, Zaremba, Durczok: cofnijcie to!

26 czerwca 2018

@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.000.013a.001.jpg@RY2@

Piotr Zaremba

Marcin Kaliński

Napisałem niedawno, że dziennikarz ma prawo grzebać w życiorysach, ale musi zawsze pamiętać, że próbując pozbawić kogoś wiarygodności, sam może ją stracić. To samo dotyczy ciała, które sobie przyznało prawo obdarzania kolegów po fachu tak straszliwymi stygmatami jak "nagroda Hieny Roku".

Może i taka lekcja powinna być środowisku aplikowana, bo ma ono skłonności do arogancji. Ale jest to po trosze zajęcie dla sapera.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich napiętnowało nią w tym roku Wojciecha Cieślę za nieprawdziwy wywiad z Jackiem Chwedorukiem, wysokim urzędnikiem Banku Rothschilda, który był częścią materiału o majątku Janusza Palikota. Byłem tym szczerze zaskoczony. Nagroda Hieny Roku, jeśli już musi się komuś przytrafić, powinna być karą za wyjątkową podłość popełnianą z premedytacja, wyrządzającą komuś wielką szkodę. Ciężko mi się tego wszystkiego dopatrzeć w tej historii.

Po pierwsze czy wina była umyślna? Trudno mi sobie wyobrazić dziennikarza, który nie oszalał, a który zamieszcza w swojej gazecie nieprawdziwy wywiad z prawdziwą osobą. Wymienioną z imienia i nazwiska, taką, która może w każdej chwili powiedzieć: to nie moje wypowiedzi. Dla każdego, kto nawet nie zna sprawy, jest rzeczą oczywistą: to była pomyłka. Zbieg okoliczności, który zdarzyć się nie powinien, a jednak się zdarza najpilniejszym adeptom tego zawodu. Sytuacje absurdalne są najcięższe do wykrycia i przewidzenia. Właśnie ze względu na swoją absurdalność i brak prawdopodobieństwa.

Po drugie należy spytać o rzeczywistą krzywdę. Sam byłbym wkurzony, widząc w gazecie rozmowę ze sobą, wypowiedzi, jakich nigdy nie udzielałem. Ale czy po miesiącu, dwóch, gdy wszystko zostało wyjaśnione, uważałbym się za pokrzywdzonego? Szkodę ponieśli tu dziennikarz i gazeta - skądinąd uzasadnioną, ale nie pan Chwedoruk, od początku chodzący w aureoli bohatera skandalicznej pomyłki, żądającego przeprosin i te przeprosiny otrzymującego.

A czy ofiarą jest poseł Palikot? Ten nieszczęsny wywiad, którego nie było, raczej pomógł mu przyćmić wrażenie wywołane publikacją o jego majątku. Publikacją, która stawiała mu nieprzyjemne pytania. Można powiedzieć, że był to dla niego szczęśliwy traf. Zarówno pan Chwedoruk, jak i poseł Palikot są osobami wpływowymi i zamożnymi. Mają możliwości, aby się bronić, pilnować własnych interesów, i zresztą skorzystali z nich w pełni.

Nie jestem zwolennikiem rozgrzeszania dziennikarskiego światka. Nawet w tym roku widzę media, które dopraszają się napiętnowania. Rzecz w tym, że SDP, które potrafi iść czasem pod prąd dziennikarskim salonom, w tej akurat sprawie poszło na łatwiznę. W jego wypowiedziach często daje się zauważyć dużą surowość wobec kolegów czynnych w zawodzie, tendencję do uznawania pomyłki czy porażki za zbrodnię. Tylko czy własnej pomyłki też?

@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.000.013a.002.jpg@RY2@

Kamil Durczok

Krzysztof Dubiel/TVN

Nie sądzę, by Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, którego ostatnią, nieudaną zresztą próbę reanimacji podjęto około rok temu, reprezentowało kogokolwiek poza ludźmi, którzy zasiadają w jego władzach. W najmniejszym więc stopniu nie wydaje mi się, by należało się przejmować tym, że SDP uznało kogoś za hienę czy przyznało jakikolwiek inny mało elegancki tytuł.

Dla mnie SDP straciło wiarygodność, gdy opublikowano słynne "taśmy Begerowej". To wtedy zacząłem się poważnie zastanawiać, kogo to Stowarzyszenie reprezentuje. Zamiast bronić dziennikarzy i stacji, która wyemitowała materiał, przed niespotykanymi dotąd atakami polityków Prawa i Sprawiedliwości, SDP wdało się w dyskusję, czy ujawnienie taśm było etyczne. Od tamtej pory to, co robi Stowarzyszenie, przestało mnie interesować. Zupełnie.

Dlatego na miejscu Wojciecha Cieśli w ogóle bym się nie przejmował. Z reguły werdykty SDP są dyskusyjne. Poprzednio laureatami Hieny również bywali ludzie, którzy na to nie zasługiwali.

Tymczasem najbardziej reprezentatywna dla dziennikarskiego środowiska jest nagroda Grand Press. Bez względu na to, czy się to komuś podoba, czy nie. Jest dostępna dla wszystkich, demokratyczna. Mogą w niej brać udział wszystkie redakcje. Regulamin jest transparentny, ogólnie dostępny. Jury jest pluralistyczne i reprezentatywne.

A kogo dziś reprezentuje SDP? Nie chcę nikomu odbierać legitymacji do tego, by się posługiwał takimi czy innymi tytułami. Ale na miejscu przedstawicieli Stowarzyszenia mocno bym się zastanowił, w czyim imieniu występują.

@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.000.013a.003.jpg@RY2@

Monika Olejnik

Michał Kołyga

Dziennikarze są zobowiązani do rzetelności przy zbieraniu informacji. Ale czasem zdarzają się sytuacje tak bardzo osobliwe, że nie sposób ich przewidzieć. Jeśli na ich podstawie powstanie dziennikarski materiał, w takiej sytuacji dziennikarz ma tylko jedno wyjście - przeprosić. Jeśli nie idzie w zaparte, tylko przyznaje się do błędu - robi to, co zrobić powinien.

Dlatego kompletnie nie rozumiem decyzji Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które przyznało swą antynagrodę, zastrzeżoną dla osób jawnie sprzeniewierzających się etyce zawodowej, dziennikarzowi, który po prostu został wprowadzony w błąd, a później wielokrotnie za niego przeprosił. Sądzę, że SDP jako organizacja zrzeszająca bądź co bądź dziennikarzy jest zobowiązane do takiej samej jak oni rzetelności. W tym wypadku nikt ze Stowarzyszenia nie zadał sobie chyba jednak trudu, by zbadać tę sprawę. Bo gdyby ktoś sobie taki trud zadał, "nagroda" niewątpliwie trafiłaby do kogoś, kto bardziej na nią zasłużył. Sama widzę w polskich mediach kilka poważnych do niej kandydatur.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.