Schabowy z nutką włoską
Zwracamy uwagę na negatywne konsekwencje komunizmu, ale warto przypatrzeć się także z pozoru błahym, ale ciekawym nowym świeckim obyczajom, które pojawiły się w Polsce właśnie na skutek zakłóconej przez komunizm ciągłości. Polska staje się coraz bogatsza, ludzie chcą się bawić i dobrze jeść. Nie wiedzą tylko często, jakie wzory stosować, do kogo się upodabniać. A wzorów jest tak wiele i ich pochodzenie tak rozmaite, że powstaje z tego osobliwa mieszanka.
Na przykład wesela. Dokonuje się na nich oczepin, zupełnie nie podobnych do tego, co podsuwa tradycja, bo kto nosi dzisiaj warkocz? Potem urządza się zabawę, w której nagrodą jest papier toaletowy. Rzecz polega na tym, że czerpie się z co najmniej trzech źródeł: z amerykańskich filmów, głównie oper mydlanych, z polskiej tradycji ludowej oraz z kolorowych pism, które opisują uroczystości, w jakich uczestniczą celebryci, czyli aktorzy i aktorki drugiego sortu. Z tego połączenia powstaje osobliwa mieszanka.
Moim żywym zainteresowaniom oraz doświadczeniom (po weselach już tak bardzo nie latam) znacznie bliższe są restauracje, a w nich nazwy potraw projektowane przez kucharzy. Nie wspominam już o niezliczonych odmianach pisowni kotleta de volaille, jakby nie można było zajrzeć do internetu i sprawdzić. Bardziej interesujące jest wymyślanie nazw dań, które można zidentyfikować tylko na podstawie angielskiego tłumaczenia. Obserwowaliśmy to od Kocka do Goniądza i, co należy podkreślić, nie ma związku między tajemniczą nazwą a jakością potrawy. Bywa różnie.
Oto kotlet po staroszlachecku z nutką włoską. Po badaniu organoleptycznym okazuje się, że jest to zwyczajny schabowy z plasterkiem sera (nutka włoska!). Na pewno dawna szlachta się nim zajadała. Albo zawijasy wykwintne a la Sobieski duszone w zieleni. Znowu dawaj badać - zwyczajne zrazy z kaszą i odrobiną bazylii zupełnie w tym przypadku zbędnej. Wreszcie pierogi nadbiebrzańskie, czyli de facto marne pierogi z mięsem w sosie (chyba) koperkowym.
Maniera ta nie obowiązuje na szczęście wszędzie, ale w menu restauracji przy jednym ze znanych i drogich hoteli, oczywiście zbudowanych na modłę szlachecką, też mamy same tajemnicze propozycje. Zadziwia w naszym demokratycznym i nuworyszowskim społeczeństwie upodobanie do tego co szlacheckie. A może nie należy się dziwić, bo do czego właściwie Polacy mieliby się odwoływać? Nie ma tradycji mieszczańskiej, nie ma już tradycji ludowej, w zakresie mody można naśladować wzory zagraniczne. Zapaleńcy prowadzą szlacheckie walki i odtwarzają dawne bitwy. Inni zaś tylko udają, że tradycja szlachecka nie jest im obca.
Kilkadziesiąt lat temu bardzo pilnowano, czy ten, który stawia nowym dom, ma prawo do ganku z kolumienkami (trzeba było się wykazać pochodzeniem chociażby drobnoszlacheckim). Dzisiaj kolumienki lub kolumny stoją wszędzie, każdy może mieć dworek. W ten paradoksalny sposób spełniło się marzenie Maurycego Mochnackiego, żeby Polskę "herbami szlacheckimi wybrukować", czyli podnieść lud do poziomu obywatelskiego. Polacy jednak nie do końca realizują idee Mochnackiego. Bowiem powstaje pytanie, czy ten, kto usilnie szuka szlacheckich korzeni (jeszcze jedna moda) i pieczołowicie odtwarza drzewo genealogiczne rodziny, chce się wywyższyć i przypomnieć dawne przewagi oraz fakt, że należą mu się chociażby symboliczne przywileje, czy tylko ciekawi się historią? Obawiam się, że "staroszlachecki schabowy" świadczy o tym, że chcemy wkładać elegantsze stroje na nasze jeszcze niedomyte dusze.
@RY1@i02/2010/160/i02.2010.160.000.011b.001.jpg@RY2@
Marcin Król
Marcin Król
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu