Długi niebezpieczniejsze niż czołgi
Friedman o Polsce: musicie wyzbyć się urojenia, jakoby UE przeistoczyła się w Królestwo Niebieskie
Jesteśmy najlepsi w Europie, mamy wzrost gospodarczy, wydajnie pracujemy, od wieków nie byliśmy tak zamożni i bezpieczni. Resetujemy się z Rosją, szanuje nas Angela Merkel. Z Ameryką rozmawiamy realistycznie. Miłe teksty o Polsce pisze "Economist". Od deklaracji dobrostanu, które w dodatku co chwila powtarzają premier i jego ministrowie, można pomyśleć, że Polska staje się regionalnym mocarstwem. Na ten obrazek warto popatrzeć z innej perspektywy. Anglosaskiego analityka. Szefa ośrodka Stratfor, potomka rodziny żydowskiej z Użhorodu - George’a Friedmana. Jego "Geopolityczna podróż, część 7 - Polska" nie napawa optymizmem. Wręcz przeciwnie. Amerykanin przekonuje, że polskie elity niebezpiecznie bagatelizują współczesne zagrożenia suwerenności. I nie chodzi bynajmniej o rozjechanie Polski przez czołgi rosyjskie. Tym zagrożeniem są długi państwa i logika ich spłacania.
Friedman przekonuje, że Europa, a z nią Polska, wchodzi w nieznaną dotąd fazę - Europę nowej roli Niemiec. A te pożyczają zadłużonym krajom, wyciągają je z tarapatów, ale potem ustalają warunki spłaty długów. Berlin "nie chce, ale musi" pomagać. A jak już musi, chce mieć chociaż kontrolę nad politykami gospodarczymi swoich dłużników. Dlatego zmienia Lizbonę i dąży do wpisania w niej zasad spłaty bailoutów. Dlatego rząd Merkel przebąkuje w przeciekach dla "Spiegla" o klubie berlińskim zajmującym się "współpracą" z pożyczkobiorcami.
"Dziś nie musimy się martwić, bo nie potrzebujemy pieniędzy od Niemców, poza tym są różne rodzaje suwerenności, a ta budżetowa nie jest najważniejsza" - cytuje Friedman jednego z polskich urzędników, z którymi rozmawiał w czasie swojej geopolitycznej podróży. Racja. Tyle że polski dług z każdym rokiem jest coraz większy. Po przyjęciu nowego budżetu UE po 2013 r. Bruksela już nie będzie tak hojnie finansować inwestycji infrastrukturalnych w Polsce, co jeszcze pogorszy sytuację, bo inwestycje te będzie musiało sfinansować państwo polskie. Do tego dochodzi rosnąca liczba emerytów i malejąca liczba ludzi w wieku produkcyjnym. Co prawda nie jesteśmy w strefie euro i nie dotyczą nas zasady bailoutów określane przez eurogrupę. Kto jednak powiedział, że pewnego dnia po bailout nie zgłosi się ktoś z nowej UE i spoza strefy euro? Czytajmy uważnie diagnozę Friedmana. Zadłużonej Polski czołgi rosyjskie nie rozjadą. Ale zadłużona Polska może pewnego dnia obudzić się jako państwo klient. Bo jak pisze szef Stratforu, przed nami epoka integracji europejskiej, w której miłość między narodami Zachodu zdominuje relacja państwo - klient wobec państwa patrona. "Polska musi wyzbyć się urojenia, jakoby 18-letnia UE przeistoczyła się w Królestwo Niebieskie" - podsumowuje Friedman.
@RY1@i02/2010/239/i02.2010.239.000.011b.001.jpg@RY2@
Zbigniew Parafianowicz, kierownik działu zagranicznego
Zbigniew Parafianowicz
kierownik działu zagranicznego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu