Unia po Lizbonie, czyli nasza mała stabilizacja
Pani Bouvier w "Napisie" Geralda Sibleyrasa, grana przez Martę Lipińską z Teatru Współczesnego, powtarza przy każdej okazji bez jakiegokolwiek sensu: "Kiedy mamy jedną Europę...".
Jest to dla niej sposób na łatwe odepchnięcie od siebie problemów. Jest - trochę jak bezkrytyczni zwolennicy traktatu z Lizbony w ciągu ostatniego półtora roku - zamknięta na wszelkie wątpliwości, pędzi spokojne życie w mieszczańskiej kamienicy. A i kamienica, w której mieszka, jest jak współczesna Unia Europejska - niechętnie przyjmuje nowe, gnuśnieje we własnych przesądach. Szansą na zmianę miał być nowy traktat. Pierwszą jego wersję odrzucili w referendach Francuzi i Holendrzy. Kolejna, podobna, długo rodziła się w bólach. Czy spełni pokładane w niej oczekiwania? Pierwsze doświadczenia wskazują, że czeka nas tylko kosztowny remont kamienicznej fasady. I niebawem pojawią się głosy, że Europa potrzebuje nowego traktatu.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.