Obywatelska przedsiębiorczość
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, obywatelska przedsiębiorczość nie jest przedsiębiorczością uprawianą przez obywateli, ale raczej obywatelskością uprawianą przez przedsiębiorstwa.
Utarło się, i w socjalizmie, i we wczesnym (więc też i naszym) kapitalizmie, że w każdym kraju funkcjonują trzy mniej lub bardziej wzajemnie skonfliktowane społeczne podmioty: obywatele, przedsiębiorstwa i państwo.
Utarło się też, że przedsiębiorstwa są z natury agresywne - ich jedynym celem jest przecież zysk - wyzyskują więc społeczeństwo, czy to bezpośrednio jako pracowników, czy też pośrednio jako klientów. W tej sytuacji państwo musi być strażnikiem dbającym o to, aby przedsiębiorcy nie doprowadzili do biologicznej zagłady społeczeństwa, nie rozgrabili kraju, nie sprzedali go po kawałku obcym.
No a obywatele? Obywatele przywykli, że rolą państwa jest dbać o nich, więc jak im - obywatelom - czegoś brakuje, to jadą w Aleje Ujazdowskie, gdzie wręczają petycję, a następnie palą opony lub ogłaszają głodówkę.
W innych krajach, szczególnie wyżej rozwiniętych, bywa już inaczej. Coraz częściej obywatele i przedsiębiorstwa biorą inicjatywę we własne ręce, zapraszają do współpracy tzw. organizacje pozarządowe, nie oglądają się na państwo, bowiem upodmiotowione społeczeństwa pragną same decydować o podziale wypracowanych przez siebie środków na cele społeczne.
W roku 1995 w pieniądze wydane na cele społeczne przez amerykańskie społeczeństwo - a więc poza budżetem państwa - sięgnęły 143,8 mld dol. W tym indywidualni Amerykanie wydali 116,2 mld, firmy 7,4 mld, fundacje 10,4 mld, a 9,8 mld pochodziło ze spadków zapisanych na cele społeczne.
Inny przykład. W 1965 roku, gdy Partia Pracy liczyła około 800 tysięcy członków, powstało Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, do którego przystąpiło kilkadziesiąt tysięcy poddanych Brytyjskiej Korony. W roku 1992 Partia Pracy liczyła ok. 350 tys. członków, a towarzystwo przekroczyło stan 800 tysięcy.
O czym świadczą te przykłady? Że w rozwiniętych, wykształconych społeczeństwach obywatele wolą liczyć na siebie. Państwo nigdzie nie sprawdza się bowiem ani jako przedsiębiorca, ani jako zarządca. Państwo ma też coraz mniej środków do przeznaczenia na ogólne cele społeczne. Za prezydentury Johna Fitzgeralda Kennedy’ego 70 proc. budżetu USA przeznaczano na finansowanie projektów społecznych. Dziś tylko 20 proc. W innych krajach jest podobnie.
@RY1@i02/2010/141/i02.2010.141.130.002b.001.jpg@RY2@
Andrzej Jacek Blikle
Andrzej Jacek Blikle
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu