Precz ze złymi duchami
Rozglądam się i zastanawiam, co nam się jeszcze dobrego ostatnio przytrafiło. I widzę - naszą młodzież, a w szczególności młodzież studencką, którą nieco znam. Ma ona zalet wiele: jest tolerancyjna, pluralistyczna, nowoczesna, europejska czy wręcz kosmopolityczna. Chcę jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną zaletę, której na ogół się nie docenia, politycy jej nie dostrzegają, czego dowiodły wybory prezydenckie, a wielu ludzi wręcz się oburza.
Sam zresztą mam odruch zdumienia, kiedy orientuję się w czasie wykładu, że dla studentów powstanie styczniowe, Powstanie Warszawskie, Dmowski i Piłsudski czy też meandry PRL to ziemia nieznana. Fatalny poziom nauczania historii w szkole oraz naturalna tendencja ludzi młodych razem "wespół w zespół" sprawiają, że młodzi ludzie już nie są takimi ludźmi jak bohater opowiadania "Moniza Clavier" Sławomira Mrożka. Już ani nie chcą, ani nie muszą innych szantażować zębami wybitymi Polakom przez historię.
Zapewne po tej fali niemal całkowitej obojętności w stosunku do historii Polski powróci zainteresowanie, ale już wybiórcze i oparte na inaczej konstruowanej zasadzie liberalnego i nowoczesnego patriotyzmu. Polska już nie jest ani Chrystusem narodów, ani przedmurzem chrześcijaństwa, ani pośrednikiem między Wschodem a Zachodem, ani nie może się domagać, by Zachód miał nieustające wyrzuty sumienia z racji tego, że nam nie pomógł w najtrudniejszych chwilach. Skończyło się. Jesteśmy normalnym, sporawym państwem w Unii Europejskiej i tyle tylko możemy się domagać, na ile nas będzie samych stać. Nikt nam już nic za darmo nie da.
Po coż zatem młodzież miałaby rozgrzebywać rany? Prawda, trochę szkoda, że nie cieszymy się z okazji rocznic powstania "Solidarności" czy też wyborów 4 czerwca 1989 roku, ale to nam zepsuli niektórzy politycy i już się nie uda tej radości oraz dumy odzyskać. Oczywiście, ciekawie jest zwiedzić bardzo dobre Muzeum Powstania Warszawskiego, ale ja - zawodowy historyk idei - mam wątpliwości, po co je zwiedzać. Owszem, warto, ale na takiej samej zasadzie jak Muzeum Wsi Kurpiowskiej. Zawsze warto więcej wiedzieć, ale wątpię, czy historia Polski w sposób naprawdę ważny pomaga nam rozumieć rzeczywistość.
Młodzież, która patrzy niemal wyłącznie na to, co teraz i co w przyszłości, dokonuje właściwego wyboru. Jako konserwatysta kulturowy od wczesnej młodości mam tylko jedną wątpliwość. Otóż na pewno historia nie jest nauczycielką życia, a tym bardziej historia Polski nie jest taką nauczycielką, natomiast warto pamiętać fakty drobne, ale ważne z zakresu kultury, obyczaju czy codziennych doświadczeń. Dlatego warto czytać dzienniki lub wspomnienia Marii Dąbrowskiej, Zygmunta Mycielskiego czy Jarosława Iwaszkiewicza. Ludzie wybitni zawsze nas czegoś uczą lub chociaż ustawiają poprzeczkę na odpowiednio dużej wysokości. Ale to nie ma nic wspólnego z Polską cierpienia, poniżenia, samoponiżenia oraz potępieńczych swarów. Precz z tymi złymi duchami.
Zdrowa reakcja polskiej młodzieży polegająca na zapomnieniu powinna stanowić wskazówkę dla wszystkich ludzi komentujących życie publiczne lub aktywnie w nim uczestniczących. " Z żywymi naprzód iść" - oto zasada życia w kraju nowoczesnym. Czy trochę żal? Pewnie, że żal, ale to tylko tanie sentymenty. Mam nadzieję, że już nie wróci czas, kiedy będziemy musieli potajemnie, ale z uczuciem dumy, nucić "My, Pierwsza Brygada" czy "Rozszumiały się...". Nie lubię współczesnej muzyki młodzieżowej, ale lubię nieco wcześniejszą, i wolę "I love you tender" od "Czerwonych maków". Oczywiście, każdy ma prawo do własnych upodobań, ale idea zapomnienia patriotycznego kiczu jest na pewno godna pochwały.
@RY1@i02/2010/140/i02.2010.140.000.012c.001.jpg@RY2@
Marcin Król
Marcin Król
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu