Dziennik Gazeta Prawana logo

Moją Firmę pomogą rozwijać ludzie, którzy wiedzą, jak się robi dobre interesy

27 czerwca 2018

Przez lata liczni znajomi, którzy sami wybrali drogę samodzielnej działalności gospodarczej, przekonywali mnie do korzyści płynących z takiego kroku. Nie do końca skłonny byłem ulec ich argumentacji, bo jako człowiek z natury konserwatywny, nie mam w zwyczaju pakować się w coś, o czym nie wiem odpowiednio dużo. Zacząłem więc googlać, dopytywać, badać.

FELIETON

Wnioski nie były optymistyczne. Bo trudno o takie, kiedy człowiek, który przez całe życie był dumny z tego, że skończył wcale nie najgorszy uniwersytet i znalazł całkiem dobre zajęcie, nagle zaczyna drążyć nowe dziedziny i niestety rozumie dużo mniej, niż powinien. Źle się czuje, gdy okazuje się niezaradnym życiowo, nieprzystosowanym indywiduum, zadającym na forach internetowych i w urzędach "dziwne" pytania. Postacią, na którą ci lepsi, dopuszczeni do obcowania z ową tajemną wiedzą patrzą ze zdziwieniem, a czasem wręcz z pogardą. Bo w końcu jak można nie rozumieć terminologii, nie odróżniać formularzy, do wypełniania których zmuszają w ZUS, czy urzędach skarbowych? Jak można nie czuć się w biznesie jak ryba w wodzie?

W końcu, po trochu wiedziony ciekawością, a trochę przymuszony przez życiowe okoliczności, poszedłem na swoje. I dziś już wiem, że wprawdzie tego wszystkiego, czego chcą od ludzi zakładających firmy w urzędach, można się nauczyć, ale mam też pewność, że system prawno-urzędniczy, w którym muszę funkcjonować, nie jest ani prosty, ani przyjazny obywatelowi i nie ma sensu doszukiwać się w nim logiki.

Na pewno nie tworzono go z myślą o tym, jak pomóc przedsiębiorcy. Mityczne jedno okienko, obiecywane od lat i wciąż niemogące zafunkcjonować tak, jakbyśmy sobie mogli życzyć, to tylko symbol, ale jakże wymowny.

Dziś, kiedy poznałem już wszystkie możliwe urzędy i mam pewność, że jeszcze wiele razy będę musiał je odwiedzić, nie do końca będąc świadomym celu owych wizyt, wiem, że nie trzeba się wstydzić niewiedzy. Warto pytać i szukać odpowiedzi. Warto docierać do ludzi, którzy już przetarli szlaki, wiedzą jak się robi biznes i chcą się tą wiedzą podzielić. Dla nich hasło "moja firma" znaczy całkiem co innego niż dla mnie i tysięcy ludzi co miesiąc uruchamiających własne interesy. Ale ci doświadczeni, którzy dziś są szefami, właścicielami czy menedżerami w dużych spółkach, też kiedyś zaczynali, też uczyli się na błędach swoich i cudzych. I tę ich wiedzę trzeba wykorzystać. Trzeba ich pytać i czerpać nauki, żeby nie wyważać otwartych drzwi.

Dlatego w "Mojej Firmie" będzie teraz więcej ludzi - ekspertów i praktyków, doświadczonych menedżerów i postaci, których nazwiska kojarzą się z sukcesem ekonomicznym. Będą mówić o tym, jak działać na konkurencyjnym rynku, wykorzystywać biznesowe okazje i przewagi, o swoich problemach i o tym, jak je rozwiązywali.

A jeśli ktoś się obawia, że zmiana formuły pozbawi Czytelników Mojej Firmy treści, które dotąd w tym dodatku przeważały - niech się nie martwi. Wszystko, nawet w większych ilościach, znajdzie się w żółtej części Dziennika Gazety Prawnej.

@RY1@i02/2009/231/i02.2009.231.130.0002.102.jpg@RY2@

Piotr Buczek, dziennikarz DGP

Piotr Buczek

dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.