Sensacja, czyli efekt jednorazowy
To się musiało tak skończyć. Biznes - także ten dopalaczowy, budzący najgłębsze wątpliwości - nie znosi próżni. Z góry było wiadomo, że przeprowadzona kilka tygodni temu pokazowa akcja zamykania sklepów z dopalaczami to działanie na krótką metę. Pomijam zresztą pytanie, czy wówczas metodami administracyjnymi likwidowano biznes najzupełniej legalny, co - jakikolwiek on by był - w państwie prawa jest po prostu niedopuszczalne.
Teraz mamy ciąg dalszy tej historii, całkowicie przewidywalny. Dopalacze wkroczyły do szarej strefy. Za granicą powstają sklepy internetowe handlujące tymi specyfikami. Wygląda na to, że najzupełniej legalnie. Jaka jest odpowiedź państwa, które zapowiadało walkę z dopalaczami? Bezradne wzruszenie ramion. Trochę to niepoważne. Albo bowiem mamy zdecydowaną ofensywę przeciw temu, co uznano za plagę, albo zabawę w kotka i myszkę, jednodniową sensację, kiedy w błysku fleszy wysyłano sanepid do sklepów ozdobionych listkami konopi. Minęło już trochę czasu i coraz bardziej widać, że nie chodziło o dużo więcej poza jednorazowym efektem.
@RY1@i02/2010/213/i02.2010.213.000.002f.001.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu