Dziennik Gazeta Prawana logo

Landrynkowe covery na 50. urodziny polskiego jazzu

29 czerwca 2018

Pierwszy dzień jubileuszowego Jazz Jamboree pokazuje, że polski jazz pogrążony jest w zapaści. Program tegorocznego festiwalu trzeba nazwać skandalicznym.

Festiwal rozpoczął się koncertem Michała Urbaniaka, który przypomniał o swej fascynacji Milesem Davisem. Wpisuje się to w zamysł organizatorów, którzy chcieli podsumować w ten sposób rolę polskich artystów na arenie światowej. Urbaniak niewątpliwie rozsławił nasz jazz w USA, ale czynienie z koncertu słynnego skrzypka punktu kulminacyjnego najważniejszej polskiej imprezy jazzowej odczytać można wyłącznie jako sugestię, że od czasu jego amerykańskich podbojów polska muzyka improwizowana nie zaznała przełomu.

I rzeczywiście, gdyby nie działalność artystów undergroundowych można by pomyśleć, że polski jazz już dawno umarł. Rolę jazzowego patriarchatu, który rządził w klubach w latach 70. i 80., dawno przejęła rodzima prężnie działająca alternatywa: jassowcy zgrupowani wokół Biodro Records, bydgoskiego klubu Mózg i warszawskiej sceny niezależnej. To ci muzycy wytyczają dziś nową drogę muzyce improwizowanej w Polsce, w tym - jazzowi.

Wydawane są z powodzeniem płyty polskich pianistów z pogranicza gatunków (Pawlik, Możdżer, Jaskułke), krążki Agi Zaryan czy Anny Marii Jopek, kompilacje z cyklu "Polish Jazz", reedycje znanych płyt nestorów polskiego jazzu sprzed lat dwudziestu, trzydziestu i czterdziestu, ale to czysta komercja. Hermetyczne autorskie albumy Piotra Wojtasika, Tomasza Szukalskiego, Jarosława Śmietany, a nawet Tomasza Stańki uchodzą uwadze opinii publicznej - inaczej niż dzieje się to w wypadku uznanych artystów w Europie i USA.

Listkiem figowym dla pomysłodawców 51. edycji Jazz Jamboree będzie grudniowy występ New Way Jazz (Masecki - Ravitz i Tymon Tymański wraz z jego Polish Brass Ensemble). Pozwoli to zamknąć usta malkontentom, którzy narzekają na ograniczoną obecność młodego ruchu jazzowego na oficjalnych imprezach takich jak Jazz Jamboree.

Organizatorzy deklarują przywiązanie do najlepszych tradycji ruchu jazzowego, ale sądząc po skromnym wyborze artystów i przekroju stylistycznym, ich zamiarem jest raczej dogaszenie tlącego się żaru po jazzie made in Poland. Niegdyś Jazz Jamboree był kwintesencją tego, co najlepsze nie tylko w muzyce polskiej, ale też w jazzie europejskim i amerykańskim. Gdy jednak obserwujemy, jak na festiwalową scenę wkracza komercja w pełnej krasie: aktor Maciej Zakościelny, drugorzędni polscy raperzy i muzycy znani głównie z sesji Michała Urbaniaka, pozostaje nam zrobić jedno: zignorować taką propozycję.

Anna Gromnicka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.