Marzenia o e-biznesie
Polacy tłumnie ruszyli po unijne dotacje na założenie własnego internetowego biznesu. Chcąc zwiększyć swoje szanse na pieniądze z UE, gotowi byli stać w kolejkach przed lokalnymi urzędami przyjmującymi wnioski. A 20-letni chłopcy marzący o karierze e-biznesmenów nauczyli się nawet od swoich wychowanych w czasach PRL-u rodziców, jak zakłada się społeczne listy kolejkowe.
Wszyscy oni uwierzyli, że firma w internecie to prosta droga do sukcesu. Problem jednak w tym, że niekoniecznie, co pokazuje historia e-biznesów. W sieci było przecież mnóstwo wyszukiwarek, ale dopiero twórcy Google stworzyli nową jakość, którą pokochały miliony użytkowników. I tylko oni zarobili prawdziwe pieniądze. Także w Polsce portali społecznościowych było bez liku, ale internauci pokochali dopiero Naszą-klasę, dając zarobić miliony jej twórcom. A ci, którzy próbowali później skopiować ich pomysł, szybko dowiedzieli się, że to wcale nie takie proste.
Wniosek jest jeden: aby internetowa firma odniosła sukces, potrzebny jest nie tylko dobry pomysł, ale także wyczucie czasu, potrzeb klientów i nawet zwykły łut szczęścia. A potem codzienna mozolna praca. Bo internet nie jest kurą przynoszącą złote jaja, a firmy w nim zakładane niczym się nie różnią od działających w realu. Mam nadzieję, że pamiętają o tym wszyscy ci, którzy dla marzenia o własnym e-biznesie gotowi byli stać w deszczu i chłodzie kilka dni.
@RY1@i02/2009/210/i02.2009.210.000.002c.001.jpg@RY2@
Renata Kim
Renata Kim
renata.kim@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu